Listki Elki czyli post o byciu wyrozumiałym

„Ale ta eLka się wlecze” myśli wielu kierowców w godzinach szczytu w centrum miasta na zatłoczonej ulicy. No tak wlecze się, ale kiedyś my też się tak wlekliśmy, przypomnijmy sobie „nasze początki”. Trzymajmy odstęp za takim autem, bądźmy bardziej wyrozumiali.


Każdy kiedyś przecież musi zaczynać, co innego jeżeli kursantce czy kursantowi w korku gaśnie auto 10 razy, wtedy tylko można by źle oceniać instruktora który to powinien zabrać takiego  „swojego” kierowcę i poćwiczyć choćby i ze 100 razy podstawowe rzeczy, typu ruszanie czy zatrzymywanie się na placu manewrowym a dopiero później ruszać na podbój miasta. Zawsze bierzmy pod uwagę to że eLka może w każdej chwili gwałtownie zahamować, nie tyle kursant/ka co instruktor w razie niebezpieczeństwa wciśnie hamulec w podłogę a my nie siedźmy eLce na ogonie bo uwierzcie ona wcale nie przyspieszy.
Zielony listek? Co oznacza? Jak postępować? Ano podobnie jak w przypadku eLek, być wyrozumiałym. Kierowcy którzy mają taki listek zawsze wolniej ruszają , parkują , wcześniej się zatrzymują, ogólnie przemieszczają się wolniej, a na naklejenie takiego listka świadczy o ich kulturze, bowiem ostrzegają oni w ten sposób że nie są kierowcami dla których jazda to bezstresowa przyjemność. Zatem wstrzymujmy się z klaksonem jeżeli nie ruszą zbyt szybko. Ten listek to taki przywilej dla typowych niedzielnych kierowców lub też tych początkujących.






AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Wyrozumiełeośc, wyrozumiełością, ale trzeba jeszcze mysleć i uczyc innych(tych którzy sie przy instruktorze uczą) mysleć. Czy jest jakiekolwiek wytłumaczenie dla "L" jadącej z prędkością 15 km/h przez ruchliwe skrzyżowanie w szczycie ?? Przecież takie insttruktor powinien zwrócić uwage kursantow, że taka jazda tamuje ruch i musi przyśpieszyć, bo na przjazd na zielonym oczekują też inni, a nie tylko on sam. Ale po co mysleć. Przecież instruktor ma nauczyć tylko zdać egzamin a nie w sposób kulturalny korzystać z drogi.

    OdpowiedzUsuń
  2. L pierwsza stoi na swiatlach?? Istnieje 99% szans, ze przy ruszaniu auto zgasnie, a zanim kursant odpali, to znowu zapali sie czerwone i postoimy jeszcze jedna zmiane swiatel. Niestety, ale kursanci nie sa przygotowani do jazdy po miescie. Nie wystarczy wpuscic kursanta za kierownice i siedzieć obok. Uważam, że przed wyjazdem na miasto instruktor powinien rzetelnie przygotowac kursanta. Jesli oczekuja wyrozumialosci ze strony kierowcow, to niech wyjezdzaja z placu z osobami, ktore najpierw przygotowali z podstaw i L rzeczywiscie bedzie jechala, a nie stala utrudniajac ruch ze zdenerwowanym kursantem, ktory po raz kolejny odpala auto, bo znowu zgaslo przy ruszaniu. Poziom przygotowania ze strony instruktorow niestety pozostawia wiele do zyczenia. Zdarzylo mi sie ok. 3 razy zatrabic na L... Wiadomo, ze pretensje i zlosc skierowane byly w strone instruktora, ktory powinien byc osoba kompetentna. Dwa razy trabilam jadac osobowka: bezczelne wymuszenie pierwszenstwa, a nastepnie jeszcze jakies fochy, ze mialam czelnosc nacisnac klakson i obrazliwa oraz totalnie nie na miejscu gestykulacja rekoma (np. pukanie sie w glowe) - przez chwile bylam w szoku, ze instruktor nie ma oporow przed robieniem z siebie durnia w kwestiach, no coz... zawodowych. Druga sytuacja - ulica jednokierunkowa, dojezdzamy do skrzyzowania. Przede mna L, która sygnalizuje zamiar skrętu w lewo i stoi po prawej. Ja chcialabym w prawo... L, ktora jechala za mna ustawila sie prawidlowo chcac skrecic w lewo. Moral jest taki, ze zostalam zablokowana. Lki nie mialy mozliwosci wyjazdu na glowna, ja natomiast bezkolizyjnie moglam skrecic w prawo, gdyby nie ta cholerna L! Stalam tak powaznie jakas juz dluzsza chwile, zdecydowanie za dluga. Skoro instruktor nie ogarnia, to jak ten biedny kursant ma sie nauczyc?? Czy to taka filozofia nie draznic innych przeciagajacym sie, zenujacym bledem i nie marnowac czasu ludziom na irytujace, bo bezsensowne stanie, i po prostu troche zmienic planowana trase i pojechac w prawo? A trzecia sytuacja miala miejsce podczas kursu na kat. C, wiec rowniez jechalam L, tyle ze "ciezarowa" =) Skrzyzowanie... Przede mna L, ktora usiluje wlaczyc sie do ruchu. Usiluje... Rozumiem roznice miedzy osoba, ktora posiada doswiadczenie, a osoba, ktora go nie ma, bo dopiero uczy sie, ale wydaje mi sie, ze intruktor siedzi obok po COS, i wcale nie po to by siedziec i pierdziec w fotel pasazera. Generalnie tak stalismy i stalismy, w miedzy czasie bylo z 10 mozliwosci wlaczenia sie do ruchu, i to nie na wariata, ale na spokojnie, a L stala dalej i marnowala moj czas jazdy. Wtedy ja obtrabilam. To byl spontaniczny odruch gdy uswiadomilam sobie to marnotractwo. Moj instruktor zwrocil mi uwage, ze to jest L, i ze na Lki nie trabi sie! Powiedzialam mu, ze ja jestem rowniez L i bede sobie trabic na inne Lki; a on odpowiedzial, a wrecz odkrzyknal: "Ale ty jestes inna kategoria!!". No, ale fakt byl taki, ze jak trabnelam z ciezarowy to moment i L pojechala.
    Pozdrawiam, Julia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz