Ostatni…. włącza ,,awaryjne”!

Niedługo wakacje, więc dziś wskazówka szczególnie dla tych, którzy w długie trasy wybierają się tylko podczas wolnych dni. Krótko o tym jak dojechać i wrócić z nich bezpiecznie.

Niedługo czas odpoczynku od szkoły, od pracy, po prostu długo oczekiwany urlop. Część z nas chce spędzić swój wolny tydzień bądź dwa lub dłużej, a to w górach, a to nad morzem. Okres wakacyjny to nie tylko ,,przebudzenie” kierowców, którzy jeżdżą tylko poza okresem zimowym. W wakacje jest wzmożony ruch, a trasa wydaję się dłuższa niż zazwyczaj pomimo, że nie jedziemy żadną nową obwodnicą. Największe korki jak to już standardowo bywa będą najbliżej naszego celu podróży, czyli kilka km od Zakopanego albo 3 km od Łeby. Te parę kilometrów będziemy jechać jak co roku długo za długo. Gorące słońce, które podsmażać będzie nas przez szyby, sprawi, że w naszym aucie – piekarniku zacznie się wytwarzać nerwowa atmosfera jako bonus do już opalonych ciał.

Grunt to opanowanie. O czym ten dzisiejszy post? Po co i kiedy ostatni ma włączyć awaryjne? Chodzi to, że na drogach międzymiastowych często gęsto jeździmy szybciej niż 50km/h, bo szybciej na nich po prostu wolno. Im większa prędkość tym automatycznie długość hamowania się zwiększa. Wyobraźmy sobie taką sytuację, jedziemy drogą poza miastem, dostrzegamy typowy korek, za nami nie ma żadnego auta, a my stoimy już na końcu. W tym momencie powinniśmy włączyć światła awaryjne. Włączone światła awaryjne będą oznaczały, że nie należy nas wyprzedzać bo jest korek, a my albo poruszamy się 5km/h albo stoimy w miejscu. To będzie znak dla kierowcy, który jedzie przepisowo setką 400m za nami, bo tyle jest dozwolone w tym miejscu. Kierowca, który będzie jechał setką, gdy wyleci zza zakrętu zorientuje się w porę i zatrzyma się zaraz za nami. Wówczas my wyłączamy awaryjne, a obowiązek informowania o końcu korku spoczywa zawsze na ostatnim aucie. Jest to zabieg (tj. włączenie świateł awaryjnych), który trwa chwilę, a naprawdę może uratować nasze życie. Awaryjne światła w korku sprawią, że w naszym bagażniku nie zaparkuje niespodziewanie silnik od nieznajomego auta. Nikt chyba by nie chciał by jego kombi stało się heczbekiem. Czasem w upalny dzień, zwłaszcza dla kogoś kto mało podróżuje, ciężko jest ocenić odległość i szybko podjąć decyzję ,,co dalej”. Magiczny trójkącik, który znajduje się na naszym kokpicie na szczęście potrafi uporządkować i ostrzec kierowców jadących za nami zanim będzie za późno – potrafi nawet uchronić od karambolu na autostradach – serio!

Nie chce wam się włączać awaryjnych no bo i po co? Przecież to nie z naszej winy będzie wypadek. Mimo wszystko ja zawsze w takich sytuacjach włączam awaryjne, bo myślenie ,,nie z mojej winy” to marne pocieszenie po niechcianej kolizji.

Na podsumowanie filmik, który pasuje do dzisiejszego tematu.



AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Dzięki za wpis! Niedawno zaobserwowałem takie coś na autostradzie w Niemczech, i wstyd się przyznać, początkowo nie wiedziałem o co chodzi (wszyscy jechali, tyle że 20km/h). Wcześniej mrugnięcie awaryjnymi znałem jedynie jako podziękowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety autorze bloga Twoja droga do edukacji kierowców dłuuga :)

      Usuń
    2. Może w dzisiejszych czasach dzięki wszechobecnemu internetowi:) coraz więcej kierowców zwłaszcza tych mniej doświadczonych dowie się jak reagować w różnych sytuacjach!

      Usuń
  2. No niby dłuuuuga ale takie mam hobby :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ska to się wzieło że trzeba włączać światła awaryjne? Jak dobrze pamiętam pare lat w stecz tego nie było. Jest na to jakiś przepis czy to tylko tak weszło w krew kierowcą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy na kulture sa przepisy? Nie! Po prostu pomimo iż nieraz mamy pierwszenstwo to bycie dobrym kierowcą nakazuje wpuścić kogoś przed siebie.

      Usuń
  4. Przydałby się wpis o tym, kiedy tego nie robić. Absurdem jest włączanie awaryjnych na końcu zatoru drogowego w momencie ograniczenia prędkości do 60 km/h. 60 km/h to dawna prędkość w obszarze zabudowanym, a w nim należy być gotowym na korek w każdym momencie.
    Największy hit jaki widziałem to włączenie awaryjnych przy ograniczeniu do 40 km/h, znakach ostrzegawczych o robotach, światłach i ruchu wahadłowym. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wszystko w życiu trzeba robić z rozwagą :)

      Usuń
  5. Ja zawsze włączam awaryjne w takich sytuacjach, tak jestem nauczona i tak robię. Nie tylko dla bezpieczeństwa innych, ale przede wszystkim własnego. Bo na drogach jest tylu idiotów, że szkoda mówić.
    Aż mnie ciarki przeszły jak zobaczyłam co zostało z pierwszego auta w środkowym rzędzie po uderzeniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zawsze martwię jak widzę w takim momencie TIRa we wstecznym lusterku i czekam, przypier*** czy nie ;/?

      Usuń
  6. 20 lat temu jak byłem na zachodzie to już był taki zwyczaj. Jak zrobiłem to w Polsce po przyjeździe, to wszyscy za mną chcieli mnie wymijać bo myśleli że popsuło mi się auto. Ludzie w ogóle nie myślą logicznie za kierownicą. Jednak najlepszy numer był wtedy gdy zatrzymała mnie drogówka. Zatrzymałem auto na wąskim poboczu i włączyłem awaryjne żeby wszyscy nadjeżdżający wiedzieli że stoję a nie jadę. Policjant opieprzył mnie i kazał wyłączyć światła. Więc co chcieć od kierowców. Kiedyś gdy na zachodzie było trzecie światło stopu, u nas milicja ścigała (politycznie) za trzeci stop. Tak właśnie bywało....hi,hi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziś Policja sama mówi ,,proszę włączyć awaryjne". Przecież awaryjne oznacza uwaga auto popsuło się / lub uwaga coś jest nie tak na drodze - uważaj!

      Usuń
  7. Światła awaryjne powinno się włączać wcześniej. Po zauważeniu przeszkody (korka) przed sobą i rozpoczęciu hamowania. Jest to informacja dla auta z tyłu ze będziesz hamować do zera, bo nie ma możliwości kontynuowania jazdy.
    Dzięki takiemu zachowaniu nikt cię nie wyprzedzi, bo ty zwalniasz, a potem nadzieje się na zatrzymany ruch.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz