Kiedy jeździmy wolniej? Kto lub co sprawia, że zmieniamy podejście do własnego stylu jazdy?

Niejednokrotnie w średniowieczu bywało tak, że pirat, który dopłynął do brzegu po wielu latach na morzu, zmieniał się w człowieka godnego naśladowania, brzydząc się złem, które wyrządził na morzu. Kto i co sprawia, że niektórzy królowie szos, po zrobieniu rachunku sumienia na parkingu zmieniają się w osoby, które jeżdżą cały czas przepisowo? Czy coś takiego jest w ogóle możliwe?

Okazuje się, że tak, są pewne sytuacje i akcje, które wpływają na reakcję kierowcy, który potem lub wcześniej wciska hamulec na dłużej lub krócej jadąc wolniej. Zacznę od sytuacji, gdzie kierowcy zwalniają na chwilkę, a zakończę na tej, gdzie zmieniają się na dłuższy czas bądź nawet na stałe.

Kiedy jeździmy wolniej i dlaczego?

Próg zwalniający. Przemierzasz osiedle jadąc nieprzepisowe 60km/h i nagle zza bloku wyskakuje i kładzie się tuż przed Twoimi kołami próg. Szeroki od lewej do prawej krawędzi jezdni, że ni cholerkę dziada nie idzie ominąć. Wysoki krawężnik i auta zaparkowane na chodniku to kolejne impulsy, które dają Ci jasno do zrozumienia, że zwolnić, a nawet zatrzymać się w przypadku nowego nieugniecionego dziada będziesz musiał. Buch pierwsze dwa koła przeszły, wkurzony, że już straciłeś 2 sekundy powoli zaczynasz przyspieszać by ruszyć ostro po przejechaniu przeszkody dwoma ostatnimi kołami. Coś tam słychać było, co pukneło w błotnik, może amortyzator, resor lub inna poduszka, ale to w tym momencie nie ma to znaczenia. Ważne jest jednak to, by nadrobić kilka sekund opóźnienia. Dociskasz w podłogę i poganiasz obrotomierz, aż wskoczy na czerwone pole i sekundę wcześniej niż silnik odetnie się zmieniasz bieg na wyższy. Adrenalina jest już tak wysoko jak bieg w skrzyni, aż na 3cim poziomie. Chwila nie trwa długo, wyjazd z osiedla opóźnia Ci droga z pierwszeństwem. Hamujesz do zera. Czekasz, czekasz, nikt nie chce Cie wpuścić, więc wbijasz się piszcząc oponami i dociskasz mocniej i mocniej pedał gazu. Próg spełnił swoje zadanie, pod szkołą zwolniłeś, ale dzieci, które zbliżają się do szkoły, a mają do niej jeszcze przecież tylko kilkaset metrów były wystraszone. W Twoim umyśle nic się nie zmieniło... niestety.

Sygnalizator jak rozgrzany piec koloru czerwonego. Potrafi zatrzymać na trochę dłużej niż próg zwalniający. 15, 20, 30, a czasem nawet na więcej sekund, a sfrustrowany kierowca musi czekać, aż pojawi się zielony kolor oznaczający GO! Kierowca frustrat zawsze jednak jest trybie ready. Robi przegazówkę co kilka sekund by wystraszyć rywali. Pokazuje swoje pióra jak paw w parku. Jak tylko wskoczy zielone, droga jest jego, a on znowu musi nadrobić, tym razem więcej, więc jeszcze bardziej dociska gaz.

Wypadek. Prosta droga, piękna pogoda za unijne pieniądze yyy albo odwrotnie. Godzina 12 i na drodze, gdzie ruch jest niewielki pojawia się korek. Strażacy wycinają z auta, lekarze naprawiają, a Policja karze mandatem miszcza kierownicy. Widząc taki obraz sytuacji przewijamy naszą trasę, ostatnie kilka kilometrów by zrobić rachunek sumienia i stwierdzamy w myślach, nie przyznając się dziewczynie siedzącej na fotelu obok kurcze to mogliśmy być my. Po chwili refleksji, zwalniamy. Po 4 kilometrach kolejny objaw myślenia i przejaw, że to pewnie jakiś leszcz jechał tam wcześniej, niedoświadczony albo stary i dlatego do tego doszło. W przekonaniu o swych jakże wyjątkowych umiejętnościach za kierownicą dociskamy znowu w podłogę - sytuacja wraca do normy. Była przemiana? Była! Chwilowa, ale była. Okej, jeżeli wypadek byłby śmiertelny wtedy możemy dodać +2km wolniejszej jazdy. Po max dziesięciu kilometrach i tak kierowca jadący bezpiecznie znowu staje się miszczem zwłaszcza prostej. Czego potrzebowaliśmy do przemiany? Zbyt dużo, wypadek plus ewentualne ofiary śmiertelne więc z tych wszystkich kosztów, przychodu w postaci nawróconego kierowcy nie będzie.

Kontrola fotoradarowa czyli pstrykacz znienacka. Najdroższe zdjęcia za jakie płaci nasz miszcz. Płaci i niczego nie wynosi z tej nauki poza tym, że następnym razem im pokaże i nie zapłaci. Szuka po internetach na różnych forach złotego środku na mandaty, traci kilka dni i ostatecznie wnioskuje, że fotoradar stacjonarny ustawiony na stałe przy tym przedszkolu działał zgodnie z prawem. Następnym razem uważa bardziej i jak tylko wyprzedzi wypchaną po brzegi i ważącą kilkanaście ton ciężarówkę na zakręcie dostrzega, że trochę dalej stoi fotopstrykacz. Hamuje więc do 30km/h no bo nie widział znaku ustawionego 1km wcześniej albo nie zna za dobrze przepisów więc kto wie ile tu można. Zbiera w najlepszym wypadku opieprz przez szczekaczkę od ciężarowca, albo zderzak porozrzucany po całej okolicy, gdy jednak ciężarówka, która z takim ciężarem hamuje jak lokomotywa tym razem nie wyhamowała. Zdjęcia nie ma, zwolnił na chwilkę, a nerwów naprodukował sporo. Biznes jak zrobić by kierowca mądry był upadł, a my dalej walczymy i modlimy się by takiego miszcza nie spotkać na swej prostej drodze.

Uwaga stoją, jadą czyli policja przed miszczem. Tego miszczu nasz kochany najbardziej nie lubi. Nienawidzi wręcz, bo nawet na tej ulubionej prostej, przy pięknej pogodzie, zapał do ostrej i szybkiej jazdy musi tłumić, a przecież on potrafi szybko, a inni niekoniecznie. Miszczu jedzie i jedzie, wręcz wlecze się za tym radiowozem. Głowa już cała czerwona, spocona, a mięsa tyle zmarnowanego, że nie jeden mięsny na osiedlu byłby zatowarowany. Uff, skręcili, bo to już chyba nie ich rejon. 10km to wyszło jakieś 126 sekund strat na tym odcinku. Trzeba nadrobić... Przekonany o tym, że znajdzie się w końcu miszczu, który wiecznie coś nadrabia i zdążyć nie może jest również patrol policji ustawiony przy przedszkolu 12km dalej. Po skasowaniu (czyt. wypisaniu mandatu) gościa i przekazaniu cennych wskazówek (o tym, że to zawsze lepiej wolniej i w ogóle), które i tak miszczu będzie miał gdzieś, puszczają go wolno życząc szerokiej drogi. Zniesmaczony miszcz jedzie wolniej. Dołuje się, że przecież jak on mógł ich nie zauważyć, że mówili na szczekaczce, że czysto i w ogóle. Wkurzony dodaje gazu w nadziei, że pech dwa razy go dziś nie spotka. Znowu cudowna przemiana, niestety z efektem jojo.

Dziecko w aucie. Tak miszczu jeździł do swej kobiety, że wyjeździli razem dziecko. Szczęśliwy miszcz postanowił, że zmieni swoje dotychczasowe życie. Przestanie tyle pić i palić, a nawet zacznie jeździć wolno. To właśnie troska o swoje pociechy jest w stanie zmienić podjeście do jazdy miszcza. Jeździ wolniej i bezpieczniej, bez gwałtownych hamowań, bo boi się o życie swojego dziecka. Dlaczego jednak nie bał się o swoje życie wcześniej? Dlaczego nie myślał wcześniej by jeździć wolniej, bo może nie dożyć tych najwspanialszych chwil w jego życiu. Powinni zrobić kampanię  w stylu ojciec, dziecko, jeżdżą na ryby, do kina, z mamą, z dziadkiem i babcią, a potem takie przewijanie do jazdy jak zapieprza, rozbija się i przekreśla to wszystko. Dałoby to do myślenia? Moim zdaniem tak. Najgorszą sprawą o której jednak muszę wspomnieć to miszcz z krwi i kości o twardym gruncie nie do zdarcia. Taki prawdziwy miszcz król wręcz szos nie ma przemiany nawet, gdy wozi swoje dzieci, którym współczuję i trzymam mocno kciuki, że dożyją do dnia odbioru swoich praw jazdy i będą jeździć inaczej niż ich tatko.

Taa. Wywnioskowaliście, że jedyną metodą na bezpieczne drogi to metoda na dzieci. Na pewno nie, bo jak też się przekonaliście są miszczowie, którzy mimo wszystko zostaja nimi na zawsze. Może wystarczy ten artykuł by było ich mniej? Może choć jeden miszcz po przeczytaniu tych wypocin zmieni swój styl, tryb jazdy. Już nawet nie musi być eko. Grunt, żeby jeździł bezpieczniej.


AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Hehe, rozwalił mnie dzisiejszy Twój art :) Jak zawsze szczery i życiowy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powinni zrobić kampanię... powinni, mógłbyś być reżyserem kina akcji hehe

    "miszczem zwłaszcza prostej" to określenie zwłaszcza mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zrobią... a jak zrobią to taką jak zawsze czyli skopiowaną i przetłumaczoną :)

      Usuń
  3. Jest jeszcze jedna metoda- jak miszcz rozbije swoje cudo od niemca który tylko do kościoła jeździł. Jak mu blacharz rachunek wystawi to nawet król zaraz zacznie uważniej jeździć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź pod uwagę, że król może mieć kase i niczego się nie nauczy...

      Usuń
  4. Osobiście bardzo rzadko przekraczam dozwoloną prędkość. Wiem jakie skutki niesie ze sobą jazda ponad przepisami. Wydaje nam się, że jesteśmy w stanie wyhamować, co z tego, że jedziemy szybko, jak prowadzimy przecież bezpiecznie, co z tego, że ktoś tam miał poważny wypadek, nas to nie dotyczy. To trochę jak z nowotworem, słyszymy o innych, którzy chorują, ale dopóki nie dotknie nas on bezpośrednio to jest to choroba która gdzieś tam istnieje.
    I co z tego, że ja jeżdżę zgodnie z przepisami, jak na drogach pełno imbecyli, którzy prują ile fabryka dała, bo mogą? Bo im się spieszy? Bo mają samochody, które dają im taką możliwość?
    Niedawno mój mąż robił prawo jazdy, gdy chodził na kurs i rozwiązywał testy, miał pytanie: "Czy zasadę ograniczonego zaufania należy stosować zawsze?". Prawidłową odpowiedzią było "nie" jednak ja, z całą odpowiedzialnością i pewnością własnych słów odpowiedziałam "tak". Nieważne, że Ty jedziesz zgodnie z przepisami, jesteś ostrożny i uważny. Bo jakiś imbecyl może wjechać Ciebie, bo uważa się za "króla szos". I to Ty, a nie on poniesiesz konsekwencje, jeśli zrobi krzywdę Tobie lub Twoim najbliższym. Dlatego szanujmy życie, jeśli nie własne, to chociaż innych i dajmy im żyć. A jak chcesz się zabić, to nie rób tego na drodze pełnej innych uczestników ruchu, którym również zagrażasz. Zrób to we własnym domowym zaciszu, skoro ni żal Ci własnego życia. Innym szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to niezły zonk z tym pytaniem... zamiast kuźwa uczyć jak jeździć bezpiecznie to wszystko byle kursant nie zdał...

      Usuń
  5. A mnie zawsze zastanawiają miszcze, co jadą sobie 30km, przed nimi ciężarówka 90 km/h więc oni nie będą się wlec i sru na zakręcie wyprzedzają, żeby jechać potem swoje normalne 100 km/h...Chwila...Przecież to im daje 10 km przejechanych więcej...w ciągu godziny! Szkoda, że matematyki/fizyki jest po jednej godzinie w szkołach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz taki mistrz na tej godzinnej nawet lekcji nie uważał wcale więc skutki mamy tego na drogach jakie mamy;)

      Usuń
  6. Dlaczego przeciętny "świetny" polski "kierowca" tak pędzi?
    Bo ma niskie poczucie własnej wartości.
    Bo wyprzedzanie podbudowuje mu to niskie poczucie.
    Bo jak wjedzie na drogę z pierwszeństwem, to może pokazac swoją wyższość nad tymi, co czekają na wjazd z podporządkowanej.
    Bo prędkość i wyprzedzanie na chama daje mu złudne poczucie, że jest świetnym kierowcą, chociaż tak naprawdę jedyne co potrafi to naciskać na przemian gaz i hamulec, a wychodzi cało ze stworzonej przez siebie sytuacji krytycznej głównie dzięki przezorności innych użytkowników drogi i zwykłemu szczęściu (które jednak kiedyś może nie dopisać).
    Tu tak naprawdę nie chodzi ani o czas (bo nadrobić agresywną jazda można niewiele) ani o rzekome "zamulanie" przy jeździe z przepisową prędkością (! - tak, tak, jedziesz z przepisową prędkością, to "szybki będzie twierdził, ze zamulasz ruch! "szybcy" stworzyli całą mitologię na usprawiedliwienie agresywnej jazdy), tylko o podbudowanie bardzo niskiego poczucia własnej wartości co niektórych (niekiedy określa się to dosadniej).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz