Ciężka noga, czyli gaz do dechy!

Ile Ci pali? A wiesz, dychę, ale jakbym jeździł przepisowo czyt. rozsądnie to bym do ośmiu spokojnie zeszedł. No to czemu nie zejdziesz? A bo wiesz, mam ciężką nogę.

Podjeżdżam ostatnio na stację, godzina 24.00 i widzę niewielką grupkę osób. Okazuje się, że kilku znajomych i parę nieznajomych twarzy. Parkuję nieopodal, wypada się przywitać i podsłuchać burzliwej dyskusji. Coś tam, ktoś tam rzucił temat o jeździe (nie, to nie byłem ja), że prawko ma od kilku dobrych lat i jest świetnym kierowcą, że czuje auto, nisko siedzi, bokiem w zakrętach i te sprawy. Powoli dyskusja zmierza w stronę ekonomii i chwalenia się tym ile kogo auto pali i dlaczego tak dużo. Wszystkiemu jak zawsze winna jest ciężka noga.

Po chwili, kolejne chwalenie się, ale tym razem ile to się jechało na autostradzie w Niemczech i podsumowanie, że w Polsce przepisy są do bani, że powinno się jeździć szybciej itd. Stoimy, rozmawiamy, aż tu nagle obok na jezdni mknie czarna Corsa. Sądząc po dźwięku zarzynającego silnika obstawiałbym grubo ponad stówkę. Fakt, że jest noc, mniejszy ruch, ale dozwolone jest tylko 60km/h.

Nagle komentarze i nawiązanie do urywku filmu poniżej.

Dość często zdarza mi się poruszać temat wśród znajomych i znajomych znajomych, co sprawia, że ktoś jest dobrym kierowcą? Wielu zgodnie zawsze twierdzi, że staż w latach i ilość przejechanych kilometrów oraz czas reakcji. Rzadziej pada stwierdzenie, że ilość punktów, mandatów na koncie, a raz czy dwa usłyszałem odpowiednie szkolenie.

Jest jeszcze coś czego brakuje na tej niby liście powyżej: umysł i oczy, które mają być podstawą bezpiecznej i kulturalnej jazdy.

To właśnie umysł i oczy przyczyniają się do prawidłowej czy też nieprawidłowej obserwacji tego co się wokół nas dzieje podczas jazdy. Do tego wszystkiego można by jeszcze dorzucić pozytywne nastawienie - wszelkie nerwy i całe zło zostawmy w bagażniku i najlepiej do niego nie zaglądajmy. Każda osoba, która zdała egzamin i ma już to upragnione prawo jazdy powinna dokształcać się dalej w tym kierunku. Nie mam na myśli tego, że co weekend trzeba odbyć jakąś jazdę doszkalającą, ale samemu zastanowić się co zrobić by być lepszym kierowcą. Przeanalizować nasze błędy, problemy na drodze i postarać się wyciągnąć odpowiednie wnioski. Niestety spora część kierowców podchodzi do jazdy w stylu ,,mam prawko - umiem jeździć" co jest dużym błędem. Siadają oni do swych aut, czasem nawet codziennie i pokonują prostą trasę z punktu A do punktu B. Cały czas tak samo, aż pewnego dnia coś się zmieni, coś ich zaskoczy i wtedy doznając szoku nie będą wiedzieli co należy zrobić, jak odpowiednio zareagować.

Filmiki takie jak ten wklejony w tym poście mają wadę pomimo tego iż na pierwszy rzut oka wydają się być śmieszne. Ta negatywna sprawa to efekt uboczny w postaci przyzwolenia społecznego na szybką i brawurową jazdę. Większość młodych interpretuje szybką i bezmyślną jazdę po mieście nie jako coś czego robić się nie powinno tylko jako wzór do naśladowania. On jest super, dał radę, nie dał się złapać, jechał szybciej - jest najlepszy! - niestety tak to jest odbieranie.

Prawdziwego kierowcę nie poznamy po tym ile lat jeździ czy też ile km przejechał bo to bez sensu. Można mieć niezłego farta, jeździć beznadziejnie źle, ale i dużo. Już pisałem o tym kiedyś jak pewna Pani na turbinie dostała mandat i była zdziwiona, że na zielonej strzałce w lewo nie można zawracać - no bo ona przecież tak 20 lat jeździ.

Zerowa ilość niebezpiecznych sytuacji - podstawowy wyznacznik dobrego kierowcy. Kierowca właśnie z takim zerem zawsze jeździ przewidywalnie i powinno się brać z niego przykład. No ale kto by chciał być niemodny w tak modnych czasach, gdy wszędzie tylko ile ma do setki? ło, ale ci dużo pali?, szybki, dobry jesteś? znowu mu się udało... na tym czerwonym...

AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. ciężka noga hehe dobre!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten blog jest opisem tego co się dzieje na naszych drogach a dzieje się i jest źle, żeby nie powiedzieć tragicznie;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie wyznacznikiem dobrego kierowcy są liczba kolizji lub spowodowanych przez niego wypadków. Albo jak w tekście - ilość niebezpiecznych sytuacji. Tym wyznacznikiem w żadnym wypadku nie mogą być punktu karne. Jeśli ktoś przez 20 lat nie miał żadnego wypadku, żadnej kolizji, a cały czas miał około 20 pkt. karnych na koncie to jest dobrym kierowcą w kulawym systemie. Bo o co w końcu chodzi? Żeby mieć mało punktów czy mało wypadków? Niekiedy te sprawy są rozbieżne. Jeśli ktoś przez 2 lata skasował 5 samochodów i nie zebrał żadnego punktu to jest beznadziejnym kierowcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało punktów = mało wypadków? punkty dostaje się za wybryki albo kolizje :)

      Usuń
    2. Chciałbym się z tym zgodzić, bo tak powinno być. Niestety punkty nie zawsze dostaje się za wybryki. Jak będzie znak 40 km/h na dwupasmówce bo ktoś zapomniał zdjąć znaku, a kierowca będzie jechał 90 to ciężko to nazwać wybrykiem, a punkty lecą.
      Punkty dostaje się za kolizje zgłoszone do policji. Jeśli pacjent rąbnie w drzewo to punktów raczej nie dostanie.
      Czyli jak widać równość mało punktów=mało wypadków nie zawsze jest spełniona :)

      Usuń
    3. Dominik ma rację, choć wszystko jak zawsze jest zależne od sytuacji :)

      Usuń
    4. A to nie jest tak że za drzewo też się dostaje? Przecież jak ktoś chce to pod zagrożenie w ruchu lądowym to podciągnie :)

      Usuń
    5. Jeśli ktoś co roku łapie 20 punktów karnych, to znaczy że po prostu jeździ niebezpiecznie - biorąc pod uwagę, że wykrywane jest zapewne jedno na kilkadziesiąt/kilkaset wykroczeń...

      Najgenialniejszy kierowca nic nie zrobi, jeśli na zastawionej samochodami uliczce wyjdzie mu człowiek a on będzie jechał 80.

      Usuń
  4. Przy obecnym poziomie świadomości niektórych kierowców, a także systemie szkolenia i ilości aut na drodze wyeliminowanie niebezpiecznych sytuacji to marzenie nie do spełnienia. Stres, nerwy, pośpiech, wiara w swoje auto i swoje możliwości = prędzej czy później wypadek!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stres, nerwy, pośpiech, wiara w swoje auto i swoje możliwości = prędzej czy później wypadek!!! - samo życie. Wole się jednak spóźnić niż zginąć stąd też albo wyjeżdżam wcześniej albo się spóźniam, ale jadę zawsze z ,,głową"

      Usuń
  5. "...szybkości jazdy drogowej nie mierzy się prędkością ani czasem. Mierzy się ją ryzykiem. To ono wyznacza granicę. Jeśli ryzykujesz na drodze, obojętnie ile pokazuje licznik – jesteś lekkomyślnym frajerem " [K. Hołowczyc]

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty