Dlaczego syntetyk jest lepszy niż mineralny?

Nie od dziś wiadomo, że istnieją dwa najważniejsze, podstawowe rodzaje olejów bazowych: mineralne oraz całkowicie syntetyczne. Poza tymi dwoma głównymi są jeszcze takie dziwactwa jak ,,częściowo syntetyczne”, ,,półsyntetyczne” czy bazujące na ,,technologii syntetycznej” co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że taki olej jest mieszanką ,,syntetyka” oraz bazy olejowej mineralnej. Coś jak z serkiem w supermarkecie – jeżeli jest ,,o smaku truskawkowym” lub ,,smakuje jak truskawka” to nie to samo co ,,serek truskawkowy”.

,,Człowiek dostaje zawału, a maszyna się psuje” – kiedyś, gdzieś w jakimś warsztacie usłyszałem taką prawdę życiową. Gdy będziemy dbać zarówno o jedno jak I drugie odpowiednio to na pewno przedłużymy żywota w każdym przypadku. Serca u człowieka to jak silnik w samochodzie. Źle serwisowane czyt. źle odżywiane, karmione, zalewane byle czym psuje się szybciej. Z silnikiem jest nie inaczej jak podobnie. 

Wszechobecna wszędzie moda na ekologię sprawia, że producenci bardziej idą w rozwój olejów syntetycznych, bowiem mają lepsze właściwości niż ich naturalne odpowiedniki. 

Zacznijmy od tych gorszych, słabszych, czyli mineralnych, czyli oleje mineralne. 

Oleju mineralnego spośród 3 głównych rodzajów olejów (syntetyczny, mineralny, mieszany(syntetyczno-mineralny) nasz silnik nie lubi najbardziej. Jakoś mineralny silnikom nie podchodzi, nie smakuje chyba zbyt dobrze , a w dodatku powoduje bóle silnika czyt. naraża silnik bardziej niż pozostałe oleje na zużycie. Mineralne oleje zaleca się raczej do starych samochodów lub tych już dość mocno wyeksploatowanych. Olej to nie lekarstwo, więc jeżeli mamy dziury w silniku to czym jak czym, ale olejem na pewno ich nie załatamy. Z racji tej, że nasz silnik i tak żłopie jak alkoholik w transie lub kapie z niego jak pot czoła gdy przesadzimy z bieganiem to nie ma sensu dawać mu lepszego ,,trunku”. Olej mineralny powinno się wymieniać co 15000km, czyli średnio tak raz w roku po wszystkich porach roku. 

Oleje półsyntetyczne, czyli jedna wielka mieszanina. 

Trochę tego syntetycznego, trochę tamtego mineralnego i już mamy coś półsyntetycznego. Coś po środku, czyli również ani nie za drogie ani nie za tanie. Coś tam już zapewniają takie miss-maszy więc coś tam chronią. ,,Mieszaninę” zaleca się wymieniać co 10000km czy 15000km, czyli podobnie jak w mineralnych. 

Najlepsze zostawiam na koniec, czyli oleje syntetyczne. 

Syntetykami zalewane są chyba wszystkie te nówki sztuki salonówki, które dopiero co zjechały z taśmy produkcyjnej. Syntetyk zawiera wiele zaawansowanych procesów chemicznych, więc z racje tej, że jest to mega skomplikowana chemia, ale jednak sztuczna chemia to naukowcy potrafią dokładnie, bardzo precyzyjnie określić ich strukturę, właściwości. Oleje całkowicie syntetyczne Shell Helix Ultra są w takiej ,,konfiguracji”, aby zapewnić jak najłatwiejszy przepływ w początkowej fazie pracy silnika, czyli w fazie rozruchu, kiedy to silniki są najbardziej podatne na zużycie. 

W porównaniu do zwykłej ,,mineralki” olej całkowicie syntetyczny taki jak Shell Helix Ultra: 

- ma pięciokrotnie lepsze właściwości czyszczące w porównaniu z normą branżową 

- posiada nawet trzykrotnie lepszą ochronę 

- ogranicza zużycie silnika o ponad połowę. 

Wymianę oleju syntetycznego zaleca się co 15 czy 20 tys. km, ewentualnie raz na 2 lata.. Olej LongLife syntetyczny może nawet przelatać nawet do 30000km. 

Jak czytać oznaczenia olejów? 

Oleje syntetyczne to przeważnie 5W-30 lub 5W-40 coraz częściej 0W-30. Oleje półsyntetyczne czyli te tzw. Mieszane, o których Wam już wyżej wspominałem to 10W-40. Ostatnia grupa olejów mineralnych to wszystkie z oznaczeniem 15W-40, 20W-40 oraz 15W-50. 

O tym jaki dokładnie olej zalałem do silnika 2.0 benzyna w Scenicu z 2003 roku poczytacie klikając tutaj.

Poniżej to samo co wyżej tylko w formie dla leniuchów, czyli wideo :)



AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. ciekawe co na to mój sąsiad, który wiecznie uważa, że w jego starym gołfie dziury w silnik załata najdroższy olej :DDDD

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam pytanie, jako nie do końca znająca się na samochodach kobieta... :P Czy to prawda, że jeśli auto już jeździ np. na pół syntetyku to nie powinno się wlewać do niego syntetyka? W sensie czy nie powinno się 'wskakiwać na wyższy poziom' jeśli już raz zalano silnik gorszym olejem (mineralnym)... Słyszałam, że to może poważnie zaszkodzić autu... czy to prawda? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie można tak zrobić jeżeli silnik jest w dobrym stanie np. ,,nie bierze oleju" - wówczas ma to sens ekonomiczny. Jeżeli Twój silnik jest już u kresu żywota lub jest dziurawy jak ser szwajcarski to po prosty zwykła strata kasy;)

      Usuń
  3. silniki biorą olej bo firmy dotaja kase zeby brały!!Mi po małej modyfikacji tłoków nie bierze ani grama !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Shell Hellix Ultra nigdy nie był i nie jest olejem "całkowicie syntetycznym", nawet koło niego nie stał, podobnie jak większość olejów oferowanych w naszym kraju, określanych tym mianem. Nie sądzę, żebyś o tym nie wiedział, więc posługujesz się zwykłym, ordynarnym kłamstwem - podobnie jak producent, określający swój produkt mianem "Fully Synthetic". Wynika to tylko i wyłącznie z bezkarności, którą Ty i producent cieszycie się w naszym wspaniałym i praworządnym "bantustanie". W każdym "normalniejszym" kraju (USA lub nawet Niemcy) mielibyście brzydki proces i spore odszkodowanie do zapłaty. Czy nie lepiej byłoby zgodnie z prawdą, napisać na opakowaniu np.: "Olej Hydrokrakowany" albo lepiej: "PurePlus - nowoczesna technologia hydrokrakingu"? Przecież nie oznacza to, że hydrokraking ma same wady w porównaniu do PAO. Najważniejszą zaletą jest to, że np.: Shell Hellix Ultra c2/c3 0w30 jest 2 razy tańszy niż jego odpowiedniki olejów na bazie PAO - oczywiście chodzi o oleje z odpowiednio dużą zawartością PAO, a nie 10-20%.
    Aha, jeszcze jedno: sam zmieniłem olej fabryczny na Shell Hellix Ultra 0w30 w moim TSI. Uważam że jest bardzo dobrym produktem wśród wielu innych tego typu (hydrokrak + LL), biorąc pod uwagę cenę i takie parametry jak pompowalność, czy też TBN i HTHS - ciekawe jak się sprawdzi w praktyce. Reasumując: może nadszedł już czas, żeby duży gracz na rynku jakim bez wątpienia jest Shell, jako pierwszy wyłamał się ze zmowy producentów olejów i zaczął oznaczać swoje produkty zgodnie z prawdą, tak jak robi to np.: na rynku niemieckim. Moim zdaniem, po odpowiedniej kampanii uświadamiającej w Internecie i prasie motoryzacyjnej, spowodowałoby to wzrost zaufania klientów i przełożyłoby się na znacznie lepsze wyniki sprzedaży.
    Pozdrawiam,
    Arthurius

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty