Kultura na drodze, czyli moja część Niecodziennego Poradnika Codziennej Jazdy

#PostępyRobię to akcja w którą zaangażowanych jest kilku blogerów motoryzacyjnych w tym nie chwaląc się również ja. Przyszedł więc czas, abym opublikował swój rozdział poradnika dla kierowców. Czytajcie uważnie ten wpis, bo gdzieś tam czai się opłacalny konkurs

Jeżeli już poświęcicie dłuższą chwilę na tekst poniżej to po resztę części oraz na kolejne konkursy zapraszam do Marcina i Magdy z AntyMoto.com, Spalacza, Michała z AutoMotiveBlog.pl, Bartka Just Well Driven oraz Tomka z Prentki-Blog.pl
Nie przedłużając, nie przeciągając, nie zanudzając już was długim wstępem zapraszam do lektury...

Kultura na drodze, czyli coś z drugiego planu…


W dzisiejszych czasach wsiąść do auta i przejechać nawet krótki odcinek z punktu A do punktu B, nie szarpiąc sobie przy tym nerwów i nie wyrywając włosów z głowy w złości, to coraz trudniejsze zadanie dla kierowców. Ciągle za wolno, ciągle spóźnieni o te kilka minut. Krótko rzecz ujmując: zdecydowana większość z nas uczestniczy w wyścigu szczurów. Gdzie jest meta? Tego niestety nikt nie wie. Wszyscy wiemy natomiast, że czas to pieniądz, dlatego staramy się jeździć coraz szybciej i bardziej nerwowo, zapominając przy tym często i gęsto, że nie tylko my jesteśmy uczestnikami ruchu drogowego. Wzajemne poszanowanie i zachowywanie się w taki sposób, aby inni widzieli, że nie myślimy tylko i wyłącznie o sobie, schodzi niestety na drugi plan. Jakie mamy drogi w Polsce ― wszyscy wiemy. A szczerze? Nie takie kiepskie jak to ciągle wszyscy od lat powtarzamy. Śmiało mogę stwierdzić, że stan naszych dróg jest dobry. My, Polacy, mamy narzekanie po prostu we krwi i najlepiej zwalić winę na kogoś lub na coś, co się samo obronić nie może. Owszem, są też w naszym pięknym kraju dziurawe, wąskie drogi, a my na ich jakość przecież jako kierowcy wpływu nie mamy. Możemy jednak odpowiednim zachowaniem sprawić, że jazda nawet po najbardziej krętej, wąskiej i dziurawej drodze będzie przyjemnością dla wszystkich. Mam nadzieję, że poniższy poradnik pomoże Wam dokonać właściwych wyborów. Przeczytajcie, zapamiętajcie i podsumujcie w wolnej chwili swoją dotychczasową jazdę, gdy na przykład będziecie stać na parkingu.

Szeryfowanie po naszemu, czyli niechęć do jazdy na suwak (czyt. „cwaniaka nie wpuszczam”)
Tym, którzy od czasu do czasu oglądają filmiki w internecie, definicji polskiego szeryfa nie trzeba przedstawiać. Taki typowy nasz polski szeryf drogowy to kierowca, który nie potrafi zrozumieć pewnych zachowań drogowych, to człowiek, który interpretuje przepisy na swój sposób, bo albo ich nie rozumie, albo mu się wydaje, że wie lepiej, i chce na siłę nauczyć innych „kultury jazdy” i „właściwego” zachowania na drodze. 

Wiele osób wie (albo mniej więcej wie), o co chodzi w jeździe na tak zwany zamek błyskawiczny. Osoby te jednak nie chcą wiedzieć wszystkiego albo gdy już wiedzą wszystko, to mają to najzwyczajniej w świecie gdzieś. Jazda na suwak to metoda na rozładowanie korków. Chodzi w tym o to, aby w razie zwężenia drogi (kiedy to na jezdni składającej się z co najmniej dwóch pasów w tym samym kierunku jeden zostaje wyłączony z ruchu) albo w przypadku skrzyżowania bez sygnalizacji świetlnej każdy kierowca wpuścił jednego kierowcę oczekującego na możliwość włączenia się do ruchu. A zatem gdy na przykład z dwóch pasów robi się jeden, ruch powinien się odbywać na obu pasach aż do końca, do samego zwężenia ― czyli kiedy kończy się pas, tuż przed strzałką, włączamy kierunkowskaz i czekamy cierpliwie, aż ktoś nas wpuści, przy czym idealny suwak to taki, w którym wpuszcza nas pierwszy kierowca dojeżdżający do miejsca, gdzie kończy się nasz pas. Korek w takiej sytuacji robi się automatycznie dwa razy krótszy. 

Największym błędem podczas jazdy na suwak jest zbyt wczesna próba zmiany pasa ― zamiast dojechać do samego końca krótszego pasa wolimy tamować ruch kilkaset metrów wcześniej w obawie, że pozostali kierowcy potraktują nas jak cwaniaków, a nie jak osoby, które wiedzą, co to jest jazda na suwak. Ponadto auta powinny się zazębiać dokładnie tak jak w zamku błyskawicznym: raz auto z lewej, raz auto z prawej, czyli każdy kierowca z pasa, który się nie kończy, wpuszcza jednego kierowcę z pasa, który się kończy. Nie należy też wpychać się na chama, lecz spokojnie czekać na swoją kolej, która przecież w końcu nadejść musi. 

A co robi nasz szeryf drogowy? Przeważnie jedzie, nie wiadomo na co i po co, powoli pasem, który się kończy za jakiś czas, mimo że przed nim nic nie ma. Co gorsza, nieraz zdarzają się przypadki, że jedzie nawet dwoma pasami, aby żaden według niego cwaniaczek nie wepchnął mu się z żadnej strony przed niego. A za tamowanie ruchu i jazdę dwoma pasami przewidziany jest mandat, o czym pewnie wiecie. 

Dlaczego typowy szeryf myli z cwaniakiem kierowcę, który chciałby jechać na suwak? Jedyne cwaniactwo, jakie się może pojawić w takiej sytuacji, polega na tym, że gdy stoimy na pasie, który się nie kończy, skręcamy na pas, który się kończy, dojeżdżamy szybko do końca i wbijamy się przed kogoś, kto wcześniej był parę wozów przed nami ― tak, takie zachowanie jest cwaniackie i nie powinniśmy nigdy tego robić! 

Kolejny przykład jazdy na suwak to miejsce, gdzie jedziemy drogą z pierwszeństwem, stoimy w korku, a z prawej strony, z podporządkowanej, ktoś chciałby włączyć się do ruchu. Wówczas u większości kierowców nagle sztywnieje szyja i niestety nie widzą aut czekających na ich łaskę. Najlepiej nie patrzeć w kierunku podporządkowanej, bo się jeszcze kogoś zobaczy i głupio będzie nie wpuścić. 

Zawsze można inaczej (czyt. lepiej). Jeżeli jedziemy w korku, a kierowcy z podporządkowanej chcą się wbić na nasz pas, i to w dodatku przed nasze auto, to wpuśćmy jednego kierowcę. Kilka sekund nas nie zbawi, a jeżeli wejdzie to wszystkim w nawyk, to kiedyś, jadąc tą podporządkowaną, przekonamy się, że jakoś to idzie. 


Twoje auto samo się nie zatrzyma, czyli gdzie są hamulce? 

Są takie sytuacje w życiu nawet najlepszego kierowcy, kiedy to trzeba liczyć na łaskę i zlitowanie drugiej osoby. Jakie to sytuacje? Wyjazd z parkingu, gdzie przeważnie wycofujemy na czuja z powodu braku odpowiedniej widoczności, czyli albo coś jedzie, albo nie jedzie ― krótko pisząc: zdajemy się na łut szczęścia. Większość kierowców, widząc auto z wrzuconym wstecznym biegiem i migającym kierunkowskazem, najzwyczajniej w świecie przyspieszy, ewentualnie odbije w drugą stronę, by je ominąć ― wszystko, byle tylko się nie zatrzymać i nie stracić tych kilkunastu cennych w życiu człowieka sekund. Co należy zrobić, ba, co powinien zrobić kulturalny kierowca? To proste: wystarczyłoby, aby się zatrzymał i poświęcił tę krótką chwilkę dla drugiego kierowcy w nadziei, że kiedyś ktoś inny dla niego zrobi to samo. Standardowo, jak to w życiu bywa, to, co jest najłatwiejsze i najbardziej błahe w teorii, w prawdziwym życiu jest najtrudniejsze, a dla niektórych niewykonalne. 

Gęsiego. Inna sytuacja to wyprzedzanie pojazdu, mimo że nie wiemy, czy z przeciwka coś jedzie. Kolejna prosta rzecz ― zatrzymanie się, hamowanie ― okazuje się dużym problemem współczesnych kierowców. Przecież było wiele razy podczas jazdy elką, praktycznie od tego zaczyna się każdą jazdę: ruszyć i zatrzymać się, i tak w kółko, aż dojdziemy do perfekcji. Nie wiem dlaczego, ale niektórzy kierowcy uważają, że jeżeli ten przed nimi wyprzedza, to oni też muszą wyprzedzić, by nie być gorszym. Mało kto się jednak zastanawia, czy też się zmieści, czy zdąży, czy z przeciwka na pewno nic nie jedzie. Jest to kolejny przykład niekulturalnego zachowania kierowców, gdzie znowu o kilka sekund może być za późno, gdzie w chamski sposób zmuszamy niejednokrotnie kierowców z przeciwka do hamowania, a nawet zatrzymania się, podczas gdy przeszkoda jest na naszym pasie, a nie na pasie jadących z przeciwka ― tu jedyną wówczas przeszkodą jesteśmy my. Życie mamy tylko jedno, więc powinniśmy je szanować. 

Na sygnale, czyli kultura wobec pojazdów uprzywilejowanych


Jedziemy sobie jak co dzień do swego celu, stoimy w korku, aż tu nagle słyszymy jakieś wycie. Okazuje się, że coś jedzie na sygnale, ktoś trąbi na nas i po chwili dopiero dociera do nas dlaczego. Okazuje się wtedy, że wyszliśmy na tle pozostałych kierowców, po pierwsze, na kogoś, kto nie zna przepisów ruchu drogowego, a po drugie, na kogoś, kto nie potrafi się kulturalnie zachować, myśli bowiem tylko i wyłącznie o sobie. Po co mam zjeżdżać, przecież nie jedzie do mnie. Tym razem może i nie, ale jeżeli wszyscy będą naśladować nieodpowiedni wzorzec, to kiedyś, jadąc do Ciebie na sygnale, pogotowie ratunkowe, policja czy straż pożarna po prostu nie zdąży, a tego chyba byś nie chciał. Jak należy zachować się w takiej sytuacji? Osoba, do której zmierza ekipa ratunkowa, właśnie odlicza każdą sekundę, która może oznaczać żyć albo nie żyć. Widząc więc pojazd na sygnale, nawet taki, od którego dzieli nas jeszcze kilkaset metrów, powinniśmy umożliwić mu przejazd. Najlepszym wówczas wyjściem jest po prostu zjazd do boku ― nie trwa to długo, a prawidłowo wykonany manewr nie uszkodzi nam auta, lecz tylko sprawi, że pomiędzy samochodami zmieści się na przykład pędząca karetka pogotowia. Największą głupotą i zarazem największym chamstwem w takiej sytuacji byłaby jazda za pojazdem uprzywilejowanym, a uwierzcie mi, takie rzeczy zdarzają się nie aż tak rzadko. Nie wiem, dlaczego kierowcy wykorzystują nieszczęście innej osoby do tego, by nie stać w korku, być wcześniej w pracy, u celu ― typowe cwaniactwo, a kierowca, który w ten sposób się zachowuje, jest tak naprawdę zwykłym chamem. 

Parking, czyli poznasz kierowcę nie po tym, czym jeździ, ale po tym, jak parkuje
Kulturalny kierowca, jak już wiemy, nie myśli tylko i wyłącznie o sobie, a więc parkuje tylko tam, gdzie mu wolno. Parkowanie to obowiązkowy element każdej, nawet najkrótszej przejażdżki autem. Po powrocie do domu czy po przyjeździe do galerii handlowej prędzej czy później znajdujemy upragnione wolne miejsce, jednak gdy podjedziemy bliżej, często się okazuje, że zaparkować na tym wolnym miejscu nie jest wcale tak łatwo, bo inni zaparkowali tak, że tylko rower albo motocykl się przeciśnie ― a nawet gdybyśmy już jakimś cudem swoim małym autem wjechali, to nie otworzymy drzwi. Zatem poddajemy się i jedziemy szukać kolejnego „wolnego” miejsca. To, że na parkingu auta nie mieszczą się w wyznaczonym polu, nie wynika z tego, że pojazdy są zbyt duże, lecz jest winą kierowcy, któremu nie chciało się poprawić swojego auta, kierowcy, który ma gdzieś wszystkich, bo najważniejsze jest dla niego to, żeby on mógł wysiąść. Śmiesznie będzie, jeżeli umówi się ze znajomymi, a ci będą krążyć po parkingu w poszukiwaniu miejsca, gdzie zdołają bez problemu zaparkować swoje cztery kółka. Na egzaminie jeżeli zaparkujemy auto poza obszarem miejsca parkingowego, to oblewamy. W prawdziwym życiu (czytaj: po odebraniu prawa jazdy) niektórzy kierowcy nagle zapominają tę zasadę. Stąd nieraz na dwudziestu miejscach parkingowych jest zaparkowanych siedemnaście aut, a brak trzech pozostałych miejsc to po prostu wynik błędów przy parkowaniu. Lenistwo bardzo często siedzi w aucie, podpowiadając kierowcy, żeby się pośpieszył, a wystarczyłoby po prostu chwilę się zastanowić, czy na pewno dobrze stoimy. Zawsze można dosunąć się do lewej czy prawej strony, a nasz pasażer może wysiąść wcześniej lub wsiąść później.

Samo parkowanie to jednak nie wszystko. Nawet jeżeli dobrze je wykonamy i nie zaparkujemy na miejscu dla niepełnosprawnych, nie mając uprawnień, to czyha na nas kolejny sprawdzian. Jaki? Wsiadanie do auta i wysiadanie z niego. Uwierzcie, że ta megaprosta czynność potrafi niejednego kierowcę zamienić w kłębek nerwów oraz sprawić, że ucieknie kilka stówek z portfela. To wszystko za sprawą obitych i porysowanych drzwi w dopiero co odebranym z salonu czy też od lat pielęgnowanym aucie. Wysiadając z samochodu, starajmy się przytrzymywać drzwi ręką tak, aby nam nie poleciały i nie zostawiły lakieru na sąsiednim aucie. Nie może być na to żadnego tłumaczenia w stylu: był wiatr, spieszyło mi się, same poleciały… Nie! Powinniśmy szanować zarówno swoje mienie, jak i anonimowej osoby, która zaparkowała obok. 

O zatrzymaniu się, aby ułatwić wyjazd z parkingu osobie, która ma ograniczoną widoczność, już wcześniej wspomniałem. Chciałbym poruszyć teraz kwestię pomocy przy parkowaniu, ale nie mam na myśli wychodzenia do kierowcy i machania mu rękoma przed maską lub klapą bagażnika. Chodzi o to, że jeżeli ktoś przed nami ma włączony wsteczny bieg i kierunkowskaz, bo chciałby zaparkować tyłem, to poczekajmy kilka sekund bez trąbienia i niecierpliwego wyprzedzania na siłę. 

„Zostawię na chwilkę, włączę światła awaryjne” ― najczęściej w bramie, na przejściu dla pieszych lub w innym niedozwolonym miejscu. Ile to jest chwilka? A może będzie kolejka po soczek w sklepie, a w międzyczasie przyjedzie pogotowie ratunkowe do kogoś, kto akurat potrzebuje nagłej pomocy? I my, stojąc w bramie lub na wjeździe, uniemożliwimy służbom ratunkowym dotarcie na posesję lub na osiedle? Koniec! Zapamiętajcie: nie ma zostawiania auta w niedozwolonych miejscach tylko dlatego, że tak będzie najbliżej do kiosku czy sklepu. Albo szukamy wolnego miejsca gdzieś dalej, albo się nie zatrzymujemy. Podsumowując: jeżeli zostawiamy auto, to niezależnie od tego na jakim parkingu i w jakim miejscu, zawsze starajmy się robić to tak, aby nie utrudniać wjazdu, przejazdu czy parkowania innym kierowcom. 

Wielka wojna czterech braci, czyli kierowca, motocyklista, rowerzysta i pieszy 

Każdy zawsze chce dotrzeć bezpiecznie i szybko do celu, niezależnie od tego, jaki sposób przemieszczania się i środek transportu wybrał. Pośpiech niestety nie zawsze jest dobrym doradcą, nie zawsze też jadąc szybciej, dotrzemy do celu wcześniej ― o ile dotrzemy…
Kierowcy kontra motocykliści. „Motocykle są wszędzie, patrz w lusterka, patrz dwa razy” ― najpopularniejsze hasło dotyczące motocyklistów podczas sezonu jednośladów. Chodzi głównie o to, by szanować się nawzajem, by dzielić się drogą w taki sposób, aby każdy mógł wygodnie po niej się przemieszczać. Wszystko oczywiście w granicach zdrowego rozsądku i tyczy się to kierowców zarówno jednośladów, jak i samochodów. Jeżeli bowiem motocyklista będzie pędził przez miasto grubo ponad stówkę, to będzie rzeczą trudną, aby kierowca auta dostrzegł go w porę, i wówczas motocyklista, którego chroni zazwyczaj tylko kask, może się stać tak zwanym dawcą narządów. Stoimy w korku, nagle słyszymy jakiś pomruk silnika jednośladu ― co powinniśmy zrobić? Najlepiej zjechać nieco do boku, aby umożliwić mu przejazd środkiem. My i tak stoimy, a on spokojnie pojedzie sobie dalej. Wiem, że znajdą się kierowcy, którzy uważają, że skoro oni stać muszą, to motocykliści też niech czekają. Warto jednak zauważyć, że gdyby ten motocyklista miał auto zamiast jednośladu, to przyczyniłby się do zwiększenia korka.

Kierowcy kontra rowerzyści. Jeżeli nie możemy wyprzedzić jednośladu typu motocykl, to i tak jadąc za nim, poruszamy się z wystarczającą prędkością. Gorzej, jeżeli z przeciwka leci sznurek samochodów, a przed nami jedzie rowerzysta. Nie wiem, ile razy powinno się to powtarzać, ale ja mogę ciągle: wystarczy naprawdę chwila, kilka, kilkanaście sekund, i można jechać dalej. Wyprzedzajcie rowerzystę nie na grubość codziennej gazety, ale zachowując odległość przynajmniej półtora metra od jego kierownicy. Na pewno jeszcze większy odstęp powinniśmy zachować, gdy jedziemy poza obszarem zabudowanym, po to, by podmuch wiatru nie przewrócił cyklisty. Wiele razy byłem też naocznym świadkiem, kiedy auto wyprzedzało na trzeciego, bo z przeciwka jechał „tylko” rowerzysta, który z samochodem nie ma przecież szans i „musi” zjechać na pobocze. Na szczęście w żadnym przypadku rowerzyście nic się nie stało. 

Kierowcy kontra piesi. Miejscem, gdzie dochodzi do największych animozji pomiędzy kierowcami a pieszymi, jest po prostu zebra. Niby oczywiste, że piesi mają pierwszeństwo na przejściu dla pieszych, ale znowu fotele otoczone blachą z przyspawanymi kołami biorą górę nad słabym pieszym. Jest brzydka pogoda ― a właściwie co ja piszę ― niezależnie od pogody, gdy widzimy osoby chcące przejść przez jezdnię na przejściu dla pieszych, powinniśmy się zatrzymać i im to umożliwić. Starsza pani z torbami wypchanymi zakupami czy osoba chora lub niepełnosprawna potrzebują więcej czasu, aby przejść przez jezdnię ― weźcie to pod uwagę i nie tylko zwolnijcie, ale nawet zatrzymajcie się, jeżeli będzie trzeba. Oczywiście piesi też powinni się wykazać wyobraźnią. Jeżeli widzą, że jedzie jedno auto, a za nim droga jest pusta, powinni poczekać, a nie pchać się pod samochód, bo mają pierwszeństwo. Summa summarum szybciej przejdą na drugą stronę jezdni, gdy auto przejedzie, niż gdyby miało zatrzymać się przed przejściem. Kolejny grzech pieszych to chód gąsek, czyli jeden za drugim, zwłaszcza w godzinach szczytu, kiedy to zrozumiałe jest, że wszystkim się spieszy i nikt nie chce nikomu ustępować, ale przepisy ruchu drogowego tyczą się również pieszych i oni też powinni być wyedukowani, że drogą należy się dzielić. Pieszy dla własnego bezpieczeństwa oraz z czystej ciekawości powinien się zainteresować przepisami ruchu drogowego, by wiedzieć, co i kiedy mu wolno, a czego robić nie powinien.

Duży kontra mały, czyli mały nie ma szans


Chodzi najzwyczajniej w świecie o spór między kierowcami samochodów osobowych a kierowcami samochodów ciężarowych ― który nie wiadomo tak naprawdę, gdzie i kiedy miał początek, ale też jego końca nie widać. „Jedzie duży, więc muszę zjechać” ― tak myślą przerażeni kierowcy aut osobowych, gdy widzą ciężarówkę, która przekracza środek jezdni. Rozumiem, że kierowców ciężarówek, jak nas wszystkich, ciągle goni czas i że towar musi dojechać na miejsce, a do tego te tachografy i inne bajery, ale to tak naprawdę żadne wytłumaczenie. Jeżeli nie są w stanie ciężarówką jechać swoim pasem z prędkością 90 km/h, to niech jadą 70 km/h, ale niech nie przekraczają środka jezdni, bo stwarzają przy tym niebezpieczne sytuacje. Rozumiem, jest zima i droga jest słabo odśnieżona, więc moim zdaniem kierowca auta osobowego powinien ustąpić dużemu dlatego, że osobówkę łatwiej wypchnąć z zaspy. W każdym innym przypadku wszyscy powinniśmy się trzymać swoich wyznaczonych pasów na jezdni. 

Światła, światła i jeszcze raz światła!
O tym, że jest obowiązek jazdy na światłach przez 24 godziny na dobę, każdy kierowca pewnie wie, a przynajmniej powinien wiedzieć. Kierowca z dobrze ustawionymi światłami to, muszę przyznać, rzadkość na naszych drogach. Najbardziej widać to w nocy poza obszarem zabudowanym, kiedy na dziesięć samochodów jadących z naprzeciwka przynajmniej osiem nas oślepia. Nie rozumiem, dlaczego tak wielu kierowców nie przywiązuje praktycznie żadnej wagi do ustawienia świateł. Ciągle wszyscy narzekamy, że światła nas oślepiają, ale zmian w ciągu kilku ostatnich lat nie zauważyłem. Albo powiem inaczej: dostęp do wszelkiego rodzaju niedozwolonych, tanich, kolorowych świateł sprawił, że jest coraz gorzej. Ludzie zakładają kolorowe żarówki jak ozdoby na choinki, w nosie mając, czy te światła spełniają jakiekolwiek normy. Ustawienie świateł to jeden problem, drugim zaś jest brak nawyku przełączania ze świateł długich na światła krótkie. Problem ten obserwuję każdorazowo, kiedy tylko udaję się późną porą poza miasto. Z daleka widzę, że zza zakrętu zaraz wyjedzie auto, bo widać jego światła, więc ja zmieniam z długich na krótkie. Gdy jestem już bliżej zakrętu i widzę auto, okazuje się, że ono dalej jedzie na długich, i dopiero gdy już mnie zdąży przez kilka sekund oślepić, kierowca łaskawie zmienia na krótkie. Dlaczego nie zrobił tego wcześniej? Zapomniał? Zamyślił się? To by znaczyło, że 80 procent polskich kierowców jest zapominalskich albo zamyślonych, a ani jedno, ani drugie na drodze nie wróży niczego dobrego.

Buspas, czyli miastowe cwaniactwo

Chodzi o skrajny pas, który jest przeznaczony tylko i wyłącznie dla autobusów oraz służb ratunkowych, a niekiedy dla taksówek i samochodów dostawczych. Na szczęście rzadko się zdarza, aby kierowca cwaniak z niego korzystał. Tego, że nieuprawniony przejazd buspasem grozi mandatem, nie trzeba chyba przypominać. Lepiej postać parę minut w korku, niż stracić parę stówek z konta i otrzymać punkty „bonusowe”, które i tak na żadnej stacji nie podlegają wymianie na nagrody. 

Prawie jak pościg, czyli jazda na zderzaku 

Nikt nie lubi, gdy się nad nim stoi i go pogania. Sytuacja taka ma miejsce, kiedy kierowca jadący za nami trzyma się bardzo blisko naszego zderzaka, jakby chciał przeczytać reklamę umieszczoną pod tablicą rejestracyjną. Niestety on nie zamierza czytać, a trzyma się blisko, ponieważ wydaje mu się, że w ten sposób wywrze na nas presję, my ulegniemy i przyspieszymy, robiąc dokładnie tak, jak on chce. Ja sobie to zawsze tłumaczę tym, że taki kierowca jest po prostu słaby. Jeżeli chce nas wyprzedzić i potrafi, to powinien to zrobić, ale nawet gdyby umiał wykonać prawidłowo manewr wyprzedzania, to na pewno nie powinien tego robić, wisząc nam na zderzaku. Kiedyś refleks go zawiedzie i będzie musiał komuś odkupić co najmniej zderzak. 

Listki elki, czyli każdy kiedyś się uczył 

Którzy kierowcy jeżdżą zgodnie z przepisami? Masz rację: kursanci szkół nauki jazdy. Elka zawsze się wlecze i niestety nic na to nie poradzimy, nawet w godzinach szczytu w centrum miasta. Nie pamięta wół, jak cielęciem był? Każdy z nas się uczył, każdy kierowca musi zdać egzamin, więc jedyna możliwość to zaczynać jako zawalidroga będąca utrapieniem starszych stażem kierowców. Pamiętajcie, że widząc kursanta z instruktorem w elce, zawsze powinniśmy zachować ostrożność, bo jak nie jeden, to drugi może znienacka dać w podłogę po hamulcach. Wyprzedzając elkę, zachowajmy większy odstęp ― kursant może być nieobeznany jeszcze i strachliwy. Może akurat ma pierwszą w życiu godzinę za kółkiem. Przyczepiliśmy się do kierowców, a teraz czas na instruktorów, którzy jeśli widzą swojego podopiecznego mylącego ciągle gaz z hamulcem i odwrotnie, to powinni najpierw z nim do skutku potrenować podstawy na placu manewrowym, a dopiero potem ruszać w miasto. 

Kierunkowskazy ― czy ktoś je widział? 

Kierunkowskazy to chyba coś, po czym najszybciej poznamy kulturalnego kierowcę. Dlaczego? Ponieważ kierunkowskazy nie są dla nas, lecz dla innych uczestników ruchu drogowego. My wiemy, gdzie chcemy jechać i kiedy skręcić, a używając ich w odpowiednim czasie i miejscu, ostrzegamy i informujemy innych o swych zamiarach. Oczywiście samo włączenie kierunkowskazu nie daje nam zezwolenia na zmianę pasa czy skręt. Informuje to jedynie o naszych zamiarach, a manewr możemy wykonać dopiero, gdy zobaczymy, że ktoś nam ustępuje lub jest miejsce. 

Lewy pas ― dla kogo? 

To, który pas zajmiemy, też świadczy o naszej kulturze jazdy. Nie chodzi tutaj o to, że pasem do skrętu możemy jechać tylko w bok, a pasem na wprost tylko prosto. Jeżeli jedziemy autostradą lub inną jezdnią jednokierunkową z co najmniej dwoma pasami ruchu i nam się nie spieszy, to mając wolny prawy pas, powinniśmy poruszać się właśnie nim. W Polsce obowiązuje ruch prawostronny, a więc jazda jak najbliżej prawej krawędzi bądź też jazda prawym pasem. Przyjęło się już dawno, że lewy pas jest szybszym pasem i powinno się go używać do wyprzedzania. W związku z tym, że większość kierowców przestrzega tej zasady ― ponieważ bezpieczniej jest wyprzedzać lewym pasem, choćby na autostradzie przy dużych prędkościach ― to jadąc wolniej, trzymajmy się prawego pasa. 

Jazda na skróty, czyli ścinanie zakrętów 

Teraz krótko o osobach, które wręcz uwielbiają skracać sobie drogę, ścinając zakręty i stwarzając przy tym zagrożenie dla siebie i dla pozostałych uczestników ruchu drogowego. Taki „krojczy” ścina zakręty nieraz w taki sposób, że my czasami możemy się po prostu nie zmieścić, zwłaszcza jeżeli jedzie on ciężarówką. To zjawisko najczęściej obserwuję na drogach, na których ruch jest zwykle niewielki. Być może taki kierowca, jadąc po swojej okolicy, po której niewiele samochodów na co dzień jeździ, czuje się pewniej i zakłada, że za zakrętem nic nie będzie jechało. Jak sobie poradzić z „krojczym”? Niestety nie od wszystkiego możemy się uchronić. Jedynym wyjściem z takiej opresji jest po prostu zwolnić i przysunąć się do prawej krawędzi możliwie jak najbardziej. 

Pamiętajmy, że w zakręt można wejść z każdą prędkością, ale już nie z każdą prędkością się z niego wychodzi. Czasem lepiej też ustąpić niekulturalnemu, tylko po to, by dalej żyć. Na cmentarzach leży wielu ludzi, którzy mieli pierwszeństwo. 

Ja się pytam: gdzie byli rodzice i opiekunowie? 

Rodzice i opiekunowie ― to oni mają największy wpływ na przyszłych kierowców. Dzieci, jak wiadomo, najczęściej wzorują się na swoich rodzicach. W ten sposób, jeżeli rodzice jeżdżą nerwowo i niezgodnie z przepisami, ryzykując przy tym nie tylko swoje życie, ale i życie wszystkich dookoła, to śmiało możemy podejrzewać, że ich pociechy za lat kilkanaście będą wiernie odzwierciedlać ich nieprawidłowy styl jazdy. Gdy nasze dziecko otrzyma już ten upragniony plastik, który uprawnia do samodzielnej jazdy, mimo wszystko powinniśmy sprawdzić, co potrafi, i starać się nakierować je na właściwe myślenie, jeżdżąc z nim od czasu do czasu.

Teraz  czas na krótkie wideo podsumowanie.


! KONKURS !

Aby wziąć udział w konkursie napisz maila na mój adres aktywnymaz@gmail.com w temacie wpisując KONKURS Postępy Robię, a w treści napisz po czym poznać kulturalnego kierowcę? Opisz jedną, taką najważniejszą cechę, która według Ciebie powinna być wyznacznikiem świadczącym o tym, że albo ktoś jest kulturalnym kierowcą albo nie. Możesz wybrać jedną z cech, które podałem w swojej części poradnika lub opisać własny typ. Konkurs startuje od teraz do niedzieli tj.do 22 lutego 2015 do godziny 23:59. Najpóźniej do środy 25.02.2015 wybiorę zwycięzców

Zastanawiacie się jakie są nagrody i czy się w ogóle opłaci brać w tym udział? Opłaci się na pewno! Oto i świetna lista nagród dzięki firmie Ergo Hestia:

1.miejsce - voucher do szkoły jazdy Michała Kościuszko
2.miejsce - myszka w kształcie samochodu
3.miejsce - zestaw narzędzi

Moja część poradnika w wersji PDF dostępna TUTAJ!


! WYNIKI KONKURSU !

1. Miejsce - Alek

Cześć,
dzięki za materiał o kulturze. Zrobiłeś kawał dobrej roboty. W zasadzie wszystko jest oczywiste, a mimo to zauważyłem, że po tej lekturze jestem bardziej wyrozumiały dla innych.

Najczęściej reakcją na brak kultury jest jedynie wzrost adrenaliny i parę niecenzuralnych słów. Jednak jest temat, w którym z pozoru niewinny brak kultury często kończy się znacznie gorzej…


Na sygnale, czyli kultura nie tylko wobec pojazdów uprzywilejowanych.

Pracuję niedaleko szpitala i często w drodze do pracy spotykam karetki na sygnale. I niestety często obserwuję, że wielu kierowców nie za bardzo wie, co powinni zrobić. Oczywiście wiedzą, że muszą karetce umożliwić przejazd, ale nie zawsze wiedzą jak to zrobić, by było to najszybciej.

Raczej obserwuję zasadę egoizmu – ja dbam o siebie, zatrzymam się tu a reszta niech się martwi sama…

A trafna ocena sytuacji i współpraca z innymi kierowcami może uchronić pasażera karetki od zapłaty tej najwyższej z cen…

Kodeks mówi dość ogólnie, że:
Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani ułatwić przejazd pojazdu uprzywilejowanego, w szczególności przez niezwłoczne usunięcie się z jego drogi, a w razie potrzeby zatrzymanie się.


W godzinach szczytu przed skrzyżowaniem ulic wielopasmowych czeka na zielone naprawdę sporo aut. Kiedy z tyłu słychać karetkę większość ostrożnie wjeżdża na krawężnik umożliwiając przejazd środkiem drogi lub miedzy pasami. Nawet jak zapali się zielone to kierowcy dalej próbują zjechać na bok. Czy tak jest najszybciej? 
Byłoby szybciej, gdyby większość aut jak najszybciej zjechało ze skrzyżowania robiąc więcej pola do sprawnego manewru tym z tyłu, za którymi jest karetka. Pamiętamy, że o ile osobówce stosunkowo łatwo jest się usunąć to ciężarówce lub autobusowi niewiele da wjechanie na krawężnik.  Starajmy się także pomagać innym w przepuszczeniu karetki – nie chodzi wyłącznie o to by samemu jej nie blokować, tylko by jak najszybciej przejechała.

Zjedźmy ze skrzyżowania – być może karetka na skrzyżowaniu skręci. Jeśli nie, to za skrzyżowaniem z reguły jest luźniej i można łatwiej poszukać metody na przepuszczenia jej, tak by nie musiała zwalniać.

Miejmy świadomość, że na pokładzie karetki może trwać akcja ratunkowa, a jej kierowca oprócz krótkiego czasu przejazdu musi gwarantować załodze bezpieczeństwo i płynną jazdę - pozwalającą na pracę ratowników.

Wtedy naprawdę liczy się każda sekunda. Jeśli trzeba przepuścić pojazd na sygnale pomyślmy, jak zrobić to by było to jak najszybciej. Czasami warto przyspieszyć, by dojechać do zatoki autobusowej i tam się schować albo uciec ze skrzyżowania nim czerwone światło nas zatrzyma.
W takiej sytuacji nie bójmy się wjechać na przejście dla pieszych, czy użyć klaksonu, świateł do komunikacji z innymi kierowcami lub pieszymi.

Obserwujmy też duże auta – ich kierowcy mają lepszą widoczność, zwykle są to też zawodowcy z większym doświadczeniem ale zarazem o wiele trudniej jest im przepuścić pojazd. Pomóżmy im w pierwszej kolejności, dajmy im pole do manewru, do ucieczki. Osobówki są zwinniejsze, im będzie łatwiej gdzieś się wcisnąć, uciec, usunąć. Jeśli z tyłu są duże auta blokujące przejazd karetki nie zajmuj zatoki, zostaw ją bardziej potrzebującym.

Na drodze wielopasmowej większość zwalnia próbując udrożnić lewy pas. Przy większym natężeniu ruchu  zwalnianie powoduje często lokalny zator, który spowalnia karetkę. Obserwujmy drogę wybierając optymalny sposób przepuszczenia pojazdu – czasami wystarczy utrzymać prędkość lub przyspieszyć, by auta przed karetką miały gdzie zjechać.

Największy strach mnie ogarnia, kiedy widzę kierowców, którym zbyt mocno zapadła w pamięć kodeksowa sentencja „w razie potrzeby zatrzymanie się”. I na dźwięk syreny dają bezmyślnie po heblach. A za nimi gna kilkunastotonowy, zatankowany do pełna, ciężki wóz gaśniczy. Który ma drogę hamowania wielokrotnie dłuższą od auta osobowego…

Karetka przejechała. Pozwólmy wtedy autom, które się usunęły wrócić na drogę. Niektóre schowały się we wjazdach, bocznych uliczkach – dajmy im wyjechać.

Niestety też zdarzają się cwaniaki wykorzystujące karetki jako taran na korki. Z przodu lub za karetką. Jedyne, co mnie pociesza to fakt, że coraz więcej karetek ma rejestratory jazdy i mam nadzieję, że ich kierowcy będą na tyle „wredni”, że nagrania wyślą  tu: http://www.policja.waw.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=1&id=30176&sid=8345a5e0c447773db8c256a50aab4a62

Stojąc w korku zostawmy sobie trochę miejsca z przodu, jak będzie konieczność ten metr pozwoli na zjechanie „na jodełkę” i zrobienie „korytarza” dla karetki.

Pozdrawiam,
Alek


BTW
Kilka lat temu miałem okazję na własnej skórze doświadczyć, że polscy kierowcy potrafią być naprawdę kulturalni. Kupiłem auto we Francji i przez pewien czas jeździłem na obcych blachach. I byłem zaszokowany, jak uprzejmi byli kierowcy. Włączanie się do ruchu, zmiana pasa, czy wyjazd z parkingu były o wiele łatwiejsze niż wcześniej. Niestety, po założeniu polskich tablic wszystko wróciło do „normy”.

2. Miejsce - Łukasz F.

Osobiście dla mnie wyznacznikiem kultury na drodze jest umiejętność OBSERWACJI otaczającej nas rzeczywistości, innych użytkowników dróg i wyciąganie z tego wniosków. To nic nie kosztuje, a sprawia, że na drodze nie czuję się jak przeciwnik, tylko współużytkownik. 

1. patrzenie w lusterka (nie zajeżdżanie drogi np. podczas gdy inne auto nas wyprzedza, przyklejanie się do krawędzi, by jednoślady mogły przejechać, 
2. zwracanie uwagi na znaki (te mówiące o parkingach, przejściach dla pieszych, drogach jednokierunkowych, ale też bramach czy garażach - by ich nie zastawiać)
3. obserwacja pieszych wokół i na przejściu 
4. zwracanie uwagi na autobusy miejskie, którymi jeździ po kilkadziesiąt osób (ustępowanie przy ich wyjeżdżaniu z przystanku, nie zmuszanie do nagłego hamowania)
5. wreszcie syndrom sztywnej szyi, kiedy chcemy zmienić pas w korku (bo np. za chwilę skręcamy), czyli obserwacja manewrów wykonywanych przez innych

Tak na prawdę to wszystko zawarte jest w przepisach, a najogólniej w tym o szczególnej ostrożności, ale czy to nie jest najważniejszy przepis w kodeksie wraz z tym o zasadzie pierwszeństwa z prawej?

Patrzysz - Widzisz - Reagujesz. 

Pozdrawiam, 
Łukasz F.

3. Miejsce - Wojtek M.

Po czym poznać kulturalnego kierowcę? Trudno wymienić jedną cechę, ale według mnie jest to WYROZUMIAŁOŚĆ dla innych użytkowników dróg, nie tylko kierowców.
Wszyscy się spieszymy, czas to pieniądz, nienawidzimy stać w korkach i frustrujemy się jadąc 10-kilometrowy odcinek dom-praca 60 minut.
Kulturalnego kierowcę poznaję po tym, że mnie wpuszcza, kiedy kończy się mój pas, mimo tego, że tak samo nienawidzi stać w korku jak ja. Tak jak zauważyłeś, te kilkanaście sekund nikogo nie zbawi.
Kulturalny kierowca wpuszcza mnie z drogi podporządkowanej, kiedy i tak sam nie ma perspektyw na rychłe dotarcie do domu, bo stoi w niekończącym się sznurze samochodów. Jego to nie zbawi, a mi doda wiary w innych kierujących.
Kulturalny kierowca jest wyrozumiały dla błędów, popełnianych przez innych użytkowników dróg i nie używa klaksonu, czy "długich" w ramach pełnienia obowiązków szeryfa drogowego. Zamiast tego używa pedału HAMULCA.
Kulturalny kierowca patrzy w lusterka stojąc w korku. W każdej chwili może nadjechać motocyklista, któremu ustąpienie 10 cm. jezdni pozwoli dojechać do domu 20 minut wcześniej.
Kulturalny kierowca nie ubliża i nie wygraża innemu kierowcy, kiedy ten nieuważnie zajedzie mu drogę. Ponownie wystarczy hamulec.
Kulturalny kierowca wykaże cierpliwość, kiedy przed sobą spostrzeże niedoświadczonego "świeżaka" - trąbienie na kogoś takiego, np. przy lewoskręcie, z pewnością sprawy nie przyspieszy, a może ją jedynie wydłużyć. Stres z reguły paraliżuje.
Kulturalny kierowca zdaje sobie sprawę z różnic, które dzielą samochody, poruszające się po drogach i wie, że Jaguar jest w stanie wyprzedzić TIR-a znacznie szybciej, niż Daewoo Tico. I to nie chęć zatrucia innym życia powoduje, że to przykładowe Tico rusza wolno spod świateł - to po prostu różnice sprzętowe.
Kulturalny kierowca jest wyrozumiały dla innych, ale to sobie stawia wysokie wymagania - stara się nie tamować ruchu, nie wypuszcza pasażerów na środku drogi, zmuszając innych do zatrzymania się, używa kierunkowskazów i stara się zachowywać na drodze najbardziej przewidywalnie, jak to tylko możliwe.
Podsumowując - kulturalny, wyrozumiały kierowca musi zachowywać się tak, jak życzy sobie widzieć zachowanie innych użytkowników ruchu wobec siebie, w myśl zasady "NIE RÓB DRUGIEMU, CO TOBIE NIE MIŁE".

Pozdrawiam
Wojtek M.

Zwycięzcom gratuluje! Sprawdźcie skrzynki mailowe ;)
AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

9 komentarzy:

  1. Odwaliłeś kawał dobrej naprawdę dobrej roboty!

    OdpowiedzUsuń
  2. "Jedyne cwaniactwo, jakie się może pojawić w takiej sytuacji, polega na tym, że gdy stoimy na pasie, który się nie kończy, skręcamy na pas, który się kończy, dojeżdżamy szybko do końca i wbijamy się przed kogoś, kto wcześniej był parę wozów przed nami ― tak, takie zachowanie jest cwaniackie i nie powinniśmy nigdy tego robić! " - w sytuacji idealnej (tzn. takiej, w której wszyscy jada prawidłowo na suwak) takie coś nigdy nie zajdzie, bo oba pasy poruszają się z tą samą predkością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze... pomyśl

      Usuń
  3. Ja się pytam: gdzie byli rodzice i opiekunowie? Czyli historia jak zwykle kołem się toczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak taki malec widzi jak tatko zapierdziela 100 w zabudowanym... przynajmniej raz dziennie to malec jak odbierze prawko będzie tylko powtarzał to co widział u tatki debila

      Usuń
  4. według mnie kulturalny kierowca to taki który sam trzyma się wyznaczonych zasad kultury na drodze, a jednocześnie widząc rażące błędy innych, potrafi je zignorować lub upomnieć kogoś w sposób kulturalny, a gdy sam popełni jakiś błąd (wszyscy jesteśmy tylko ludźmi) potrafi przeprosić

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko spokój.Jeżeli zachowujesz spokój na drodze to we wszystkich wymienionych wyżej sytuacjach dasz sobie radę bez problemu przepuścisz kogoś,odpuścisz nerwusowi,dasz się wyprzedzić jeżeli komuś się spieszy itp.Spokój nie jest równoznaczny z zawalidrogą można jechać dynamicznie,szybko ale spokojnie jak Michał Kościuszko na rajdzie-spokojnie ale w pełni panuje nad kierownicą a w konsekwencji nad autem.Spokój to cecha rozważnych i bezpiecznych kierowców.No dobra dość tego wywodu bo nie opanuję się i wybuchnę za kierą :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie kulturalny kierowca to taki, który jeździ z głową na karku, a nie kodeksem na kolanach. Osobiście wolę jak ktoś czasami nagnie lekko ustawę, ale zrobi to nie szkodząc innym niż będzie spełniał wszystkie, nie zawsze mądre wymogi prawa o ruchu drogowym.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...