Kolejny test pod napięciem, czyli elektryczny Renault Zoe

Ekolodzy czy ekonomiści, kto będzie bardziej zadowolony? 

Zoe to według Wikipedii greckie imię oznaczające życie. Auta elektryczne to teoretycznie jednak śmierć dla aut spalinowych:)

Testowany Renault posiada tylko i wyłącznie silnik elektryczny. Zoe jest więc przyjazny dla środowiska, ale również dla naszych uszu, bowiem poza szumem dobiegającym z kół praktycznie nic nie słychać - to akurat w elektrykach bardzo mi się podoba. Do dobrego człowiek się szybko przyzwyczaja, a cisza czymś złym na pewno nie jest.
Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to inne auto rodem z przyszłości. Owszem posiada wielgaśne logo charakterystyczne dla nowych modeli Renault, ale także pewne detale, które skutecznie wyróżniają go z tłumu. Nieco napompowany przedni zderzak, taki ala tuningowy, który sprawia, że ten wózek wygląda na podrasowany.
Kolejny gustowny smaczek to te nietuzinkowe, niebieskie tylne lampy.
W nocy świecą o tak - ładnie:)
Zoe bazuje na Clio, więc zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz jego wymiary są podobne. 408cm długości x 173cm szerokości x 156cm wysokości.
Bagażnik posiada 338L pojemności. W bagażniku jednak może nie tyle musimy, ale dobrze jest, aby zawsze znajdowały się kable do podładowania fury, bo nigdy nie wiemy, kiedy będziemy potrzebować tych kilku kilowatów.
Jeśli chodzi o te kilowaty to pojemność akumulatorów wynosi 22Kwh. Ten biały Renault posiada 88KM oraz 220Nm dostępnych od samiuśkiego zera. Do setki elektrowozem rozbujamy się dopiero po odczekaniu 13,5s. Nie jest to wow, chociaż 50km/h na wyświetlaczu zobaczymy po zaledwie 4 sekundach. Prędkość maksymalną producent określił na 135, natomiast ja na autostradzie rozbujałem Zoe do 140km/h czyli bez mandatowo;)
Akumulatory trochę ważą - około 300kg. Na szczęście są umiejscowione nisko, więc środek ciężkości jest całkiem przyzwoity. W zwykłym domowym gniazdku naładujemy je do pełna w 15godzin (warunkiem jest jednak to, aby gniazdko miała bezpośrednie uziemienie inaczej komputer nawet nie zauważy, że jest przywiązany do kontaktu). Jeżeli będziemy korzystać np. z ładowarek takich jak ta nieco wyżej na zdjęciu - naładowanie na przysłowiowy full potrwa ok. 5godzin.
Stacji do ładowania aut elektrycznych ciągle przybywa. Mega zdziwiony byłem, gdy zobaczyłem te dwa miejsca obok siebie w centrum Kielc. Miejsca dobrze oznaczone, dostępne zaraz przy wjeździe na parking. Nawet pachołki postawione, żeby nawet Ci którzy ,,nie potrafią" czytać dostrzegli po nich i po obrazkach na ścianie, że to miejsce nie jest dla nich, jeżeli ich auto nie jest pożeraczem prądu. Zapłaciłem tylko za parking, a że był weekend to godzina kosztowała tylko złotówę.
To czym mnie Zoe pozytywnie zaskoczył to zasięg. Trasa Warszawa - Kielce ok 200km, a komputer po dotarciu do domu pokazywał, że mogę ich zrobić jeszcze 25km - naprawdę super. Pod uwagę musimy brać to, że pogoda była piękna, słoneczna, a ja jechałem ok 70kmh z wyłączonym radiem, klimą, a czasem nawet nawiewem. Zimą zasięg teoretycznie spada aż o 50km. To co widzicie na zdjęciu powyżej to chyba najgorszy koszmar kierowcy auta elektrycznego. Zdarzyło mi się, że raz zaszalałem i poleciałem na niepełnym akumulatorze na małą wycieczkę.
Miałem jednak świetną aplikację, którą znalazłem przypadkowo w sieci. Oblicza ona zasięg Zoe przy danej, konkretnej prędkości. i procentowym naładowaniu akumulatorów Zanim jednak zaryzykowałem, przetestowałem ją wcześniej i się nie zawiodłem.

Wrócę teraz do wnętrza autka, gdzie miejsca dla 4 osób jak to w Clio tzn. Zoe nie brakuje. Niski środkowy tunel sprawia, że nawet ten piąty, upchnięty z tylu pośrodku nie będzie zbytnio narzekał. Z tyłu o ile przy kolanach miałem co nieco miejsca do dyspozycji o tyle nad głowa już niekoniecznie tj. dotykałem łepetyną dachu. Dziwne są też te przednie fotele pod które ciężko wepchać stopy. Z przodu zarówno pasażer jak i jego kierowca narzekać nie mogą. Fotele pomimo tego, że były kompletnie płaskie dawały radę. Generalnie do wnętrza nie ma co się przyczepiać. Jasna tapicerka niby jest strasznie brudząca, ale w Zoe o tym pomyśleli i pokryli ją teflonem dzięki któremu łatwiej dbać o jej piękny wygląd.
Po zajęciu pozycji za kierownicą od razu wiemy, że mamy do czynienia z czymś nowym. Wszystko czytelne, a to co najważniejsze zawsze pod ręką czy tam paluchami.
Bardzo czytelny, wyrazisty wyświetlacz zamiast standardowych zegarów. Wyświetlacz coś tam TFT, ale ważne, że widoczny nawet w bardzo nasłoneczniony dzień - szkoda, że nie mam takiego w swoim telefonie:)
Skrzynia biegów - w Zoe jej nie znajdziecie. To coś powyżej co przypomina popularny automat śmiało można nazwać coś ala przełącznik do jazdy do przodu/tyłu.
Jeżeli dla kogoś zapach nowości po jakimś czasie przestałby być odczuwalny to w kokpicie jest dostępny jonizator z aktywnym dyfuzorem zapachu - cokolwiek to znaczy - pachnie:)
Podsumowanie. Tutaj wypadałoby, abym odpowiedział na pytanie ,,a ile to Panie kosztuje?". Z jednej strony niewielkie auto, które wyjściowo jest wydatkiem 90.000zł. Testowy egzemplarz to pozbycie się 100.000zł. Niestety jest jedno ale, niekoniecznie małe i niekoniecznie tanie. Za wymienione wyżej kwoty kupujemy całe auto, ale bez akumulatorów. Akumulatory wynajmujemy od firmy Renault za określoną kwotę w zależności od zadeklarowanego wcześniej przebiegu (poniżej dokładna tabelka).
Biorąc pod uwagę fakt, że naładowanie do pełna Zoe to koszt ok. 10zł to ta cena stu tysięcy nie byłaby, aż taka straszna, gdyby nie ten ,,abonament". Niestety koszt wynajmu, który musimy płacić nie jest wcale taki niski i sprawia, że jazda tym cackiem wcale nie jest ekonomiczna, chyba, że Zoe będziemy ładować na mieście w darmowych punktach ładowań lub w pracy i za prąd zapłaci nasz szef to wtedy ma to sens w stosunku do auta o podobnych wymiarach z silnikiem benzynowym czy diesla. Renault wypuściło na rynek naprawdę bardzo fajne cacko tylko ta cena trochę odstrasza. Może gdy popyt na elektryczne auta wzrośnie to wtedy będą nie tylko ekologiczne, ale także bardzo ekonomiczne. 

Aby tradycji stało się zadość zamieszczam film oraz kilka naelektryzowanych dodatnio fotek.
































AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. gdyby to kosztowało 60tysi, ah gdyby to nikt nie kupiłby auta tej klasy z silnikiem benzynowym lub diesla. Dobra niech nawet 80kosztuje ale baterie mają być moje:)

    OdpowiedzUsuń
  2. zasięg...zasięg...nadal słabo ale coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda dobrze, ale patrząc na zasięg... na dobre auto elektryczne jeszcze sobie poczekamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy test. Samo auto prezentuje się dobrze. Jego możliwości to kwestia do indywidualnej rozwagi, bo jeśli kierowca porusza się po niewielkim mieście, to ten samochód w zupełności wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Prezentuje się okazale. A test pokazuje, że i sprawuje się całkiem nieźle. Czy trzeba czegoś więcej?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty