Konkretna limuzyna, czyli test Mercedes-Benz E220D W213 194KM 9AT

Zanim auto trafiło do sprzedaży w 2016 roku prace nad nim trwały 4 lata. Ekipa składała się z 1200 inżynierów z całego świata. Powstało ponad tysiąc prototypów, które przejechały ponad 12 milionów kilometrów. Po kilku dniach mogę wybrać trzy słowa opisujące limuzynę z gwiazdą na masce - komfortowa, dynamiczna i oszczędna. Taka właśnie jest nowa E klasa W213.

Nie każde auto z segmentu premium wygląda jakby do niego należało. Jeśli chodzi o nową E klasę W213 to zdecydowanie znajduje się w odpowiednim dla siebie, drogim segmencie i pełni na to zasługuje. 

Coś pośrodku. Mercedes-Benz E220d W213 przypomina zarówno S klasę od której jest mniejszy i C klasę od której jest większy - dla jednych może być to wada, a dla innych wręcz przeciwnie. Dyrektorem stylistyki nadwozia jest Robert Leśnik stąd też pewnie nowa E klasa W213 dość mocno wpasowuje się w mój gust.

Patrząc na W213 od razu na usta cisną się takie słowa jak elegancki, duży, drogi - bezapelacyjnie wszystkie te cechy reprezentuje aktualna E klasa. 
Z przodu mamy adaptacyjne, ledowe lampy, które nie tylko dobrze wyglądają ale jeszcze lepiej świecą. Na środku przedniego zderzaka ogromy chromowany grill, a nim emblemat producenta. Nieco wyżej znajduje się gwiazda bez której oczywiście nie ma jazdy:)
Tyłek równie ładnie, a nawet ładniej nakreślony niż przód. Wszystko tutaj do siebie pasuje i ma idealne proporcje. Do gustu z pewnością przypada także imitacja podwójnego wydechu. Nowa E klasa w stosunku do starszej generacji urosła, wydłużyła się o 44mm i posiada 492,3cm długości x 185,2cm szerokości x 146,8cm wysokości. O gustach jak wiadomo się nie dyskutuje, ale kończąc opis wyglądu bohatera tego wpisu moim skromnym zdaniem jest to po prostu bardzo ładne auto.

Bagażnik w Mercedes-Benz E W213 posiada 540-litrów pojemności. Wielki kufer możemy powiększyć jeszcze bardziej - wystarczy złożyć oparcie tylnej kanapy pociągając za odpowiednie dźwignie znajdujące się w tymże bagażniku. W podłodze znalazło się miejsce na ekstra koło lub jeżeli nie chcemy wozić zapasu to możemy zmieścić tam sporo dodatkowych zakupów. Podłoga prawie płaska. Prawie bowiem pod końcem, bliżej oparcia kanapy kieruje się delikatnie ku górze. Z jednej strony można by się przyczepić do nieprzykrytej niczym podsufitce w bagażniku, ale bez przesady  - kto się będzie schylał, żeby sufit w bagażniku oglądać.
Być wożonym. Zanim usiądziemy wygodnie na kanapie od razu rzucają się nam w oczy długie, masywne drzwi za którymi kryje się słowo komfort. Przetestowana przeze mnie E klasa to jedno z nielicznych aut w których mógłbym jeździć nie mając przed sobą wieńca kierownicy. Oczywiście najlepsza dla mnie miejscówka to jak zawsze ta z kółkiem przed brzuchem, ale od czasu do czasu można by się z kimś zamienić miejscami. Miejsca zarówno przy kolanach jak i nad głową nie brakuje pomimo tego iż auto było wyposażone w panoramiczne, otwierane okno dachowe. 
Wygodny podłokietnik ze schowkami i uchwytami na napoje, nawiewy, trzecia strefa klimatyzacji, wyjście 12V to kolejne udogodnienia dla osób zajmujących tylną kanapę. Pasażer pośrodku znajdzie wprawdzie między nogami bardzo wysoki środkowy tunel, ale myślę, że wolnej przestrzeni jest tam dla więcej niż tylko czterech nóg - narzekać z pewnością nie powinien. Prezentowany na zdjęciach Mercedes-Benz E W213 to konkretna i dobra opcja wyposażenia, ale i tak do wysokiej końcowej ceny można dopisać jeszcze kilka dodatków jak rolety na bocznych tylnych szybach oraz elektryczna roleta na tylnej szybie.
Nocą wszystko wygląda równie dobrze jak za dnia, a może nawet lepiej. Spora ilość oświetlonych miejsc sprawie, że we wnętrzu panuje dość przyjemny klimat.
Bajeczny kokpit. Całe wnętrze można by tak samo opisać jak wygląd zewnętrzny - elegancko i drogo. Spora ilość chromowanych dodatków, piękne drewno pociągnięte od prawej do lewej strony na którym dość ładnie są wkomponowane nawiewy oraz przycisk od uruchamiania silnika. Może to i delikatnie skrzypiało gdy mocniej tym szarpałem, ale bez przesady. 
Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie pchał paluchów między plastiki a drewno by dostać się do tego podświetlenia, które to może być dość mocno konfigurowalne od natężenia do wyboru koloru, a paleta jest dość obfita. Generalnie całe menu jest skomplikowane, ale to przez mnogość funkcji, których musimy się nauczyć.
Skoro jesteśmy już przy oświetleniu Ambientowym to trzeba pokazać jak to wygląda w nocy - genialnie. Niby to w zasadzie nic nie daje, a tak naprawdę cieszy oczy i robi efekt wow u pasażerów więc plus 100 do klimatu. 
Co ciekawe, żaden z 12.3" calowych ekranów nie jest dotykowy. Wszystkim sterujemy za pomocą przycisków, gładzika pokręteł zarówno tymi pod ekranem, na tunelu środkowym czy dotykowych przycisków na kierownicy.


System kamer 360 stopni to kolejny element zasługujący na pochwałę. Samo stwierdzenie, że auto posiada kilka kamer to za mało. Należy przede wszystkim dodać, że jakość obrazu jest więcej niż świetna. Za ich pomocą śmiało można by nagrywać filmy czy pstrykać fotki - oczywiście amatorskie acz dobrej jakości. Najważniejsze, że niezależnie od pory dnia i nocy obraz jest bardzo czytelny i nie ma problemu z parkowaniem na ciasnym osiedlowym parkingu. Podczas parkowania sami możemy wybierać z których kamer ma być wyświetlany obraz na ekranie.
Jeśli chodzi o system multimedialny nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Mnogość konfiguracji i jeszcze więcej funkcji, które działają bez niepotrzebnych zawiasów czy innych zacięć. Prawdziwi muzyko-maniacy docenią także zestaw audio Burmester. Muzyka wychodziła z głośników tak czysta jak łzy z oczów - nawet przy jakiś tam mocniejszych nutach i ustawieniach.
Można by próbować czepiać się czarnego połysku, bowiem znalazło się na nim kilka rysek, ale auto posiadało ponad 40 tysięcy kilometrów przebiegu - dziennikarskiego przebiegu więc podejrzewam, że niejeden aparat czy kamera mogła się do tego przyczynić. E220d posiada pięć trybów jazdy. Eco, Comfort, Sport, Sport+ i ten spersonalizowany przez nas samych. Aby zmienić tryb jazdy można szukać ustawień w menu lub użyć przełącznika widocznego na zdjęciu powyżej. Szczerze mówiąc raz czy dwa przełączyłem na tryb Sport+ - po chwili słychać głośniejszą pracę silnika. Po kilku kilometrach zmieniłem na tryb Comfort, który jest idealny do tego samochodu.
Z przodu jak zawsze lepiej niż z tyłu. Więcej bajerów i przestrzeni wszak ten rząd przeznaczony jest dla dwóch osób w tym najważniejszej na pokładzie czyli kierowcy od którego wiele zależy na drodze.
Od początku. Otwieramy drzwi, zajmujemy miejsce, dopasowujemy fotel pod siebie i w myślach przewijają się drogie słowa. Miejsca sporo, ale fotele dość mocno trzymają na zakrętach więc nie latamy po tym dużym aucie jak mucha po pustym polu. Wracając jeszcze do foteli. Pisałem, że testowy W213 to droga maszyna, ale do listy można dopisać kolejną funkcję/opcję - w pełni elektryczne regulowanie foteli. O ile wysokość siedziska, kąt oparcia czy odcinek lędźwiowy regulujemy elektrycznie o tyle aby pojechać w przód i w tył musimy ręcznie pociągnąć za wajchę. Dotykam wieniec kierownicy i myślę sobie - kurcze ale mięciutki, delikatny, obszyty skórą. Nie jest to spłaszczona literka D, ale w tej wersji silnikowej nie jest potrzebna. Grunt, że dobrze leży w dłoniach i auto pewnie się prowadzi. Chwilę po zajęciu odpowiedniej pozycji zaczynamy szukać przełącznika od skrzyni biegów. Nie znajdziemy go na środkowym tunelu tylko tuż za kierownicą w postaci dźwigni, ale to dobrze. Raz, że mógłby popsuć harmonię jaka panuje przy podłokietniku, a dwa - tak jest po prostu wygodniej.

Wyświetlacz tuż za kierownicą jest dość mocno konfigurowalny. Możemy wybierać spośród 3 stylów. Mniej najbardziej do gustu przypadł środkowy, czyli klasyczny.
W nowoczesnym aucie naszpikowanym bajerami nie mogło zabraknąć takiego gadżetu jak headup. Poza wyświetlanej aktualnej prędkości na szybie zobaczymy także maksymalną dozwoloną prędkość w danym miejscu oraz podstawowe wskazania nawigacji. Wspomniany bajer najbardziej przydatny jest w nocy, gdy nasze oczy nie muszą uciekać na wielkie ekrany aby sprawdzić wyżej wymienione informacje.
Pod wielką maską kryje się dwulitrowy silnik diesla o mocy 194KM 400NM. Jest to bez wątpienia kompromis między osiągami a spalaniem. Całość zestrojona z automatyczną dziewięciobiegową skrzynią biegów radziła sobie bardzo dobrze. Czułem się jakby w aucie był tylko jeden bieg do przodu i jeden do tyłu. W trybie comfort skrzyni niemalże nie słychać i zmiana biegów jest nieodczuwalna. Dopiero w trybie sport, zwłaszcza sport+ przy zwalnianiu skrzynia pięknie schodzi z wyższych biegów. Wspomniałem wyżej o kompromisie ponieważ do setki limuzyna rozpędza się w dokładnie 7.3s, a średnie spalanie to okolice 6L/100km. Sami przyznacie, że na 1680kg masy własnej takie wyniki są więcej niż dobre. Pojemność zbiornika paliwa 66litrów pozwoli pokonywać bezstresowo najdłuższe dystanse. Na duży plus zasługuje wnętrze kabiny, które jest świetnie wyciszone i żaden klekot spod maski nie przedostaje się do środka. Nawet przy wyższych prędkościach słychać jedynie szum wiatru i mknięcie kół po asfalcie. 
Z przodu i z tyłu  zawieszenie jest wielowahaczowe z pneumatyką, która spisuje się rewelacyjnie. W razie jakbyśmy chcieli zaatakować jakiś bardzo wysoki krawężnik czy też zjechać z równego asfaltu w delikatny teren to wystarczy wcisnąć odpowiedni przycisk i prześwit w aucie nieco się zwiększy.  

Mnie to nie przeszkadza, ale niektórym będzie przeszkadzać:
- brak dotykowych ekranów
- podobieństwo do klasy S i C

Pochwalam za:
- design i wykończenie
- silnik i skrzynia biegów
- zawieszenie
- przestrzeń dla pasażerów oraz ich bagaży
- system multimedialny
- wyciszenie
Mercedes-Benz E W213 to bez wątpienia udane auto zarówno pod względem technicznym i zwłaszcza pod względem wizualnym. Świetny silnik, skrzynia, a do tego niemalże zupełna cisza w środku. Spora ilość miejsca dla każdego pasażera z osobna oraz dla ich bagaży. Pojazd, który nie kusi kierowcy do tego aby ten deptał w podłogę co skrzyżowanie chociaż jeżeli trzeba to jest czym. W213 zachęca bardziej do tego aby jazda z punktu A do B była przyjemnością wręcz podróżą i najlepiej aby A było jak najdalej oddalone od B. Auto bardzo wygodne i przeznaczone nie tylko dla menadżera czy dyrektora, ale także prezesa, który albo będzie wożony albo będzie woził siebie czy swoją rodzinę na przeróżne wojaże. Najtańszy, najsłabszy i najuboższy W213 zaczyna się od 185 200zł. Wersja testowa zaczyna się od 195 500, ale egzemplarz rodem ze zdjęć to wydatek 340 tysięcy złotych, a i tak jeszcze coś tam dorzucić by można. Drogo, ale luksus kosztuje.































AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Bardzo przyzwoita limuzyna! Sam nie dawno zacząłem się rozglądać za czymś takim, miałem okazję pojeździć tym Mercedesem i przyznam że to w jakimś rodzaju magia, to jak się auto prowadzi, trzyma drogi itp wszystko jest na najwyższym poziomie, nie ma się do czego doczepić, chyba oprócz ceny :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz