Świat oczami typowego rowerzysty, czyli mam pierwszeństwo, a guzik mnie obchodzi bezpieczeństwo

Chciałbym nie uogólniać tej grupy uczestników ruchu drogowego, ale po wielu częstych przypadkach wykazywaniem się braku logicznego myślenia, poszanowania przepisów i własnego życia śmiem twierdzić, że oczywiście nie wszyscy, ale prawie każdy rowerzysta żyje hasłem ,,bo tak się jeździ, bo mam pierwszeństwo i w dupie bezpieczeństwo".
Od razu na początku zaznaczam, że wpis nie ma na celu hejtowania rowerzystów. Moim celem jest ich ostrzec, przestrzec między innymi właśnie przed kierowcami. Tytuł tego artykułu mógłby też brzmieć ,,Rowerzysto, szanuj swoje życie, bezpieczeństwo przede wszystkim!"

Progi zwalniające na ścieżkach rowerowych? 

Rzecz wydaje się absurdem, ale nie do końca. Dlaczego? A no dlatego, że rowerzyści nie mają hamulców. Zielone na powyższym zdjęciu to obszar który monitoruje 99% rowerzystów. Tylko 1% dostrzega to co się dzieje na czerwonym polu. Tak, niestety tylko jeden procent. 

W miejscu gdzie zrobiłem to zdjęcie patrzyłem na reakcję rowerzystów. Na prawie trzydziestu naliczonych tylko 1 zwolnił spoglądając na boki. Stałem nieco dalej i aż zatrzymałem go by sobie spytać dlaczego i pogratulować myślenia. Odpowiedział, że zawsze tak robi, nawet jak ma pierwszeństwo i średnio raz w tygodniu dzięki temu unika przysłowiowej gleby. Dodał standardowy tekst o tym, że na cmentarzu leży wiele osób, które miały pierwszeństwo - nie sposób się z tym nie zgodzić. Na sam koniec ciekawej rozmowy zadałem mu jedno pytanie - czy ma prawo jazdy - odpowiedź była twierdząca. Podejrzewam, że połowa rowerzystów z tych co zwalniają w takich miejscach albo nawet zatrzymują się by uniknąć kolizji z gamoniem obudowanym blachą (czyt. kierowcą samochodu) posiada aktywne bądź też nie prawo jazdy. Ja jadąc rowerem też jakoś zawsze taki odruch mam by sprawdzać, że jakiś buc nie jedzie. Niestety wielu rowerzystów ma swoje bezpieczeństwo po prostu gdzieś.

Kask rowerowy - iluzja bezpieczeństwa? 

Zacznę od najważniejszej rzeczy - kask, nawet najlepszy i najdroższy nic ci nie daje w przypadku starcia z samochodem! Kask rowerowy nie został zaprojektowany na to, żeby stawić czoła rozpędzonemu samochodowi. Kask rowerowy może się sprawdzić, gdy jeździsz po leśnych wertepach i nie chcesz dostać gałęzią w łeb. Podobno procentowo z powodu obrażeń głowy więcej ginie kierowców i ich pasażerów niż rowerzystów. Kask rowerowy jest bardzo iluzoryczną ochroną, a wielu traktuje go jako coś, co zdecydowanie poprawia bezpieczeństwo rowerzysty. Nic bardziej mylnego. Niektórzy rowerzyści mając kask są skłonni do bardziej ryzykownych zachowań, a niektórzy kierowcy - widząc rowerzystę w kasku - są skłonni do bardziej ryzykownych zachowań wobec rowerzysty, gdyż kask zapewni mu ochronę. Bzdura. Może i kask w jakimś stopniu Ci pomoże, ale niewiele da gdy będziesz miał spotkanie pierwszego stopnia z choćby rozpędzoną kilkumilimetrową blachą zwaną autem. Kask chroni troszkę czubek głowy, a resztę głowy już nie. Ponadto kask nie chroni żeber, rąk, nóg, wątroby, śledziony i innych ważnych narządów. Dlatego uważam, że kask to obowiązkowy ale trzeciorzędny element bezpieczeństwa. Podstawą bezpieczeństwa jest rozważna i przewidywalna dla innych jazda. 


Kodeks drogowy, czyli popularna ustawa prawo o ruchu drogowym daje wiele przywilejów dla pojazdów napędzanych siłą własnych, grubszych lub chudszych nóg tudzież rowerzystów. Cykliści mając tą świadomość, że tu i tam mają pierwszeństwo korzystają z dobroci przepisów zapominając o bezpieczeństwie. Ślepo ufają pozostałym uczestnikom ruchu drogowego i nierzadko decydują się na manewry obarczone dużym ryzykiem wypadku. Nierzadko jestem świadkiem sytuacji 50/50 czyli albo się uda przejechać ten długi kilkumetrowy odcinek... albo nie. Jeżeli się nie uda? Co wtedy? Czy moje rany, kalectwo, śmierć zrekompensuje ,,przepraszam" od kierowcy czy wysoki mandat? No właśnie. Ja wiem, że życie to ryzyko, ale żyjmy tak, aby było jak najmniejsze. 

Jeśli chodzi o przepisy to postaram się za chwilę przytoczyć kilka najważniejszych. Warto je znać by wiedzieć dokładnie i na pewno co wolno, a czego robić się nie powinno, więc Rowerzysto! poczytaj proszę byś nie jeździł tak jak Ci się wydaje albo tak jak ktoś komuś kiedyś gdzieś tam o czymś powiedział. Masz być wyedukowany i świadomy tego jak jeździsz!

Przeważnie jeżdżę samochodem, ale ostatnio dość często zdarza mi się jeździć na rowerze albo monocyklu elektrycznym od którego jest bardzo uzależniony. Brak logicznego myślenia u rowerzystów bardzo mnie przeraża stąd też pomysł na ten wpis. 

Z pewnością po zasugerowaniu rowerzyście szkolenia z przepisów ruchu drogowego i wytłumaczenia zasady ograniczonego zaufania uznałby nas za wroga, który go atakuje i podważa jego umiejętności, niezależność i godność. Nikt nie lubi przyznawać się do błędów, ale też nie ma ludzi nieomylnych. Prowadzę blog motoryzacyjny już od dobrych kilku lat i ciągle się doszkalam, zmieniam poglądy itd. Niestety wśród naszego narodu panuje ,,opornictwo" na edukację która przecież może poprawić bezpieczeństwo i nierzadko uratować życie.

Ostatnio za sprawą mediów i wszelkich kampanii zaczyna się edukację od podstaw. Z jednej strony to dobrze ale z drugiej - co z tego, że dzieciak nauczy się podstaw typu załóż kask, masz pierwszeństwo, uważaj jak po wyjściu z placówki edukacyjnej odbiera go tata, który tłumaczy to co ktoś mu powiedział ,,masz pierwszeństwo, masz pierwszeństwo, masz pierwszeństwo". Tata przy przejazdach rowerowych nawet nie zwalnia, szyja mu sztywnieje a gałki oczne patrzą tylko na wprost. Młode pokolenie wypiera to czego się nauczyło w szkole i naśladuje poczynania swojego domowego autorytetu. Nikt, niewiele osób czyli ten powiedzmy 1% ogółu rowerzystów bierze poprawkę na to, że inni mogą się mylić, zagapić itd. Nie bronię kierowców. Wina jest ewidentna, ale czy mimo wszystko warto ryzykować?
Popatrzcie na ten przejazd rowerowy oczami kierowcy. Krzaki, krzaki, słońce. Zatrzymuje się i nie widać rowerzysty więc rusza dalej. Niestety nie jest to najgorsze w Polsce miejsce spotkań rowerzystów i kierowców samochodów. Bywają takie miejsce, gdzie jak rowerzysta wjedzie na pełnej bombie zza winkla to nie trudno o wypadek, ale przecież mam pierwszeństwo i koniec!

Czasem jednak ma się to pierwszeństwo albo się go nie ma. Nie ma nic bardziej denerwującego jak rowerzysta, który wpieprza się przed maskę bo wydaje mu się, że jak przyklei się blisko chodnika to nic się nie stanie i wszyscy się zmieszczą. Myślicie, że Pan ze zdjęcia spojrzał się za siebie i sprawdził czy coś jedzie? A skąd! Nikt mu nie powiedział, że starcie z autem boli - oby nigdy się nie musiał przekonywać. Będąc na jego miejscu niezależnie od tego kto miałby pierwszeństwo to osobiście bym zwolnił i sprawdził, że ten ,,wypad" na jezdnie w danej chwili to dobry pomysł.


Inny przykład. Piękna ścieżka rowerowa obok... z której nie każdy rowerzysta korzysta. A to się nie opłaci bo za chwilę skręcam, a to coś tam innego, a to po co. Zawsze gdy planuję wypad na rower to wybieram takie trasy w których jak najmniej albo najlepiej wcale nie mam bliskiego kontaktu z samochodami. Tak w trosce o swoje bezpieczeństwo, a że w stolicy ścieżek rowerowych jest nawet nawet to nie ma z tym zbytnio problemu. Kto co lubi.

Najtrudniejsze - zwalnianie, zatrzymywanie się!

Czasem widzę, że rodzinka z dziećmi albo po prostu ktoś wolno jedzie sobie rowerem. Nagle z tyłu pojawia się rozpędzony cyklista. Wszystko spoko tylko z przeciwka po tejże samej ścieżce jedzie inny rowerzysta, który musi hamować, potem parę wyzwisk i jazda dalej. Za kilometr powtórka z rozrywki. Może dlatego wszyscy zawsze zgodnie stwierdzają, że ruszanie i zatrzymywanie się to najtrudniejsza rzecz podczas jazdy na rowerze. 

Jadąc ścieżką rowerową czasem można być mocno wystraszonym, nawet bardziej niż w aucie - tam mamy poduszki trochę blachy i stłuczka nie jest wbrew pozorom groźna. Na rowerze nie mamy nic - jak zaliczymy glebę uderzając głową o asfalt to może być nieciekawie. Krótko stwierdzając zarówno na ścieżce rowerowej jak i na jezdni znajdziemy przejawy chamstwa i głupoty w tylu wersjach, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego pojąć. 

Brakuje myślenia. Zwróćcie uwagę na powyższy filmik. Rowerzysta na pełnej bombie wjeżdża na przejazd. Oczywiście ma pierwszeństwo i tego nie neguję. Tak samo jak nie usprawiedliwiam kierowcę samochodu, który pomimo tego, że widoczność nie była przez tą eLkę rewelacyjna to zamiast zatrzymać się - po prostu jechał dalej, a efektem było złożenie rowerzysty jak gąsienicy po dotknięciu patykiem. Winny jest tylko kierowca Opla, ale co z tego? Czy wypisanie mandatu przywróci rowerzyście od razu sprawność sprzed tej stłuczki? Nie sądzę. Analizując film dostrzegamy, że rowerzysta jechał nawet nie zerkając na lewo czy prawo - nic - zero - sztywna szyja, mam pierwszeństwo i mam wyjebane - coś podobnego co zdarza się szeryfom drogowym przy jeździe, albo przy braku jazdy na suwak.

Wracając jednak do głównego wątku spójrzmy na kolejny filmik. Tym razem popisało się srebrne kombi. Winny kierowca - bez zbędnej rozmowy! Zwróćmy jednak uwagę na rowerzystkę. Kiedy ona zobaczyła kombi? Gdy ten już był daleko od niej. Odwróciła głowę myśląc ,,ooo samochód". Kilka sekund nie w tę stronę co trzeba i Pani bez kasku na rowerze zaliczyła by spotkanie pierwszego stopnia ze srebrną blachą kombi. Zbyt pewnie czasem może okazać się zbyt szybko, zbyt wcześnie na tamten świat.


Kolejny filmik tym razem myślącego rowerzysty. Jechał szybko, ale dojeżdżając do przejazdu rowerowego wziął poprawkę na debila w Toyocie. Myślał i dzięki temu uniknął poważnego wypadku lub nawet śmierci. Da się? Da się! Miał pierwszeństwo, ale jednak nie skorzystał na całe szczęście z tego przywileju.

Oczywiście najgorzej jest w miastach jeśli chodzi o wojnę pomiędzy kierowcami a rowerzystami - jest ich tam najwięcej więc ma się gdzie to kumulować. Zwłaszcza podczas jakiś mas krytycznych i innych podobnych atrakcji.

Kierowco - ty także przypomnij sobie co to jest śluza rowerowa, przejazd rowerowy i kto ma na niej pierwszeństwo?

Kierowcy wjeżdżając do miasta i widząc po raz pierwszy przejazd rowerowy powinni być bardziej ostrożniejsi. Nawet jakby zapomnieli co i jak to do myślenia powinien dać im czerwony kolor którym tor jazdy dla rowerów jest wymalowany. Czasem gdy widzę, że kierowca wlatuje na przejazd dla rowerów nie zważając na nic poza tym, że jemu się spieszy to ręce i nogi na rowerze opadają. Jak w takim razie tacy gamonie zdali prawko? Sam nie wiem - ciężko to ogarnąć.

Rowerzysta na przejeździe dla rowerzystów ma pierwszeństwo tak samo jak pieszy na przejściu dla pieszych! W dodatku jeżeli jest to przejazd a nie przejście dla pieszych to rowerzysta wcale nie musi schodzić z roweru. Zapamiętać i stosować w praktyce! - dziwne, że o tym w ten sposób pisze. Przecież to oczywista oczywistość dla ludzi, którzy mają prawo jazdy.

Najgorzej jest gdy ścieżka rowerowa biegnie równolegle, wzdłuż jezdni, a kierowca nagle zechce skręcić w prawo przecinając tor jazdy rowerzyście. Czasem jest tak, że ciężko zobaczyć rowerzystę, ale niemniej jednak dwie strony powinny zachować wtedy szczególną uwagę. Kierowca powinien nawet zatrzymać się by upewnić się, że nikogo nie zabije. Rowerzysta z kolei powinien zwolnić - jeżeli wpadnie jadąc z górki w dodatku wyskakując zza ekranów dźwiękochłonnych to ma... 50% szans, że się uda. 

Na zdjęciu powyżej możecie zauważyć właśnie taką 50% szansę. Zarówno kierowca jak i rowerzysta nie zobaczą się jeżeli nie będą bardzo blisko siebie - niestety. Jak już wcześniej wspomniałem w takich miejscach bezpieczeństwo ciężko spotkać i to właśnie tutaj dochodzi do największej liczby kolizji. 

Jest tragedia, ale może będzie lepiejSzanuj swoje życie, bo masz je tylko jedno! Nawet będąc pieszym zawsze po zapaleniu się zielonego ludzika czy innej lampki staram się zanim postawię nogę na zebrze spojrzeć w lewo czy też prawo czy jakiemuś burakowi nie zachciało się na późno zielonym wczesnym pomarańczowym i krótkim czerwonym przelecieć przez skrzyżowanie... 

Wymarzony (chociaż) 1 metr! Tak! Tyle przepisowo, ale kulturalnie powinno się wyprzedzać rowerzystę jak najdalej się tylko da od niego. 1 metr na dziurawej drodze to niewiele - rowerzysta nie ma za wielkiego pola manewru.

12. Kierujący rowerem może wyprzedzać inne niż rower powoli jadące pojazdy z ich prawej strony - cytat z ustawy. Podpinam pod ten wątek, bo może zobaczą to kierowcy-nauczyciele, którzy zajeżdżają w korku rowerzystą drogę tłumacząc, że wyprzedza się tylko z lewej. Heh, a zasady tj. nowelizacja weszła w życia bodajże w 2011 roku więc ładnych 5 lat temu. Rowerzyści! - weźcie na to kolejną poprawkę, bo wielu kierowców nie spodziewa się nigdy nikogo z prawej strony. Pamiętajcie także, że rowerzysta musi jechać prawie zawsze najbliżej prawej krawędzi jezdni ponieważ jak powszechnie wiadomo w Polsce obowiązuje ruch póki co prawostronny. Środkiem danego pasa możemy rowerem poruszać ze względów bezpieczeństwa wyłącznie na skrzyżowaniach. Szanujmy się nawzajem i dzielmy drogą.
W żadnym wypadku czy innym przypadku dzisiejszy wpis nie powstał po to by usprawiedliwiać błędnego, nieprzepisowego i chamskiego zachowania kierowców wobec rowerzystów. Powtarzam to po raz kolejny zanim naskrobie jedna lub druga strona medalu bezsensowne komentarze. Napisałem ten artykuł po to by bronić rowerzystów - by zaczęli w końcu się rozglądać tudzież myśleć na drodze. Wiele osób leży na cmentarzach, wielu z nich miało pierwszeństwo na drodze, ale co z tego? Żaden mandat, żadne punkty karne dla kierowcy nie przywrócą zdrowia i życia rowerzyście. Nie zawsze da się uniknąć spotkania, ale w większości przypadków, wypadków i innych stłuczek jest to jak najbardziej możliwe. 

Czasami chamowi lepiej odpuścić. Mniej boli i mniej poszarpanych niepotrzebnie nerwów zostaje na inne okazje. 


Myśląc o rowerzystach i kierowcach od razu nasuwa nam się pewna myśl. Zarówno będąc kierowcą samochodu jak i kierowcą roweru nie podoba nam się u innych kierowców ich zachowanie. Mamy wrażenie, że sporo z nich traktuje jazdę jak wyścig. Może nie chodzi o chęć rywalizacji bowiem każde auto jest szybsze od każdego rowerzysty na rowerze, a raczej konieczność pośpiechu i wymuszanie go na innych kierowcach, a przy tym nieodpowiednie zachowanie zarówno względem innych kierowców samochodów oraz kierowców rowerów. Nawiasem mówiąc w mieście na przykład i tak wyścig ten kończy się co kilkaset metrów światłami. Jest zatem zupełnie bezzasadny. Czasem zastanawiamy się, czy warto wyprzedzić, a gdy już to zrobimy, a mamy się zatrzymać przed światłami, i wyprzedzany nas wówczas dogoni (swoim tempem) to czujemy się niezręcznie. Głupio nam ponieważ to, czy go wyprzedzę, czy nie, nie ma znaczenia. Różnica sięga długości pojazdu.

Rowerzyści powinni bardziej zwracać uwagę na to czy jadąc rowerem na pewno jesteśmy widoczni. Myśląc na pewno nie ustawiamy tak światełka z przodu by halogen led ultra mocny dawał kierowcom po oczach bo efekt bezpieczeństwa może być odwrotny od zamierzonego.

Czasami rowerzyści wjeżdżają na jezdnię znienacka co jest jak wiemy bardzo niebezpieczne nie tyle dla kierowców aut co dla rowerzysty. Kierowcę auta często chronią poduszki powietrzne, blachy, szyby, całe auto, rowerzystę natomiast przeważnie … nic.

Wydaje mi się, że niektórzy kierowcy nie widzą w rowerzystach równoprawnych uczestników ruchu albo w ogóle uczestników ruchu. Tak jak i w pieszych. Rowerzyści powinni przecież jeździć chodnikiem a nie jezdnią zarezerwowaną dla pojazdów silnikowych...  A przecież uczestnikiem może być osoba pchająca wózek, ciągnąca rikszę, kolumna wojska maszerująca czwórkami. To podejście kierowców do rowerzystów może z kolei wynikać z niewłaściwego zachowania rowerzystów i braku właściwego oznakowania roweru (bez świateł, bez odblasków). To z kolei wynika z niedojrzałości cyklisty.

Kierowcy nierzadko zajeżdżają drogę, czasami trąbią sfrustrowani. Użycie klaksonu może spowodować, że rowerzysta się obejrzy do tyłu. To jest niekorzystne, ponieważ wówczas rower zmienia kierunek jazdy w sposób niezamierzony przez rowerzystę. Skręca w tą stronę, w którą się rowerzysta obejrzał.

Wydaje mi się, że kierowcy nie znają sygnałów nadawanych przez rowerzystów. Nie wiedza jakie mają obowiązki i prawa. Tego się niestety nie uczy zbytnio na kursie na kategorię B bo przecież nie na rower chcemy zdawać a na auto. Żeby być dobrym kierowcą samochodu, powinno się mieć również świadomość jak się jeździ poprawnie jednośladem i trzeba też być dobrym pieszym (w rozumieniu przepisów drogowych). Dobrze mieć przy tym jakąś praktykę, tzn. trochę pojeździć rowerem po ulicy. To powinno wyrobić umiejętność spojrzenia na rowerzystę z tej drugiej strony.

A jak „on”(czyli rowerzysta) sobie poradzi gdy ja (kierowca) wykonam taki manewr?

I jeszcze jedna praktyka, która może się kiedyś przydać. Są takie miejsca z ograniczoną widocznością (łuk i zarośla, wyjazd z garażu podziemnego, wjazd na wzniesienie ze zwężeniem drogi do jednego pasa), gdzie można by używać przed wjazdem na nie krótkiego sygnału dźwiękowego.

Rowerzysta na skrzyżowaniu równorzędnym ma dokładnie takie sama prawa jak kierowcy znajdujący się na tym skrzyżowaniu. Jeżeli dojeżdżamy do skrzyżowania równorzędnego, a rowerzystę mamy po swojej prawej stronie to musimy mu ustąpić pierwszeństwa. Największym błędem natomiast wśród rowerzystów jest nie ustępowanie pierwszeństwa na krzyżówkach. Rowerzyści myślą, że skoro poruszają się rowerem to "wślizgując" się na drogę z pierwszeństwem na pewno się zmieszczą obok samochodu... niestety nie zawsze się to sprawdza, czasem dochodzi do kolizji, w której bardziej albo jedyną osobą jaka ucierpiała w wyniku zdarzenia to rowerzysta, którego chroni tylko kask, który nie zapewnia bezwzględnego bezpieczeństwa.

śluza dla rowerów - część jezdni na wlocie skrzyżowania na całej szerokości jezdni lub wybranego pasa ruchu przeznaczona do zatrzymania rowerów w celu zmiany kierunku jazdy lub ustąpienia pierwszeństwa, oznaczona odpowiednimi znakami drogowymi

przejazd dla rowerzystów – powierzchnia jezdni lub torowiska przeznaczona do przejeżdżania przez rowerzystów, oznaczoną odpowiednimi znakami drogowymi. Przejazd rowerowy stosowany jest w miejscach gdzie droga rowerowa lub pas rowerowy przecina poprzeczną jezdnię.

W odróżnieniu od przejazdu dla rowerów, rowerzysta nie ma prawa przejeżdżać przez przejście dla pieszych, a jeżeli chce się znaleźć na drugiej stronie jezdni, musi zejść z roweru i przechodzić przez przejście prowadząc obok rower. Nie dodajemy jednak "gazu", gdy widzimy rowerzystę przejeżdżającego po przejściu dla pieszych, ale w razie jak rowerzysta nam nagle wkroczy na pasy i już dojdzie do kolizji to warto wiedzieć kto zawinił. 

Często jest tak, że kierowcy wyprzedzając rowerzystę nie zachowują odpowiedniego odstępu. Czasem zbyt duża prędkość auta i bliska odległość przy wyprzedzaniu auta, które jedzie za blisko rowerzysty może być przyczyną poważnego wypadku. Przypominam po raz kolejny, że według przepisów minimalny odstęp to 1m (zgodnie z Art. 24 Ustawy Prawo o ruchu drogowym w razie wyprzedzania roweru, wózka rowerowego, motoroweru, motocykla lub kolumny pieszych odstęp ten nie może być mniejszy niż 1 m)

Uważam, że ten 1m to i tak mało biorąc pod uwagę, że auto porusza się z dużo większą prędkością niż rowerzysta. Jeżeli spieszy nam się, jak zawsze zresztą, a z przeciwka jadą samochody, przed nami ten "powolny" rowerzysta to nie starajmy się go za wszelką cenę wyprzedzić. Poczekajmy, aż zrobi się wystarczająco dużo wolnego miejsca by wykonać ten manewr bezpiecznie.

Ciekawostką jest, że gdy auta stojąc jedno za drugim tworząc korek lub jadą powoli to zgodnie z art 24. pkt 12 Ustawy Prawo o ruchu drogowym rowerzysta (kierujący rowerem) może wyprzedzać inne niż rower powoli jadące pojazdy z ich prawej strony.

Na koniec, dodatkowo jeszcze kilka bardzo ważnych paragrafów z Ustawy Prawo o ruchu drogowym, które mają wiele wspólnego z jednośladami, a dokładniej z rowerzystami. Warto się z nimi zapoznać, a jeszcze lepiej byłoby je zapamiętać, by wiedzieć jakie mamy prawa, a jak wiadomo "nieznajomość prawa szkodzi".

Czy pieszy może korzystać z drogi dla rowerów ?


Art. 11 pkt 4. Korzystanie przez pieszego z drogi dla rowerów jest dozwolone tylko w razie braku chodnika lub pobocza albo niemożności korzystania z nich. Pieszy, z wyjątkiem osoby niepełnosprawnej, korzystając z tej drogi, jest obowiązany ustąpić miejsca rowerowi.

Art. 16 pkt 7.48) Na skrzyżowaniu i bezpośrednio przed nim kierujący rowerem, motorowerem lub motocyklem może poruszać się środkiem pasa ruchu, jeśli pas ten umożliwia opuszczenie skrzyżowania w więcej niż jednym kierunku, z zastrzeżeniem art. 33 ust. 1.

Czy rowerzysta ma pierwszeństwo na przejeździe ?


Art. 27. 1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe.

Art. 33. 1.70) Kierujący rowerem jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów, jeśli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się porusza lub zamierza skręcić. Kierujący rowerem, korzystając z drogi dla rowerów i pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.
2. Dziecko w wieku do 7 lat może być przewożone na rowerze, pod warunkiem że jest ono umieszczone na dodatkowym siodełku zapewniającym bezpieczną jazdę.

Czego nie wolno rowerzyście ?

3. Kierującemu rowerem lub motorowerem zabrania się:
1)72) jazdy po jezdni obok innego uczestnika ruchu, z zastrzeżeniem ust. 3a;
2) jazdy bez trzymania co najmniej jednej ręki na kierownicy oraz nóg na pedałach lub podnóżkach;
3) czepiania się pojazdów.

Czy rowerzysta może jechać chodnikiem ?

5.75) Korzystanie z chodnika lub drogi dla pieszych przez kierującego rowerem jest dozwolone wyjątkowo, gdy:
1) opiekuje się on osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem;
2) szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla rowerów;
3) warunki pogodowe zagrażają bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni (śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła), z zastrzeżeniem ust. 6.
6. Kierujący rowerem, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.

Często jedziemy w tym samym kierunku, tą samą drogą - dzielmy się nią kulturalnie! - podpisano... kierowca samochodu, motocykla, roweru i w końcu też pieszy - ja,autor, Albin Sieczkowski.




AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Kolejny, co nie ma pojęcia, ale napisze sobie artykuł. Czytanie jest stratą czasu i psuciem sobie nerwów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co niby źle napisał?

      Usuń
  2. art 24. pkt 12 Ustawy Prawo o ruchu drogowym - jeden z bardziej niebezpiecznych przepisów. Wyprzedzamy rowerzystę w odległości minimum 1 m. rowerzysta może wyprzedzać cię na żyletę. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ustąpić należy rowerzyście zanjdującemu się na przejściu. Ale podobnie jak w przypadku pieszych jest coś takiego jak wtargnięcie na jezdnie. Jeśli kierowca jadący przepisowo będzie zmuszony do gwałtownego hamowania z powodu wejścia pieszego na pasy to samo tyczy się rowerzystów jest to wtargnięcie na jezdnię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety takich nieogarniętych rowerzystów jest cała masa. Najbardziej "uwielbiam" kamikadze czyli słuchawki w uszach, okulary, i jednoczesne pisanie bądź rozmawianie przez telefon... Ci są najlepsi, na nic nie zwracają uwagi, a odezwij się do takiego.. To jeszcze ma wielki problem że mu zwracasz uwagę. Szczerze mówiąc wcale mi ich nie szkoda, bez sensu tylko że poprawni rowerzyści również obrywają przez takie jednostki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wg mnie powinni zdjąć te pierwszeństwa. Zastanawia mnie kto to wymyślił, jakby nie patrzeć auto jest masywniejsze niż jakiś rower... Sądzę że wyszłoby to o wiele lepiej. W końcu to rowerzyści musieliby zwracać uwagę na auta a nie po prostu czuć się bezkarnymi i w niektórych przypadkach niezniszczalnymi. Wina przeważnie leżałaby po ich stronie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytał bym całe, ale nieodparte uczucie żenady mi nie pozwala. Lepiej idę na rower...

    OdpowiedzUsuń
  7. "jakiś", "rowerzystą" i wszechobecne ubliżanie kierującym to z Pana czyni gamonia, drogi autorze. Na własne życzenie obniża Pan poziom merytoryczny i własną wiarygodność jako autora.

    Parę dni temu miałem taką sytuację, że dojeżdżając do przejazdu rowerowego, mocno zwolniłem i dokładnie upewniłem się, że nie nadjeżdża rowerzysta, rozglądając się i wychylając w obie strony po czym i tak zajechałem drogę rowerzyście który zapierniczał zza zakrętu. Mój pasażer patrzył cały czas w tamtą stronę i też twierdzi, że zobaczył go dopiero gdy wjechaliśmy na przejazd. Na szczęście rowerzysta zahamował i nie stało się nieszczęście a ja przeprosiłem - ale sytuacja dała mi do myślenia. Także jestem już uczulony na takie wypociny z nazywaniem kierowców gamoniami, debilami i wiecznym twierdzeniem, że sprawa jest prosta i oczywista - kierujący winny bo się nie upewnił. Czasem kierujący może się wielokrotnie upewniać i stać w miejscu blokując ruch a jak trafi na rowerzystę bez mózgu, nie próbującego nawet zwolnić przed przejazdem (tylko po to żeby dać się zauważyć pomiędzy spojrzeniem a lewo a spojrzeniem w prawo przez kierującego - rowerzysta może nadjechać z dowolnej strony), to i tak stoi w przegranej prawnie sytuacji bo "rowerzyście wolno" a kierowca "ma obowiązek" i "sprawa jest oczywista".

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty