Test, recenzja, relacja, fotorelacja, opowiadanie, videorelacja tylko i wyłącznie o Infiniti Q50 S Hybryda 4x4

Przez ostatnie parę dni nie zaglądałem na bloga zbyt często, ale to nie znaczy, że były to dni leniwe. Wręcz przeciwnie, cały czas ciężko pracowałem nad tym wpisem. Całymi dniami testowałem potwora ze zdjęcia powyżej. Noce były nieprzespane, ciągle myślałem, gdzie pojechać następnego dnia, gdzie zrobić zdjęcie, jak ustawić statyw, czy się uśmiechać czy być poważnym. Wszystko po to byście mieli najciekawszą z najciekawszych relacji Infiniti Q50S Hybrid AWD. Czy mi się to udało? Czy was zaciekawiłem? Trochę na pewno tak, bo już wasza myszka sunie po ekranie na przycisk czytaj dalej. Czy warto w niego wejść? Odpowiedzi zawierające oczywiście szczerą krytykę zostawcie w komentarzu.

Przygoda jak już wiecie obserwując fejsa zaczęła się w Warszawie z samego ranka dnia 5 września. Tak się nie mogłem doczekać spotkania z Q50tką, że do Wawy wybrałem się już dzień wcześniej. Gdzieś tam pokimałem z otwartym jednym okiem, a wszystko po to by jak najwcześniej odebrać auto do testu. Po kilkuminutowym przeszkoleniu na parkingu, obrałem kierunek na Kielce. Z kilometra na kilometr auto coraz bardziej zaczęło mi się podobać. Jestem w stosunku do samochodów wybredny i zawsze pełen krytyki, ale tu nie mogłem znaleźć za chiny niczego co by mi w tym autku nie pasowało.


Krótko o danych technicznych. Wiem, że taka paplanina w kółko odnośnie cylindrów, tłoków, łańcuchów, pasków i innych rzeczy nie każdemu jest potrzebna. Ważne by wiedzieć, że auto to Infiniti Q50S Hybryda o pojemności 3.5 litra.


Ważne by wiedzieć, że silnik benzynowy posiada 302 konie plus na pokładzie jest jeszcze kilkadziesiąt mocno naelektryzowanych, a całe stado liczy 364 sztuki.


Gdy strzelimy z bata, stadko potrafi rozbujać auto do stówy w 5.4 sekundy. Kucyki wcale się nie obijają. Koniki piją jak wiadomo w zależności od pragnienia, ale o zmęczeniu mowy być nie może. Przy delikatnym spacerku spalanie kształtuje się na poziomie 7-7.5 litra na 100 przelatanych kilosów. Przy normalnej, codziennej jeździe bez ociągania i bycia zawalidrogą przydział na benzynę wynosi 9-10 litrów również na dystansie 100 kilometrów.


Początkowo ten kolor wydawał mi się taki jakiś nijaki.Teraz, gdy przeglądam zdjęcia to wiem, że pierwsze wrażenie w przypadku tego lakieru było mylące, a nawet napiszę inaczej.


Do tych pięknych ciemnoszarych dziewiętnastek tylko ten kolor albo ewentualnie czerwony. Chyba, że ktoś chce naprawdę jeździć autem, które będzie wyglądać jak zwyklak i nie będzie rzucać się w oczy - niech bierze czarny. Oczywiście wszystko rzecz gustu, nie mniej jednak po zbadaniu kilku opinii zdecydowanie te słowa znalazły najwięcej zwolenników wśród wszystkich ankiet.


Nawet zwykły znaczek, po prostu Hybrid to błachy na blasze detal, ale jednak cieszy oko.


Już drugiego dnia wyprowadziłem Q50 na spacer do lasu. Myślę sobie fajny teren, zieleni jeszcze trochę jest więc popstrykam parę fotek, nakręcę jakiś film i wrócę do domu pochwalić się żonie czego to jej mąż nie wymyślił. Przyjeżdżam do domu, biegnę do żony daję jej szmartfona i czekam. Minuta. Dwie. Trzy. Cztery. Po kilku minutowej ciszy widzę jak podnośni w moim kierunku wzrok i mówi ,,takie sobie".
,,O cholerka, to mnie pocieszyłaś" - rzekłem cichutkim, stłumionym i mega wyciszonym głosem jak wnętrze tego Q50. 


Śmiejecie się, ale poważnie, ja się załamałem. W lesie przecież byłem, fotki mam, tu ładnie felgę widać,


tu tyłek też ładnie wyszedł - cała robota na marne.


Wiem, pojadę do galerii - tam dużo ludzi, zawsze ktoś coś podpowie. Ale tyłek zbity, nikt nic nie chciał powiedzieć tylko wszyscy się patrzyli i patrzyli, podziwiali jakby im się system zawiesił.


Infi na szczęście ma taki system, że działa kiedy chcemy i jak chcemy. Zanim zdążymy wydać polecenie on już je wykona bez żadnego ale.


Jeżdżę po mieście, auto zachowuje się jakby wszędzie miało pierwszeństwo. Normalnie widzisz same znaki ,,masz pierwszeństwo". 


Tu przystanę na parkingu, strzelę fotkę.


Ruszam dalej by za kilkaset metrów powtórzyć zabieg. 


Latam po tym mieście, kokpit mam jak w samolocie. Wszystko łącznie z najmniejszymi szczegółami dopracowane do perfekcji - czuć zapach luksusu w powietrzu.


Fotele wygodne, pełna elektryka. Krążę po mieście i krążę, a drugiego takie samego sputnika spotkać nie mogę. Nagle przyszedł pomysł do głowy by może tak nad wodę się wybrać, poopalać lakier.


Znalazłem miejscówkę na fotki, że cicho sza, dwóch rybaków, trochę więcej wędek i spokój.



Bez pośpiechu cykam następne foty. Po wszystkim kolejnym celem jest miasto.


Nawigację mam to docieram szybko i bez problemów. Fajna sprawa z tym, że dzieli się ona na dwie części w momencie, gdy dojeżdżamy do zakrętu. Z lewej zawsze zakręt z bliska, z prawej trasa w oddali. Niby taka sobie błahostka jak to, że oba ekrany współpracują ze sobą, a ułatwia życie i przyjemniej się prowadzi.


W mieście też auto nie robi żadnych problemów pomimo swoich 480cm długości. 


Jest tak naszpikowane kamerami jak big brader w pierwszej edycji. Świetna sprawa dla naszych zderzaków jest taka, że gdy zbliżamy się do przeszkody to auto samo się zatrzyma... trochę wcześniej by oszczędzić wizyty w serwisie lub u kolegi mechanika, szpeca od wszystkiego w stodoła garage.


Ten system to tzw. tarcza bezpieczeństwa, którą dokładniej omawiam w filmiku na dole tego wpisu. Wystarczy, że zmarnujecie kilkanaście minut życia na jego obejrzenie, a na zawsze zostanie wam w pamięci i niejednokrotnie przyśni się w nocy.


Wróćmy do żony. Płeć piękna nadal grymasi, nadal czegoś tutaj nie ma. Nagle słyszę książę, bierz rumaka i gnaj na zamek.




No przecież jak widać długo się nie zastanawiałem. Odpaliłem tęże kobzę i ruszyłem co sił w nodze na zamek. Wszak był to automat więc jedna noga cały czas odpoczywała. No może poza hamulcem ręcznym, bo ten był właśnie przy lewej nodze. Takie śmieszne coś, a jak wciśniesz nogą to ci auto nie spadnie ze wzgórza.



Wróciłem do żony, zadowolony. Ona też taka była, zwłaszcza jak jej powiedziałem, że mam dwa zdjęcia na których przebłysk słońca zamiast żółtych kółek, zostawił piękne czerwone serca. Wstaw, będzie dobrze. - co zresztą jak widzicie uczyniłem.


W aucie są ciekawe zegary. W nocy świecą jak na obrazku, a za dnia taki jasny fiolet. Japończycy chyba lubią te kolorki bo w hondach są podobne. Acha, mnie też się spodobały ;)


Pisałem już o wnętrzu, że bardzo ładne i w ogóle. Napiszę jednak jeszcze raz, bo jak widać na załączonym obrazku wszystko jest tip top. Nie ma, że coś tam nie pasuje do siebie, że coś tam odstaje. Zawsze w autach i we wszystkim co z plastiku czy innego tworzywa sztucznego wkurza jak coś trzeszczy, a my nie możemy tego nagiąć jak blachy by sprostować, bo to plastik, którzy przecież by mógł pęknąć. W Q50 obaw i frustracji z tego powodu nie było.


Autko naprawdę bardzo fajne. No bo jak furka za ćwierć miliona złotych może nie być fajna. Są też tańsze Q50tki - diesela będziemy mieć za prawie sto tysi mniej, a i przy okazji bagażnik będzie miał o 100 litrów większy. No dobra, są drogie auta, a nawet droższe od tego Infi, które są brzydkie, ale o tym może innym razem.


Nigdy wcześniej w swoim aucie szyberdachu nie miałem, a przez te kilka dni zrozumiałem, że chyba wypożyczę bosza i sobie zrobię co najmniej dwa.


Fajne jest to, że tu gdzie inne auta, stojąc w korku żrą na jedynce benzynę jakby stacji kilka miesięcy nie widziały Q50tka eS czeka cichutko, przesuwając się powoli i słychać tylko szum spod kół, które śmigają po asfalcie oszczędzając nasze pieniądze, a my w dumie, że mamy duży zapas mocy, czekamy na właściwy moment by zaatakować lewy pas. Hmm, ale ktoś, kto kupuje takie auto o cenie paliwa dowiaduje się dopiero przy kasie... ale i tak nie zwraca na to uwagi.


Na koniec rzućmy okiem na tylną kanapę. Posiedziałbym dłużej, ale najpierw moje cyferki muszą się zgadzać z tymi, które wylosuje komputer przy najbliższej kumulacji. Niewątpliwie Infiniti to auto, które wyróżnia się na drodze i przeznaczone jest dla osób, którzy lubią mieć coś co nie jest zaparkowane kilka miejsc dalej.


Na koniec ten super filmik - tyle ;)







AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Niezła ta klacz - Idę dalej pracować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. oceniam na 9/10.... jak chcesz być pro i mieć max to zainwestuj w porządny mikrofon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę... usunie to szumy a Ty nie będziesz musiał tak krzyczeć :D

      Usuń
  3. Widać, że amatorszczyzna ale czy to źle?? Nie koniecznie bo widz (przynajmniej ja) odbieram to jako rzetelną a nie wymuszoną przez salon opinię. Ogólnie dobrze, że robisz coś co sprawia Ci satysfakcję i nie przynosi efektu "kabana z Żuromina" który szybko usunął swoje filmy, a jak wiadomo co trafi do sieci tego się już nie usunie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę podobnie. Widać że chłopak robi to co lubi i nie zanudza tabelkami tylko ma ciekawy sposób. Tabelki to na oficjalnej stronie są i mnie zbytnio nie interesują. Fajnie że nie zrobiłeś tego w jednym miejscu tak na odwal sie jak to robia dzoennikarze- podjadą na parking pogadają pogadają i nara a tu... myślałem że film trwał 2 minuty a nie ponad 10;)

      Usuń
  4. Jeździłbym mimo, że bananowe Infinity ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcia super, filmik jeszcze lepszy...tylko faktycznie ten dźwięk jest słaby;/ ale widać, że się nie obijałeś ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Marzenie niejednego szarego człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że blog rozwija się dalej:) Powodzenia !

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty