Nadciąga parkingowa wojna, czyli grudzień i styczeń jako okres podczas którego dochodzi do wielu starć na polu bitewnym, które zwiemy sklepowy, bezpłatny parking

Grudzień kojarzy się dla większości społeczeństwa z Mikołajem, prezentami, choinką, bożym narodzeniem, sylwestrem - po prostu miłą, przyjazną, rodzinną atmosferą. Wszystko było by fajnie, gdyby nie fakt, że kilka dni przed lub po świątecznej atmosferze (czyt. gorączce) rok rocznie bierzemy udział w wielu bitwach... i to o jedno miejsce parkingowe.

Odrywamy z kalendarza ostatnie kartki roku. Za oknem zimno, czasem pada śnieg, a czasem tak wieje, że zimne powietrze przeszywa nas tak, że czujemy się jak sito, a co najmniej jakiś filtr spalinowy. Na samą myśl o świątecznych porządkach odechciewa nam się wracać po pracy do domu. Wolnymi kroczkami zbliża się weekend, a my już wiemy, że w tym roku będzie gorzej, ciężej, trudniej o to jedno, wymarzone miejsce parkingowe w ulubionej galerii handlowej. Co z tego, że sklepów jest więcej, rosną jak grzyby po deszczu, parkingi są coraz większe. My wiemy, że aut na parkingu będzie jak kropel deszczu lub płatków śniegu - całe mnóstwo. W tym roku każdy będzie chciał zaskoczyć pozostałych parkingowych wojaków i ma na to chytry plan - wyjść z pracy wcześniej i od razu ruszyć szturmem na galerię handlową. Problem w tym, że w tym roku pomyśli tak pewnie połowa miasta i efekt mistrzowskiego planu weźmie szlag. Niektórzy w tych dniach mają większe szczęście - mają wolne i mogą przyjechać rano, kiedy na parkingu wieje jeszcze sandałem, ale właśnie - tylko niektórzy. 

My jednak jesteśmy statystycznymi Polakami, więc by wjechać na sklepowy parking, musimy odczekać kilkanaście zmian świateł na ostatnim skrzyżowaniu zanim zaczniemy zjeżdżać z ulicy na parking.


Jeździmy, krążymy, jednym słowem POP (powolny objazd parkingu), aż tu nagle dostrzegamy światła w oddali - jest! udało się! ktoś wyjeżdża... a nie, to kierowca, który wjechał przed chwilą i wciąż ma wciśnięty hamulec. Zaraz jak tylko zaczyna wychodzić nadzieja na bajeranckie miejsce przy samym wejściu poszła w niepamięć.

Zasmuceni swoje poszukiwania rozpoczynamy na nowo, a zegar wciąż tyka, coraz bliżej, coraz mniej czasu do zamknięcia sklepu, a lista zakupów taaaaaka dłuuuuuga.

Kierowcy, którzy długo szukają swojego wolnego miejsca parkingowego zaczynają robić się powolutku, albo co ja piszę - z każdą sekundą ich kłębek nerwów się powiększa. Nieraz jest już taki duży, że gdy tylko dostrzegą jakiś skrawek, gdzie mogliby się przytulić swoimi 4 kołami dociskają ostro gazu, byle by tylko ktoś ich nie uprzedził. Zapominają przy tak dynamicznej jeździe, że na parkingu są nie tylko auta, które stoją, ale również te, które zaraz mogą opuszczać swoje miejsce parkingowe. Ba, na parkingu są ludzie, a nawet dzieci, które lada moment mogą wyskoczyć zza jakiegoś samochodu. Opowiadanie o tym jak ktoś potrącił dziecko na zatłoczonym parkingu przy wigilijnej kolacji nie poprawi humoru pozostałym domownikom, a atmosfera obróci się przynajmniej o 180 stopni. Pamiętajmy więc o tym by zdjąć nieco nogę z gazu, zwłaszcza w okolicach tych większych aut, Suvów czy innych terenówek i busów, które utrudniają widoczność zakręconych, zamyślonych pieszych, którzy lubią od czasu do czasu wózkiem wyskoczyć znienacka ze świątecznymi zakupami.

Niby wszyscy mają wspólny cel - zrobić świąteczne zakupy. Nierzadko jednak słyszę w tych dniach klaksony, a mimika kierowców wyraźnie wskazuje, że nie darzą oni sympatią pozostałych uczestników ruchu. Napisałbym, że rzucają mięsem jak rybak karpiem na wigilii, ale to by było za słodko. Niby przyjechali do sklepu bo są w świątecznych nastrojach a rzucają po sobie nawet nie mięsem czy błotem, a wręcz gnojem.

Robimy już kolejną, powolną rundkę po parkingu i nagle dostrzegamy, że z drugiej strony właśnie odjechały dwa auta stojące obok siebie. Objeżdżamy rząd z drugiej strony i dostrzegamy jak już ktoś tam zaparkował, ale co tam w końcu to były dwa miejsca. Dojeżdżamy, a tam na miejscu okazuje się, że kierowca swoim niewielkim autkiem zaparkował na dwóch miejscach. Po wciśnięciu klaksonu kierowca maluszka pokiwał głową jakby nie wiedział co od niego możemy chcieć, bo przecież nic złego nie zrobił. Zdziwiony obrócił się na pięcie i ruszył w stronę wejścia, a my spoglądając na miejsce oczami kota ze Szreka zaczynamy się toczyć dalej. Wstydem nie jest źle zaparkować i się poprawić! Wstydem jest źle zaparkować, zostawić i iść sobie mając wszystkich w głębokim poważaniu!


Uff to już koniec, udało się! Po zaparkowaniu spoglądamy na zapełniony parking, a inni kierowcy na nas. My jednak z dumą i podniesionym czołem po zwycięskiej walce udajemy się do sklepu, gdzie będzie kolejny wyścig...

W okresie parkingowej wojny szczególnie zwracajcie uwagę na to jak parkujecie! Liczy się każda przestrzeń, więc nie myślcie tylko o sobie. Nie parkujcie na miejscach dla osób niepełnosprawnych jeżeli nie macie takich uprawnień. Wysiadając nie obijajcie drzwiami sąsiedniego auta. Jeżeli ktoś ma wrzucony wsteczny z kierunkowskazem to nie znaczy, że kierowca się pomylił - on chce wjechać na dane miejsce tyłem, a my kulturalni powinniśmy poświęcić mu kilka sekund uwagi. Zawsze odkładajcie wózki na swoje miejsca, bo przy takim oblężeniu parkingu o rysę na obcym aucie, zrobioną za pomocą nieodprowadzonego wózka (czyt. lenistwa) nie jest trudno. Czytając bloga doskonale powinniście już znać savoir vivre na drodze, a zwłaszcza na parkingu.


AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Samo życie - Ci którzy zarzekają się że są dobrymi ludźmi, podczas tej ,,wojny" zawsze walczą najostrzej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic dodać nic ująć ;)

      Usuń
  2. Jest jeszcze jedna opcja- należy zastanowić się czy nie lepiej zostawić auta na ciut dalszym parkingu lub nawet w domu. Czas spędzony w autobusie zrówna się z tym jaki byśmy spędzili szukając miejsca parkingowego a jeśli kupujemy tylko pietruszkę i bombki to spokojnie udźwigniemy taki ciężar. Zaoszczędzimy sobie nerwów a innym jedno miejsce parkongowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam po prostu szukać miejsca na końcu parkingu i przejść sie minutę do wejścia zamiast czekać w aucie 20min lub 30 aż się miejsce pod drzwiami zwolni...

      Usuń
    2. Jest jeszcze inny sposób: wstać w sobotę trochę wcześniej i na duże zakupy pojechać o 9-10, wtedy gdy sklepy dopiero się otwierają. A drobne zakupy po pracy (w godzinach szczytu i oblężenia marketów) można też załatwić rowerem. Da się, ja jeżdże cały rok, z resztą nawet w dużo zimniejszej Finlandii jest mnóstwo zimowych rowerzystów. Na pewno szybciej niż autobusem, omija się korki, nie trzeba stać na przystanku, a w galerii podjeżdża się pod samo wejście ;)

      Usuń
    3. Zgadza się Waldek... ruch to zdrowie;)

      Usuń
    4. Ja swojego vigry 3 nawet na 7 łańcuchach pod parkingiem przy bazarze bym nie zostawił ;)

      Usuń
  3. Choć świąteczny szał w sklepach dopiero się zaczyna, wczoraj facet po chamsku wpakował się na miejsce na którym chciałam zaparkować. Zobaczyłam wyjeżdżające auto, więc ustawiłam się ładnie po prawej stronie aby go wypuścić, wrzuciłam już kierunkowskaz, że chcę tam wjechać. Auto wyjechało, a na to miejsce wtarabanił się jakiś burak, bo on był na przeciwnym pasie, więc miał bliżej. Chamstwa nie sieją... Ja w okresie typowo przedświątecznym unikam wielkich galerii i centrów handlowych. Jeden jedyny raz pojechałam do sklepu w Wigilię. Z zaparkowaniem nie było problemu, bo byłam z samego rana. Za to wyjeżdżałam z parkingu przez niemal 1,5 godziny! Nigdy więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jesteś kobietą... facet by mu zwrócił uwagę lub zrobił wpierdziel ;)

      Usuń
  4. Chamstwo i stłuczki na parkingach to norma. Nawet dzisiaj widziałem jak do jednej podjechali tacy goście z niebieskimi błyskotkami na dachu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. błyskotki hehhe dobre - bardziej do cyganów słowo pasuje ale okej :D

      Usuń
  5. Dziś będzie gorąco:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekaw jestem jak często okoliczni mieszkańcy robią sobie z parkingów domów handlowych darmowy garaż. Przyznam, że czasem jak mi przymarzło to co nie trzeba w aucie to jechałem na dłuższe zakupy do galerii, ale nigdy nie zostawiałem auta na noc.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba nie do końca wolno tak zrobić jak mówisz. Na każdym większym parkingu jest taka instytucja jak cieć, który zawiadamia kogo trzeba o takich problemach. Jeśli chodzi o te parkingi przy metrze to są godziny, w których nie jest czynny i z tego co wiem są za to wysokie kary. Pewnie przy galeriach jest podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. eh dzisiaj zauwazyłem mega przetarcie na przednim prawym błotniku , chciałbym napisac ze gratuluje wieśniakom którzy jezdza do miasta od "swieta" i mysla ze sa zajefajnymi kierowcami a parkowac nie umieją .!to jest zazdrosc ze mamy lepsze auta?boli cie to ? gdybys chodzil do szkoly a nie na maliny do sąsiada to bys wiedzial co to dobrobyt! wieśniaku ! parking w miescie to nie wasze pole u nas w miescie liczy sie kazdy cm kazdy mm ale ty tego nie pojmiesz jestes tak inteligentny jak para skarpetek , nie życzymy sobie zebyscie wpychali sie autami ze słomą w nasze strony, zero kultury zero rozumu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem ze wsi i mam dwuletniego już passata (kupiony w salonie POLSKIM) i ostatnio buc z miasta mi zarysował;/ całe szczęście, że akurat jechał z wózkiem zakupowym do auta i to widziałem;/

      Usuń
  9. "Wstydem nie jest źle zaparkować i się poprawić! Wstydem jest źle zaparkować, zostawić i iść sobie mając wszystkich w głębokim poważaniu!"


    Amen - szkoda, że kierowcy wolą śmiać się, najczęściej z kobiet, które poprawiają swoje parkowanie, a sami parkują jak ... eh, parkują źle i bardzo niespołecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty