Syndrom sztywnej szyi

Znacie to? Stoimy w korku, dwa, nawet trzy pasy ruchu w tym samym kierunku. Aut na drodze full, a my wiemy, że musimy skręcić za 300 metrów, musimy zmienić pas co jak się okazuje jest sporym wyzwaniem.

Zazwyczaj taka sytuacja występuje na drodze w godzinach szczytu, czyli rano w okolicach 8, w południe oraz okolice 16.00, kiedy to najwięcej ludzi kończy pracę. Wszystkim się wszędzie spieszy, wszyscy w stresie, że się spóźnią, bo jak zwykle zaspali, za późno wyjechali lub po prostu chcą być w domu wcześniej. Problem i to niejeden w tym, że wszyscy wokół nas chcą tego samego.

Historia ma zakończenie pozytywne, kiedy to stoimy na odpowiednim pasie ruchu i zmieniać go nie musimy. Jedyne co w tej dobrej sytuacji musimy zrobić to po prostu odczekać swoje.

Prawdziwy horror zaczyna się wtedy, gdy stoimy na nieodpowiednim pasie, bo akurat wjechaliśmy w korek z bocznej uliczki i boczną uliczką musimy również wyjechać trochę dalej, tyle, że wcześniej musimy zmienić pas. Co robimy? Włączamy kierunkowskaz i czekamy łaskawie na litościwego kierowcę, który pozwoli nam przed siebie wjechać. Od tego momentu stajemy się niewidzialni dla pozostałych uczestników ruchu tak jak niewidzialny był Rambo dla wszystkich kul we wszystkich częściach - nikt nas nie widzi, a jednak jesteśmy. Czasem można by się zastanawiać, że nikt nie patrzy w naszym kierunku, bo może nasze auto jest brudne, ohydne, ale to na pewno nie jest to. Owszem, czasem się zdarzy, że ktoś przypadkowo kątem oka zerknie w naszym kierunku. Jeżeli tylko wyczaimy taki moment, od razu błagamy naszym wzrokiem o pozwolenie wjazdu na sąsiedni pas. Nierzadko dodajemy do tego jeszcze gestykulację jasno obrazując, że na nowym pasie ruchu nie pozostaniemy długo i zaraz uciekniemy gdzieś tam w boczną uliczkę - czasem to pomaga, czasem się udaje i stres odchodzi szybciej niż nasze auto potrafi się rozpędzić.

Happy endu na pewno nie ma jeżeli niewidzialni jesteśmy przez dłuższą chwilę. Za nami robi się korek, słychać klaksony i mięso lecące w naszym kierunku. Wszak stoimy na pasie, który zaraz skręca, lecz niestety nie tam gdzie my chcemy. Patrzymy litościwie na kierowców obok, ale nikt nas spojrzeniem nie odwzajemnia, a zatrąbić nie wypada. Auta na pasie, na który chcemy się dostać ruszyły, ale niestety próżno nam szukać igły w stogu aut. Odstępy takie, że ulotka się nie zmieści, a co dopiero gazeta czy nasze duże auto. No nic, podjeżdża obok nas kolejne, inne autko. Wpatrujemy się w kierowcę jak kat na swą ofiarę, szarpiemy kierownicę jak Reksio szynkę, ale efektów brak. Nasz kierowca, który miał być zbawicielem tak bardzo jest zapatrzony w zderzak auta stojącego przed nim, że tylko brak benzyny w jego aucie zmienił by jego stan osłupienia. Wszyscy nas biorą za cwaniaka, no bo jak to - spieszy mi się, a ten niewidzialny chce mi się tu wbić?! O nie! Polaki cebulaki nie jeżdżą na suwaki, a wpuścić to ja mogę powietrze przez otwarte okno. Niech następny Cię wpuści - mi się spieszy! - pomyślało kilkunastu. Sztywna szyja za kierownicą jak sami nie raz mogliście się pewnie przekonać jest uzależniona od stanu umysłu danego kierowcy, od jego psychiki i podejścia do życia, a nie od jego budowy fizycznej. Na drodze zrobiło się już mega ciasno. Nawet pojazd uprzywilejowany miałby problem rozgonić to towarzystwo, ale zaraz zaraz. Nagle ktoś nam zrobił miejsce, możemy wjechać. Dziękujemy za ten gest jak tylko umiemy. Kierowca jednak nie zobaczył naszego gestu i na pewno nie doceni go. Będzie sądził, że po prostu wbiliśmy się przed niego korzystając z okazji. Dlaczego? Ponieważ upadł mu telefon komórkowy, a szukając zguby zapomniał, że zderzak auta jadącego przed nim nieco się oddalił. Dzięki jego zagapieniu my nie musimy nadrabiać kilkunastu kilometrów na obwodnicy. Czasem nie ma wyjścia i trzeba, a czasem się udaje. Podobno nawet kiedyś komuś udało się dwa razy na jednej ulicy stojąc w korku zmienić pas ruchu nie używając przy tym przemocy. Podobno.
Przecież można inaczej. Wystarczy poświęcić 4, 5, 6sekund? O kurczę - to tylko kilka sekund życzliwości.


AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Nie wiem dlaczego nikt jeszcze tego nie skomentował, bo post godny polecenia. Dzisiaj sama stałam w korku, a co gorsza, musiałam zmienić pas z prawego wjazdowego na lewy zjazdowy. Proste, prawda? Między nimi trzy zakodowane pasy i trzy kilometry na zmianę. Ha, ha. Niby dużo, ale w ostatnim momencie mnie wpuścił uprzejmy kierowca. Może faktycznie mu telefon upadł? Polacy nie potrafią w dużej mierze prowadzić właśnie przez to, że nie posiadają innej kultury, jak kulturę bakterii. Sama nie jestem doskonałym kierowcą, bo dzisiaj na poczwornym rondzie w Będzinie, tak zwanej nerce, zmieniłam pas niezgodnie z zasadami. Tylko dlatego, że nie chciałam się na niej męczyć czwarty raz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo życie.. Prawda jest taka, że większość kierowców to zwykłe buraki!

      Usuń
    2. Niestety przeważnie to kobiety nigdy nie chcą wpuszczać nikogo przed siebie;)

      Usuń
    3. Dzięki za komplement Nuadell Hakkari :)

      Usuń
  2. Jak ktoś mi mruga to wpuszczam, ale często zdarzają się też tacy co nie mają zamiaru włączyć kierunkowskazu żeby się żarówka nie męczyła a jednak wpychają się na mój pas. I co wtedy powinien zrobić kulturalny kierowca? Jeśli nic to tamten kierowca się niczego nie nauczy, a jak zacznę trąbić to sam wyjdę na buraka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli nie wrzuci kierunkowskazu to taki delikwent jest dla mnie niewidzialny :)

      Usuń
  3. Takie sztywne szyje ma prawie 100% kierowców autobusów miejskich. Zawsze ich puszczam kiedy chcą zmienić pas (myślę wtedy o tych biednych ludziach stojących na 1 nodze w śmierdzącym autobusie) ale w drugą stronę nigdy mi się to nie zdarzyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak potwierdzam! MPK mnie jeszcze nigdy nigdzie nie wpuścił!!!!

      Usuń
    2. MZA czasem, ale to naprawdę sporadycznie wpuszcza, pewnie kierowca miał jakieś minuty w zapasie i na pętlę nie mógł za wcześnie przyjechać.

      Z tym przepuszczaniem i wpuszczaniem to różnie jest. Pracuję róg Daniszewskiej i Marywilskiej w Warszawie i tam lewo skręt wykonać w godzinach szczytu to czasem z 10 min. trzeba postać, no chyba że jest korek.

      Usuń
  4. Niestety takie zachowanie jest wymuszone przez wielkie ilości "cwaniaczków" którzy omijają korek i nagle przypominają sobie o skręcie 10 m przed skrzyżowaniem i wbijają się na chama. Gdyby takie sytuacje zdarzałyby się incydentalnie to nie byłoby problemu, jednak w Stolicy mamy takie sytuacje na każdym skrzyżowaniu. Kilka lat temu wyznacznikiem ułatwiającym zmianę pasa były tablice z innego miejsca kraju, teraz przy zalewie przyjezdnych na nikim już nie robią wrażenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nawet tablice z mongolii niewiele dadzą :)

      Usuń
  5. Na kursach prawa jazdy powinien być dział poświęcony kulturze na drodze. Takie sytuacje są na porządku dziennym w każdym dużym zakorkowanym mieście. Oczywiście zawsze wynagradzam uprzejmość kierowców szerokim uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mocno wyolbrzymiacie. Wiadomo, że są kierowcy, którzy wjadą w zderzak tego przed sobą, a nie wpuszczą, ale większość jak będziemy powoli, ostrożnie, ale stanowczo ten pas zmieniać to jednak wpuści, nawet jak nie bardzo ma na to ochotę ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz