Szybciej w zabudowanym? Niestety to prawda!

Czytając tytuł możecie odnieść wrażenie, że nadchodzi jakaś wielka i beznadziejna zmiana przepisów. Otóż nie! Dzisiejszy wpis będzie poświęcony prędkościom w zabudowanym, z tym że jednak bardziej od strony umysłu kierowcy niż tego co mu wolno, a czego nie.

Chciałbym, aby ten wpis zaczynał się do słów dawno, dawno temu, raz w życiu lub przynajmniej bardzo rzadko. Niestety muszę go rozpocząć słowami bardzo często, a nawet zdarzają się tygodnie, gdzie to dziwne zjawisko dostrzegam niemal codziennie.

Tak się składa, że dość często wybieram się gdzieś poza miasto. Często więc robię trasę miasto - wieś - wieś - wieś - długo nic - miasto. Jeżdżąc bardzo często i dość dużo mam styczność z przedziwnymi zachowaniami kierowców. 

Zaczynając od początku. Otóż sprawa wygląda w następujący sposób. Zaczynam swoją trasę w mieście, obszar zabudowany dozwolona 50tka. Droga wylotowa z miasta to droga jednojezdniowa, dwupasowa, dwukierunkowa. Jadąc przepisową 50tką dostrzegam, że spora grupa kierowców mnie wyprzedza, no bo pewnie im się wszędzie i zawsze spieszy. Niektórzy mają na oko 70, niektórzy biorąc pod uwagę fakt, że jest z górki (pomijam podwójną ciągłą) dodają gazu jeszcze bardziej, a w efekcie mniej jak stówkę na pewno nie lecą. 
Zjeżdżam z górki, za chwilę kończy się obszar zabudowany. Spoglądając w lusterka widzę, że zostałem sam na końcu tego sznurka. Dodaję gazu, wszak w tym miejscu można już 90. Okazuje się, że doganiam kierowców, którzy mnie właśnie wyprzedzili. Okazuje się, że po tym jak mnie wyprzedzili na podwójnej ciągłej w terenie zabudowanym, nagle w miejscu, gdzie można jechać 90, jadą sobie 70, maksymalnie 80. Myślę sobie, ktoś do nich zadzwonił, coś do nich dotarło, robią sobie rachunek sumienia z wyprzedzania na podwójnej ciągłej czy jak. Mniejsza o to. Długa prosta ma pare kilometrów, następnie droga wpada do pierwszej podkieleckiej miejscowości. Ani myślę wyprzedzać, bo mi się nie spieszy, zresztą akurat w tym dniu umówiony jestem na spotkanie kilka kilometrów dalej.

Jadę sobie na końcu sznurka i zauważam jedną, dziwną rzecz, która do dziś jest niejasna nawet dla najstarszych górali. Otóż im bliżej wsi, auta przede mną zamiast stopniowo zwalniać, zaczynają przyspieszać. Wjeżdżam do miejscowości 50tką i nagle widzę jak bardzo szybko zostaję daleko w tyle.Nie kumam!

To jednak nie koniec tej historii. Wieś spora, droga dobra, ale ktoś tam gdzieś skręcał i zrobił się korek, wszak to ruchliwa trasa. Udało mi się tą marną 50tką dogonić te szybkie autka przede mną. Stoimy, stoimy, nagle zaczynają wszyscy ruszać. Po przejechaniu na oko 500metrów wyjeżdżamy z obszaru zabudowanego. Mistrzowie, ba, demony prędkości z przodu znów powtarzają głupotę, którą tłuką pewnie codziennie. Znów poza obszarem zbudowanym jadą sobie 70tką, podczas gdy chwilę wcześniej mieli grubo ponad stówkę. Nie kumam ich stanu umysłu po raz drugi!

Po kij jechać w zabudowanym stówką, a potem nawet nie rozpędzać auta do maksymalnej przepisowej prędkości. Nie potrafią korzystać, czytać przepisów czy jak? Jadąc tak idiotycznym stylem jazdy to po pierwsze - jadą na złamanie karku, grozi im surowy mandat, po czym za kilka chwil nikt do ich stylu jazdy doczepić by się nie mógł, bo jadą wolniej niż ustawa przewiduje. Może chodzi o poczucie ja tu (czyt. mieście, na wsi) mogę więcej lub w obszarze zabudowanym przechodniów traktują jak kibiców, którzy dają im powód do ostrej, szybkiej a przede wszystkim głupiej jazdy? Tego niestety nie wiem.

Opisany dzień nie był jakoś specjalnie inny niż pozostałe. Jest godzina 6 rano, piszę ten wpis, a podejrzewam, że dzisiaj spotkam się z nie tyle podobną, co pewnie identyczną sytuacją.

Wychodzi na to, że niektórzy kierowcy pewniej czują się w obszarach zabudowanych, gdzie pozwalają sobie na różne ekscesy podczas gdy poza obszarem zabudowanym błądzą jak dzieci we mgle. Taki styl jazdy jest bezsensowny i głupi. Zamiast korzystać z maksymalnych dopuszczonych prędkości to niektórzy odstawiają taki cyrk na drodze, że nikt, podejrzewam oni również sami pojąć o co w tym chodzi. Ech, taka tam pewnie podwójna osobowość kierowcy
AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Heh skąd ja to znam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy robić codziennie trasę podmiejską by zobaczyć, że tekst to sama życiowa prawda!

      Usuń
  2. Oooo jak regionalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zauważyłem to już jakiś czas temu. Zacząłem ich określać mianem "syndromu 70-ki". Smutne to, bo sumarycznie jadąc przepisowo dojechałbym do celu szybciej, niż reszta kierowców łamiąca przepisy... ale oni wolą mnie blokować tam gdzie można jechać szybciej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia z cyklu Polak najpierw zrobi, potem policzy się nie opłacało. Gorzej jeżeli mądry polak po szkodzie z OC :)

      Usuń
  4. Janusz Byznesu23 marca 2015 21:43

    Czerwone polo w tle... popsułeś wpis! Trzeba było poczekać na jakiś lepszy samochód.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może tak się dziać dlatego, że drogi w niektórych wsiach są często stosunkowo dobrej jakości, a drogi łączące te wsi już nie. Niejednokrotnie zdarzyło mi się widzieć beznadziejną drogę poza obszarem zabudowanym gdzie teoretycznie można jechać 90, ale w praktyce wole nie przekraczać 80tki ze względu na komfort i również bezpieczeństwo. Jednak to też nie upoważnia do grzania ponad setką w obszarze zabudowanym.
    Chociaż to też obszar, obszarowi nie równy. Nie mam nic przeciwko jeździe 50 km/h po zwykłej drodze jednopasmowej bez pobocza i z chodnikiem często uczęszczanym, ale ile jest takich miejsc, że niby obszar a 2 lub nawet 3 pasy, brak pieszych i chodnika stycznego do drogi. Uważam, że tam powinno być podniesione ograniczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też zastanawiałem się nad niektórymi ograniczeniami - i pomijając te bzdurne, typu teren zabudowany w szczerym polu, sporo wynika nie z powodów bezpieczeństwa, a norm hałasowych. Uświadomiłem to sobie, gdy na odcinku DK1 przebiegającym przez Łódź dopuszczalną prędkość podniesiono z 60 do 70 dopiero po wybudowaniu ekranów dźwiękochłonnych. Inna praktycznie bezkolizyjna ulica (przejścia podziemne, brak podporządkowanych przecinających itp) ma 50, prawdopodobnie z powodu bardzo blisko stojących zabudowań. Niestety większość pędzi 70-80, a mieszkańcy pewnie nie mogą otworzyć okna...

      Usuń
    2. Anonimowy znając życie tak właśnie jest.... jeżeli problem nas nie dotyczy to mamy to w dupie!

      Usuń
  6. Zapomniałeś wspomnieć o mistrzach prostej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w ten deseń

      http://www.strefakulturalnejjazdy.pl/2014/09/niekonczace-sie-igrzyska-drogowe-czyli.html

      Usuń
    2. Dobre :)

      Usuń
    3. Mistrzowie prostej - coraz mniej ich na drogach :)

      Usuń
  7. Też mnie dziwią takie bezmózgi na drodze - nie pomyślą tylko wsiądą do auta i ,,jadą"

    OdpowiedzUsuń
  8. Najlepsze jest to że ci wszyscy "mistrzowie" jak wyjadą za granicę naszego kraju to w obszarze zabudowanym nie przekroczą 50 nawet o 5. Ale u nas przecież jest "demokracja" i wszystko wolno, kto im może zabronić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo się boją, bo nie znają przepisów, języka oraz mandaty drogie :)

      Usuń
  9. Mistrz kierownicy: pędzi do czerwonych świateł, żeby być przed wszystkimi i dłużej postać, po czym po zmianie na zielone rusza z refleksem szachisty korespondencyjnego....

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnóstwo jest takich kierowców na naszych drogach. Sama staram się przestrzegać przepisów, zwłaszcza jeśli chodzi o szybkość, ale wyprzedzanie na podwójnej ciągłej, na zakręcie, wyprzedzanie w terenie zabudowanym bo jadę "tylko" 50-tką to moja codzienność :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz