Czy okazujesz mu szacunek? Ile jest wart dla Ciebie?

Generalnie w życiu jest tak, że początki są zawsze trudne. Niestety kierowców to nie dotyczy.

Ktoś go ustawił – nie bez powodu. Jest w tym miejscu – nie bez przyczyny. Jest akurat taki – nie dlatego, że ktoś miał taki kaprys, ale ten może sprawić, że będzie w danym miejscu po prostu bezpieczniej. Znaki drogowe – warto je znać, ale także szanować czyt. jeździć tak jak podpowiadają, nakazują czy zakazują – inaczej przejazd może być droższy lub w gorszym przypadku – może być ostatni w naszym i nie tylko naszym życiu. Oczywiście zdarzają się wszelakie absurdy drogowe, ale nie szukajmy w ten sposób wymówki na nasza głupotę, bo zdarzają się one dość rzadko. 

Kierowca to taki człowiek, który zawsze chce być pierwszy czyt. na początku. Dlatego jazda w przysłowiowym sznurku wygląda tak, że większość samochodów jedzie normalnym, dozwolonym tempem. Niestety większość, ale nie wszystkie, ponieważ zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał wyprzedzić wszystkich nie zważając na nic i objąć prowadzenie. Potem znajduje się kolejny i kolejny i robi się wyścig szczurów. Zrozumiałe jeżeli kierowca wyprzedzi i śmiga dalej, ale nie zawsze tak jest. Nie rozumiem sytuacji w której kierowca wyprzedzi wszystkich, a potem sam jedzie wolniej, spowalnia resztę jakby za karę zamiast dać dalej naprzód. 

Nie przywiązujemy się do maksymalnej dozwolonej prędkości i za każdym razem chcemy więcej czyt. szybciej pokonać dany zakręt czy też całe miasto. Niestety jazda po drogach publicznych nie powinna mieć tej samej idei, która istnieje na torach wyścigowych. Na drodze zawsze ale to zawsze pierwszoplanową rolę powinno odgrywać bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu drogowego. Zresztą na torze też nie zawsze im szybciej tym lepiej jest na pierwszym planie – zawsze jest jakaś górna granica, której każdy normalny będzie się trzymał. 

Wszystko zaczęło się dawno dawno temu. Jako dzieci ciągle chcieliśmy nadążać za starszymi. Mając krótsze nogi musieliśmy biegnąć by dorównać tempa starszym i to właśnie robiliśmy. Niestety niektórzy nie zaznaczyli sobie granicy ostatecznej tylko dalej zmierzają w kierunku szybciej, jeszcze szybciej, a przecież nie o to chodzi. 

Zabawne jest to, że podczas pierwszej lekcji na nauce jazdy większość zamiast przepisowych 50km/h śmiga mniej więcej połowę tej dozwolonej prędkości twierdząc, że to i tak naprawdę szybko. Kiedy jednak przyzwyczaimy się do tej prędkości chcemy coraz szybciej i szybciej. Problem pojawi się wtedy kiedy myślimy, że 100km/h w zabudowanym to jeszcze wolno, bo świetnie czujemy auto, że przecież moglibyśmy jeszcze szybciej no ale auto wówczas więcej pali, więc setka wystarczy. Co kieruję takimi kierowcami? Nauczyli się jeździć 50km/h i po jakimś czasie stwierdzili, że to za mało? Że przecież nic się nie stanie? 

Co nam daje szybsza jazda po mieście? Zamiast do celu to szybciej dojedziemy co najwyżej do kolejnego czerwonego światła na kolejnym zakorkowanym skrzyżowaniu. Może zamiast tak pędzić lepiej wyjechać trochę wcześniej? Jeżeli lubisz już adrenalinę za kółkiem to może powinieneś się zapisać do jakiegoś klubu i trenować na torze. Jeżeli tak jest to zrób to - im wcześniej tym lepiej i tam postaraj się wyładowywać wszystkie emocje, które podpowiadają Ci, że 50 km/h w mieście to już zbyt wolno. Zrób to i zapisz się na tor zanim zrujnujesz, zniszczysz życie innych lub swoje własne. 

Najwidoczniej to przez naszą historię i niechęć do ogólnej władzy kierowcy nie lubią, gdy coś im się nakazuje, a zwłaszcza z jaką prędkością mogą w danym miejscu jechać i oczywiście, która to i tak mogłaby być wyższa niż aktualnie jest na danym odcinku... zawsze. Nie lubimy zasad. Podejrzewam, że po zdjęciu ograniczeń kierowcy zaczeli by jeździć szybciej, ale po pewnym czasie może sami doszli by do wniosku, że jednak ta 50tka jest wystarczająca. Niestety lepiej nie ryzykować, bo zawsze znaleźliby się i tacy, którzy jak tylko zobaczyli by, że mogą tu ile chcą to chętnie by z tego korzystali.

AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Kiedyś spytałem znajomego ile są dla niego warte i odpowiedział tak: ,,mam je w dupie i nikt nie będzie mi mówił ile mogę i gdzie mogę jechać". Dalsza rozmowa była bez sensu - niektórzy nigdy nie zrozumieją.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że autor dał wzmiankę o absurdach, bo tych na naszych drogach jest co raz więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie często przez te absurdy kierowcy mają co raz mniejszy szacunek do znaków i ciężko się im dziwić. Nie brakuje dróg gdzie po remoncie utrzymuje się stare ograniczenie prędkości, które powinno obowiązywać w trakcie trwania tego remontu. Na przykład u mnie w okolicy główna droga przez dzień była zagrodzona i poustawiali znaków, że jest ślepa, a następnie przez ponad rok te znaki wisiały. Albo kiedyś tuż koło mnie postawili zakaz ruchu (miał obowiązywać chwile), a następnie nikt go nie zdjął i chcąc przestrzegać przepisów mieszkańcy nie mięliby jak dojechać do domu. Myślę, że właśnie przez takie sytuacje traktujemy wszelkie oznakowanie z przymrużeniem oka.

      Usuń
    2. Z takich świeżych absurdów. Droga z Warszawy do Pruszkowa. Dwa dni temu ustawili plastikowe bandy na poboczu nowego odcinka drogi gdzie jest zjazd z S8, oraz ograniczenie do 50. Dziś tuż za zakrętem już stali panowie z suszarką.

      A przestrzeganie ograniczeń prędkości w wykonaniu naszych kierowców najlepiej obserwować po przekroczeniu granicy. Jak maja bat w postaci wysokich mandatów to żaden nie przekroczy prędkości, a w kraju widocznie mandaty są dla nich za niskie ;)

      Usuń
  3. "Zrób to i zapisz się na tor zanim zrujnujesz, zniszczysz życie innych lub swoje własne."

    I z tym się zgadzam w 100%, problemem jest tylko to, że realną możliwość zapisania się na tor ma niewielki % naszego społeczeństwa z prozaicznie prostego powodu, torów w naszym kraju jest jak na lekarstwo.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Dominik

    "Nie brakuje dróg gdzie po remoncie utrzymuje się stare ograniczenie prędkości, które powinno obowiązywać w trakcie trwania tego remontu. "

    A to jakiś problem skontaktować się z zarzadca drogi i wskazać mu takie niedbalstwo?

    "Myślę, że właśnie przez takie sytuacje traktujemy wszelkie oznakowanie z przymrużeniem oka."

    Nie, to po prostu świetna wymówka, żeby jednak pocisnąć, wyprzedzić, być pierwszym na czerwonych światłach i poprawić sobie nieco samoocenę: "jeżdżę szybko, bo jestem lepszy/ważniejszy/świetny, to mi wolno".
    Niestety, liczba zabitych na naszych drogach surowo weryfikuje te iluzje, wymówki, racjonalizacje i wypierania - bo do takich psychologicznych mechanizmów poprawiających samoocenę sprowadza się usprawiedliwianie łamania przepisów.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz