2 kwietnia 2020

Wyprzedzanie rowerzystów wersja najpopularniejsza


Ci z was, którzy czytają mnie od jakiegoś czasu wiedzą, że jestem zarówno kierowcą, rowerzystą, motocyklistą oraz oczywiście pieszym. Najczęściej wybieram samochód - z jednego bardzo ważnego dla mnie względu - jest bezpieczniejszy niż rower i motocykl.

Oglądając filmiki takie jak ten powyżej uświadamiam sobie, że w dalszym ciągu na drodze panuje rywalizacja i nawet w miejskiej dżungli pierwszeństwo ma ten kto szybszy i mocniejszy. Nie potrafimy się dzielić drogą.

Ustawa Prawo O Ruchu Drogowym Oddział 6 Wyprzedzanie Art.24. 2. 

Kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu zachować szczególną ostrożność, a zwłaszcza bezpieczny odstęp od wyprzedzanego pojazdu lub uczestnika ruchu. W razie wyprzedzania roweru, wózka rowerowego, motoroweru, motocykla lub kolumny pieszych odstęp ten nie może być mniejszy niż 1 m.

W 2020 roku w niemieckim StVO (niemiecki kodeks drogowy) planują wprowadzić (link - tutaj) bezpieczny odstęp podczas wyprzedzania rowerzysty - 1,5 metra w mieście i 2 metry poza miastem. U nas jest jeden tylko jeden metr. Piszę tylko ponieważ czasem droga nie jest idealna i ciężko jest jechać po jej prawej krawędzi rowerem w sposób bezpieczny. Ponadto jadąc 90 km/h i więcej poza obszarem zabudowanym 1 m odstępu to zdecydowanie o 1 m za mało. Wiem wiem, przepisy mówią co innego, ale jest jeszcze logika, kultura i bezpieczeństwo.


Ciągle się spieszymy i finalnie mamy bardzo dużą ilość ofiar śmiertelnych. Wszystko przez czas - nie potrafimy go poświęcić na brd. Powyżej kolejny film z kierowcą Suzuki w roli głównej. Myślicie, że on nie widział rowerzysty? W dodatku to obszar zabudowany i podwójna ciągła. To co dla niego najłatwiejsze było na teorii w szkole jazdy i na praktyce, czyli zatrzymywanie się i ruszanie - w prawdziwym życiu jest najtrudniejsze i nie do opanowania. Ileż on tam tych sekund zyskał, a ile lat mógł rowerzyście zabrać.

Moim marzeniem jest taka forma przepisów i ich egzekwowanie, żebym na stare lata nie bał się wsiąść na rower lub przejść przez pasy w obawie przed kierowcą, motocyklistą czy rowerzystą. Zamiast się jednoczyć, my wolimy walczyć. To wynika z naszych lat młodości. Zamiast trzymać się całością, która może wszystko, wolimy się pogrupować i ze sobą walczyć. Być może tak łatwiej jednak normy społeczne, prawo obowiązuje nas wszystkich takie samo w całym kraju.

W dorosłym życiu jest zupełnie tak samo. Wszystko w ruchu drogowym zależy od tego w jakiej grupie jesteśmy. Kierowca? To piętnujemy wszystkich tylko nie kierowców. Rowerzysta czy motocyklista? Sytuacja podobna.

Prowadząc już ten blog motoryzacyjny wiem też jeszcze o jednej grupie - oby była najliczniejsza. To osoby, które guzik obchodzi to czym ktoś się porusza. Ich, a w zasadzie nas, interesuje tylko kto zawinił, kto odwalił głupotę na drodze. Tej grupy trzeba się trzymać.

Jeżeli winny jest kierowca to trzeba tak przyznać. Jeżeli zawinił cyklista czy motocyklista - weźcie to na klatę. Wszędzie są czarne owce, a wybielanie jednej grupy jako nieskazitelnej jest po prostu słabe. Dajmy wybór. Nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka. Najsłabsze rozwiązanie to namawiać kogoś na siłę do zmiany trybu życia uważając, że np. rowery są najlepsze, a samochody be.

Zwolnij, zatrzymaj się na chwilę, zrób sobie rachunek sumienia.

Publikowanie komentarza

Whatsapp Button works on Mobile Device only

Wpis szukaną frazę, następnie kliknij lupkę lub wciśnij enter