Najlepsze auto, takie najszybsze, takie, które nie boi się krawężników, takie któremu nie straszna wielka i długa parkingowa rysa czy nawet głęboka studzienka kanalizacyjna to auto firmowe.

Czy warto kupić używane auto firmowe? Już na wstępie napiszę, że nie należy wrzucać wszystkich aut do tego samego worka.

Pamiętam opowiadanie kolegi o jego pierwszym dniu w pracy jako dostawca pizzy. Szkolony był przez kierownika jeden dzień, który ciągle powtarzał ,,jak najszybciej pizza ma być u klienta – reszta jest nieważna”. Wyruszyli spod pizzerii z pierwszą porcją gotowych zamówień. Wiadomo, że jak człowiek głodny to zawsze zły, a jak głodny jest klient to problem jest do drugiej potęgi, ale wracając do tej jazdy. Pierwszy kurs kolega, nowo upieczony dostawca pizzy odbył na fotelu pasażera. Zaraz jak tylko sejczento wyjechało z posesji za około kilkaset metrów spotkało na swej drodze próg zwalniający – taki nowiutki, dopiero oddany do użytku. Droga była pusta, chwilę wcześniej można było jechać 50, a przy progu już tylko max te 20kmh, które widniało na znaku kilka metrów wcześniej. Świeżak siedzi na fotelu pasażera i ze zdziwieniem obserwuje wskazówkę prędkościomierza, która zamiast opadać wzrasta. Pogoda była średnia, tj. trochę deszczowo, trochę dzień taki senny – pomyślał, że kierownik zapomniał o tym ,,spowalniaczu”, wszak w końcu od niedawna ,,on” tam leżał. Podpytuje kierownika czy wie, że zaraz przejadą przez próg zwalniający? Kierownik z uśmiechem odpowiedział ,,wiem, dlatego właśnie przyspieszam, a już przy 60kmh nie będzie zbytnio go czuć, a i pizza nie wystygnie”. Sejczento wszak już miało kilka dobrych lat, ale mogło posłużyć dłużej. Zawieszenie robione było szybciej niż co 6 miesięcy, a po dwóch latach tylko handlarze złomem się nim zainteresowali. Auto firmowe, miało służyć do zarabiania pieniędzy, więc nikt o nie specjalnie nie dbał. Przeglądając oferty pracy jako dostawca pizzy często natraficie na wzmiankę o tym, że szukają kogoś z własnym samochodem. Wszystko dlatego, że w prywatnym samochodzie ten próg zwalniający wygląda jakby straszniej, zwłaszcza jak pomyślimy ile nam zostało z pensji do pierwszego. 

Napisałem na samym początku, że nie wszystkie auta powinny znajdować się w tym samym worku. Nie ma bowiem opcji, szans i nadziei na to, że znajdziemy dwa auta, ten sam model, marka silnik, rocznik zachowane w takim samym stanie. Pierwszy przykład z dostawcą pizzy jest na pewno zniechęcający do zakupu samochodu firmowego. Należy jednak pamiętać, że nie każdy pracownik nie dba o auto, albo inaczej – nie każdemu pracownikowi opłaca się dbać o auto. Istnieją na pewno auta pizzerii o które dostawcy dbali, ale znaleźć takie to jak trafić przynajmniej 5tkę w totka. 

Pozycja widzenia, zależy od punktu siedzenia. Tym razem przytoczę wam przykład mojego kolegi menadżera, który otrzymał auto firmowe od swojego szefa i dba o nie jak o swoje własne, dlaczego? Pomijając już fakt, że jest to fajny, dwuletni już VW Passat to nie jest koloru zwykłego białego na brzydkich kołpakach tylko ciemny granat na fajnych siedemnastkach. Użytkuje tego VW jakby był jego – mianowicie służy mu aby dojechać do miejsca pracy i wrócić do domu. Passerati nie posiada nawet nazwy firmy pod tablicą rejestracyjną. Jeżeli mój kolega na drzwiach i masce chciałby mieć reklamę firmy w której pracuje to musiałby za taką zapłacić z własnej kieszeni. Dla niego ten Passek jest po prostu swego rodzaju premią, dodatkiem do pensji. Dlaczego jednak o niego dba? Dlatego, że jak tylko skończy się za kolejne dwa lata leasing to on pierwszy będzie mógł wykupić to auto za dużo niższe pieniądze niż musiałby za nie zapłacić na rynku wtórnym. Jeżeli będzie o nie dbał to potem może mieć auto, którego historii jest pewien, które zna od pierwszego przejechanego kilometra. Firma sprzedając nieco taniej auto swojemu pracownikowi podniesie jego motywację, a to że on dba o nie – obniży koszty obecnej eksploatacji. Jeżeli jednak nie będzie chciał wykupić Passerati to firma zapłaci mu premię za to, że dbał o auto, a sama wystawi je na sprzedaż. 

Wszechobecna moda na jazdę defensywną i różne ecodrivingi sprawiła, że nawet wielkie korporacje zaczęły się interesować stylem jazdy swoich kierowców. Wysyłają więc swoich pracowników na szkolenia, dają im pewne zasady np. mówiące o tym, że nie należy łamać przepisów drogowych. Lepsza jazda przeszkolonych pracowników to mniejsze zużycie samochodów, mniejsze zużycie paliwa co po prostu oznacza dla firmy mniejsze wydatki na całą flotę. Wyprzedzanie na podwójnej ciągłej czy wpychanie się na trzeciego – taki film na Youtube z udziałem jakiejś służbówki nie jest dobrą reklamą danej firmy. 

Zarówno Sejczento jak i Passerati w tym wpisie to auta firmowe. Różnica poza wartością jest jedna i to wielka – jakość użytkowania. 

Oferty sprzedaży samochodów firmowych , które widnieją w Internecie bywają takie same jak te z rynku osób prywatnych – różne z wielką niewiadomą. 

Samochody firmowe posiadają kilka pozytywnych cech, które przemawiają na korzyść ich zakupu: 

- przeważnie są to kilkuletnie samochody, najczęściej 3, 4 letnie, bowiem takich leasingów udziela się najwięcej, 

- w większości przypadków, praktycznie prawie wszystkie mają jasną, przejrzystą historię. Po co pracownik ma kombinować z przebiegiem, jeździć dłużej na zużytych oponach, startych klockach czy tarczach jak to nie jego auto. Firma płaci, więc im wcześniej zgłosi usterkę tym lepiej dla niego. Auta są nowe, na gwarancji, więc aby gwarancję utrzymać serwisuje się je w ASO. Niektórzy pośrednicy są tak pewni swoich aut, że dają nawet swoją gwarancję techniczną na zakupione u nich samochody, 

- atrakcyjna cena oraz możliwość odliczenia VATu w przypadku gdy chcemy kupić auto dla swojej firmy. 

Z przebiegiem bywa różnie, a nawet te większe nie zawsze będą groźne. Jeżeli są robione w dłuższych kilkuset kilometrowych trasach to nie będą tak szkodzić silnikowi i całemu autu jak ten sam przebieg zrobiony tylko po danym mieście czy województwie, gdzie jakiś przedstawiciel handlowy spiesząc się do niecierpliwego klienta zażyna swoją ,,służbówkę” jak rzeźnik świnię. Z innej strony patrząc to są przedstawiciele, którzy pracują długo w zawodzie, jeżdżą sporo i wiedzą jak szanować auto by przejechało jak najwięcej. Osobiście nie katowałbym auta, którym miałbym zapuścić się 500km od domu by popsuł mi się gdzieś na jakimś zadupiu w szczerym polu. Ostatnia sprawa – autem firmowym nie zawsze musi jeździć pracownik – może jeździć również właściciel, który wie ile zapłacił za dane auto. 

Zawsze przy zakupie auta używanego musimy uważać. Jeżeli ktoś natomiast sprzedaje 10 aut tego samego modelu na placu to zawsze możemy wybrać dla siebie ten idealny, najmniej zużyty. Bardzo dużo aut poleasingowych możecie znaleźć na stronie http://autakrajowe.com.pl/, więc jeżeli mój artykuł Cię zachęcił – zapraszam do zapoznania się z ich ofertą.



AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. ,, jak rzeźnik świnię" - piękne sformułowanie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba sprawdzać, jeszcze raz sprawdzać, a jak jesteśmy pewni to jeszcze raz wszystko sprawdzić ;) Taka reguła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Auto - wizytówka firmy uważam, że w miarę możliwości powinno być nowe :) Dostawczaki używane brałem wielokrotnie, żeby je wyjeździć do końca ( bo mam gdzie i z czym) - kosztują grosze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zanim coś się kupi to trzeba przede wszystkim sprawdzić. Cena to nie wszystko ale środek auta to podstawa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem służbowy samochód to wizytówka firmy - zwłaszcza jeżeli na takim aucie jest reklama firmy. Niedawno była sprawa z pracownikiem firmy Play: pracownik stanął na miejscu dla niepełnosprawnych, na aucie oczywiście była naklejka Play. Skończyło się na zrobieniu zdjęcia i wrzuceniu go na profil firmowy sieci Play. Dużo negatywnych opinii pojawiło się po tym zdjęciu, wizerunek firmy ucierpiał, mimo że Play zapewnił, że sprawa została przekazana bezpośrednio do przełożonego tego pracownika i z tego co wiem udzielono mu pouczenia czy czegoś w tym rodzaju. Nadal niesmak pozostał wśród internautów i będzie on się ciągnął za firmą przez jakiś czas. To dobitnie wskazuje, że trzeba nie tylko o samochód dbać, ale przede wszystkim o swój styl jazdy i o parkowanie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz