Potwór, który znajdzie Cię wszędzie, czyli test Mitsubishi L200 Monster 2,4 AT 181KM 4x4

Gdy ciągle chcemy więcej i zwykłe Mitsubishi L200 to za mało. Wtedy pojawia się on…
Pick-up to auto które określa się mianem woła roboczego. Tzw. Paka (skrzynia ładunkowa, bagażnik), która znajduje się tuż za kabiną może służyć do przewożenia naprawdę ciężkich towarów. W praktyce ciężko jest jednak spotkać pikapa, który jest załadowany czymś innym niż zakupy z marketu. Wielu kierowców tego typu samochodów w naszym kraju to właściciele firm, którym ze względów podatkowych opłacało się kupić właśnie takie a nie inne auto celem odliczenia jak największej kwoty podatku. Nie należy jednak wrzucać wszystkich do jednego worka ponieważ są osoby, którym takie auta się podobają, które lubią od czasu do czasu zjechać z równego asfaltu i zapuścić się w leśne dukty. 
Leśne dukty i inny lekki teren może się jednak po pewnym czasie znudzić. To właśnie dla tych kierowców którym ciągle mało i ciągle chcieliby więcej i dalej się zapuszczać Mitsubishi opracowało przy współpracy z Rafałem Martonem (pilot, który startował m.in. w Rajdzie Dakar) wersję Monster i finalnie L200 w tej konfiguracji jest po prostu prawdziwą zabawką dla prawdziwego mężczyzny… lub fanki offroadu. 
Owszem, śmiało mogę stwierdzić, że zwykłe L200 też dzielnie sobie radzi w terenie, ale czasem chciałoby się czegoś więcej. Zacznę od tego, że chcąc się wyróżniać na ulicy bardziej i jeszcze bardziej wśród innych pikapów czy terenówek potrzeba nam 30 tysięcy złotych więcej niż widnieje w salonowym katalogu. Czy to dużo za konkretną przeróbkę? Wystarczy popatrzeć na zdjęcia w tym artykule by przekonać się, że po pierwsze – to mało, a po drugie – warto! Wszystkie modyfikacje można przeprowadzić w ASO Mitsubishi.
Znajdzie się jeszcze pewnie kilka ,,gadżetów” które mniej lub bardziej mogłyby się przydać w terenie jak choćby snorkel którego zabrakło na liście dodatków, ale jeżeli chcemy mieć superterenówkę to na początku możemy pojechać tą ,,drogą”. 
Czymże byłaby terenówka nawet taka nafaszerowana elektroniką i innymi gadżetami bez odpowiednich opon. Konkretny bieżnik świetnie się sprawdza w najcięższym terenie. Oczywiście coś co jest uniwersalne jest zawsze uśrednione. Na szczęście opony w testówce były przeznaczone zwłaszcza w teren. Czasami jednak żeby do ciekawego terenu dojechać musimy pokonać dłuższą czy krótszą trasę asfaltową drogą i wtedy wychodzą minusy takiego ogumienia. Przy ok 100km/h słuchać głośny szum, który produkują opony toczące się po pięknym asfalcie. Albo lepiej w terenie albo lepiej na asfalcie – szczerze powiedziawszy wolę to pierwsze bo daje więcej frajdy niż jazda w korku po asfalcie. W terenie można odreagować i ,,naładować akumulatory" do pełna. 
W stosunku do zwykłej wersji L200 w potworze (czyt. Monster) podniesiono zawieszenie o 2,5cm z przodu oraz o 2cm z tyłu. Patrząc na zdjęcie wydaje się jakby to było znacznie wyżej. Wbrew pozorom do środka nie jest się wcale tak trudno dostać. Kiedy już chwycimy za konkretny wieniec kierownicy poczujemy się nie jak w jakimś busie ale jak w czołgu którego ,,ciężko zatrzymać" choć hamulce ma bardzo dobre. Gdy zdarzy się, że kierowca przesadzi i zapuści się w bardzo trudny teren to podwozie powinna ochronić osłona ze stalowej płyty.

L200 choć jest ciężki (1875kg masy własnej) i sporych rozmiarów (5285 mm x 1815 mm  x 1780 mm) to nie sprawiał mi problemów w mieście. Nawet na ciasnych osiedlowych parkingach bez trudu parkowałem. Średnica zawracania to 11,8m. Stracha miałem tylko w galeriach handlowych, ale jeżeli jest napis mówiący o tym, że można wjeżdżać autami do 2m wysokości to powinno być okej. 
Sytuację poprawia jeszcze kamera cofania z której obraz jest dość przyzwoitej jakości.
Zdarzyło mi się, że zaczepił mnie na pewnym parkingu właściciel zwykłego L200 który przyznał, że wóz prezentuje się świetnie. Zaśmiał się tylko, że im auto bardziej terenowe tym dalej trzeba iść po traktor. Jedno z dodatkowych akcesoriów na pokładzie to wyciągarka marki Superwinch. Gorzej jak przesadzimy na jakimś pustkowiu, szczerym polu gdzie nie będzie za co zaczepić liny. Wtedy trzeba iść po traktorzystę:) 
W razie gdyby okazało się, że teren nas za bardzo wciągnął i zrobiło się późno i ciemno to z pomocą przyjdzie dalekosiężny reflektor typu LED, który potrafiłby oświetlić niejedną wioskę w nocy. Na pokładzie nie było żadnego przełącznika którym by można włączyć lub wyłączyć tą długą listwę. Dalekosiężna lampa jest połączona z drogowymi światłami i zapala się każdorazowo kiedy choćby mrugniemy ,,długimi”. 
Zabawa w terenie, takim offroadowym cackiem kojarzy się z chaszczami i wieloma rysami na lakierze. Szybko można rozwiązać ten problem. Auto zostało oklejone konkretną, grubą folią a nie jakąś tam folijką. Dzięki temu zamiast zniszczyć lakier to w pierwszej kolejności popsujemy folię. Jednak gdy z badylami w terenie przesadzimy za bardzo to musimy pamiętać, że nawet 10 takich folii nam nie pomoże. 
Kiedy zajrzałem na pakę zamiast gołej blachy dostrzegłem czarne tworzywo. Wóz nie jest pierwszej świeżości, a na liczniku ma ponad 40 tysięcy kilometrów. Paka wcale nie jest zniszczona po tych wszystkich dotychczasowych testach dziennikarskich. Wymiary kufra to 1520 x 1470 x 475mm.
Tylną burtę można oczywiście otworzyć, a jeżeli chcemy dostać się na pakę przy zamkniętej to ten schodek, niby taki plastikowy przy tablicy rejestracyjnej jest naprawdę mega solidny.
Silnik. Sercem potwora jest jednostka diesla o pojemności 2442 cm³ mająca 181KM i 420Nm. Do dyspozycji kierowcy jest także 5-biegowa automatyczna, hydrokinetyczna skrzynia biegów. Pojemność zbiornika paliwa to 75litrów co przy średnim spalaniu w okolicach 12.5L/100km podczas konkretnej jazdy i tak pozwala na całkiem znośny zasięg. O ile z zewnątrz silnik wydaje się być dość głośny o tyle dobre wyciszenie kabiny sprawia, że nawet po dłuższych trasach nie dostaniemy bólu głowy od hałasu.
Gdy poruszamy się po równej drodze, niekoniecznie nawet po asfalcie to wystarczy nam napęd tylko na jedną, tylną oś. Aby załączyć napęd 4x4 wystarczy przekręcić pokrętło na tryb 4H – możemy to zrobić do prędkości 100km/h. Tryb 4H to centralny mechanizm różnicowy – auto napędza dwie osie, ale bardziej pcha je ta tylna. Tryb 4HLC to blokada centralnego dyferencjału, czyli moment obrotowy rozdzielany jest tak, że obie osie napędzają auto z taką samą siłą. Ostatni opcja to tryb 4LLC – to opcja dzięki której sprzęga się oprócz blokady także skrzynia redukcyjna. Należy pamiętać, że chcąc włączyć dwa ostatnie tryby skrzynia biegów musi być w pozycji N. Zanim dany tryb się zazębi auto musi przejechać kilka metrów więc o zmianie trzeba myśleć wcześniej.
Po zajęciu miejsca za kierownicą od razu dostrzegamy, że na pokładzie jest spora ilość elektronicznych gadżetów takich jak informacja o przekroczeniu lini pasa ruchu, elektrycznie regulowany fotel kierowcy, automatyczna, dwustrefowa klimatyzacja, tempomat i całkiem niezły jak na woła roboczego system audio. Można by stwierdzić, że wnętrze jest trochę jakby przestarzałe jak na auto z 2017 roku. Ci którzy uwielbiają kokpity rodem ze statków kosmicznych będą nieco zawiedzeni, ale jeżeli ktoś lubi klimat auta typowo terenowego czy innego męskiego pikapa to z pewnością będzie zadowolony.
Kierownica mimo sporych rozmiarów dobrze leży w dłoniach, a co ciekawe w odróżnieniu od niektórych wozów konkurencji można ją regulować w dwóch płaszczyznach. Zegary duże i czytelne, z komputerem pokładowym pośrodku – tyle wystarczy. Łopatki przy wieńcu to taki sportowy akcent średnio pasujący do auta, które nie jest demonem prędkości.
Z tyłu zamiast zwykłej ławeczki dla robotników, która była w poprzedniej generacji L200 znajdziemy dość wygodną kanapę pozwalającą wysiedzieć wiele kilometrów w tych dłuższych trasach.
Mitsubishi L200 Monster plusy: 
+ design zewnętrzny 
+ właściwości terenowe, które dzięki opcjonalnym akcesoriom zostały zwiększone 
+ bogate i przede wszystkim przydatne wyposażenie 
+ klimat który towarzyszy kierowcy podczas jazdy 
+ dynamiczny silnik 
+ zwrotność 
Mitsubishi L200 Monster minusy: 
- klimat klimatem ale za takie pieniądze kokpit mógłby być nieco nowocześniejszy 
- czepialscy mogliby tutaj wpisać hałas, ale terenowe opony na asfalcie muszą hałasować 
Podsumowanie. Pick-up Mitsubishi L200 już w zwykłej wersji jest ciekawą propozycją. Po dokupieniu mu terenowego charakteru Monster otrzymujemy naprawdę fajne wozidło dające mnóstwo frajdy z jazdy. Będąc za sterami nie musimy się zbytnio martwić ,,jak tam wjedziemy” tylko bardziej należy się zastanowić gdzie jeszcze byśmy chcieli wjechać.
Najtańsza wersja, taki zwyklak L200 startuje za ok 120 tys. złotych. Wersja testówki to koszt ok 140 tys. plus ok 30 tys za przeróbki.   
Część zdjęć została wykonana w Muzeum Wsi Kieleckiej, a konkretniej w Parku Etnograficznym w Tokarni nieopodal Kielc. Park funkcjonuje od 1977roku. Jeżeli ktoś z Was chciałby zobaczyć jak wyglądały osady x lat temu to zapraszam, bo jest co zwiedzać.









































AM
Strefa Kulturalnej Jazdy
.

Komentarze

  1. No muszę przyznać, że te samochód wygląda naprawdę fajnie! Jestem ciekawa jak się prowadzi :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty