Dostawczakiem przez świat, czyli test MAN TGE 3.140 2.0 140KM Bardzo wysoki i długi Furgon

MAN jest jednym z liderów na rynku samochodów ciężarowych. Marka należy do koncernu Volkswagena i pewnie z tego względu w jej ofercie pojawił się nowy model TGE, który jest bratem VW Craftera drugiej generacji.

MAN TGE od swojego ,,brata" różni się kilkoma detalami znajdującymi się w przednim pasie tj. choćby zderzaki czy typowy MANowski grill. Reszta auta bez większych zmian i modyfikacji.
MAN TGE występuje pod kilkoma wariantami. Z kilkoma to przesadziłem - do wyboru mamy 69 różnych wersji. Dwa różne rozstawy osi oraz trzy opcje wysokości nadwozia. Wybór mamy także jeśli chodzi o długość auta. Największa wersja MAN TGE posiada aż 18,3m3 przestrzeni ładunkowej. W dodatku sama kabina może być jedno lub dwu rzędowa. Personalizacja auta jest naprawdę spora. Do wyboru mamy także napęd na przód, tył lub ewentualnie na obie osie. Pod maską MAN`a znajdziemy silnik diesla o pojemności 2.0, który może mieć od 102 do 177KM. Jeśli chodzi o skrzynię biegów to wybór padnie albo na sześciobiegowy manual lub 8-stopniowy automat.

TGE tak samo jak jego bliźniak VW Crafter II generacji produkowany jest w Białężycach niedaleko Wrześni.
Wygląd to jak zawsze kwestia gustu. Nigdy wcześniej nie zwracałem uwagi na busy czy auta dostawcze, bo nie miałem z nimi zbytnio bliższej styczności. Podczas tych kilku dni testowych zrozumiałem jak dużo takich aut jeździ po naszych drogach. Czy propozycja od MANa może się podobać? Auto dostawcze, które służyć ma do pracy może jednak coś tam w sobie mieć. Owszem jest to kwadratowy blaszak, ale w konfiguracji rodem ze zdjęć wygląda całkiem okazale. Strasznie podoba mi się naklejone logo na bocznej ścianie. Większość takich aut i tak będzie oklejona w barwy danej firmy, ale jeżeli nie to nie zrywajcie tego znaczka, a na drodze będzie milej dla oczu.
Aby dostać się do kabiny musimy pokonać schodek. Pierwsze co się rzuca w oczy to ogromne drzwi. Gdy zasiądziemy za sterami przed naszymi oczyma ukarze się ogromna szyba. Siedzi się wysoko jak to w dostawczaku co umożliwia większy zakres pola widzenia w trasie i lepszą przewidywalność na ruch drogowy. Mimo, że to dostawczak to kierowca bez trudu dopasuje auto pod siebie. Siedzisko kierowcy jest regulowane na wysokość. 
Pod siedziskiem natomiast mamy pokrętło za pomocą którego ustawiamy swoją wagę tak aby na dołkach odpowiednio bujało. Przyznam szczerze, że wszelakie nierówności świetnie są wybierane i tłumione, a kabina na tyle dobrze wyciszona, że do jej wnętrza nie przedostają się żadne niepożądane stuki i puki nawet gdy jeździmy z pustą paką. Przy fotelu kierowcy mamy dla większej wygody dwa podłokietniki dostępne już w standardzie, które są regulowane.
Na pochwałę zasługuje dość szeroki zakres regulacji kierownicy w dwóch płaszczyznach (dostępne także w standardzie). Sam wieniec w kształcie literki ,,D" dość dobrze leży w dłoniach, a to plus do pewnego prowadzenia TGE
Na wieńcu osadzono kilka przycisków, które jednak po krótszej chwili dość łatwo można ogarnąć. Zegary duże i czytelne z komputerem pokładowym pośrodku. Zresztą, wnętrze kojarzy się z VW czy inną Skodą, a więc ergonomia i praktyczność na wysokim poziomie.


Cała kabina jest mocno obfita w schowki. Zarówno pod siedziskami foteli, nad głowami w podsufitce, na podszybiu, aż w końcu na desce rozdzielczej kończąc. Nie zabrakło także uchwytów na kubki, bo kierowca przecież nie kaktus i pić musi.
Na pokładzie obecny był dobry system multimedialny z dużym wyświetlaczem. Do jego działania nie mam żadnych zastrzeżeń. Audio grało przyzwoicie, system się nie zawieszał, a o to w pracy chodzi.
Testowany MAN TGE miał na liście wyposażenia także kamerę cofania. Umiejscowiona jest z tyłu na dachu, na takim jakby pałąku. Idealne miejsce bowiem zakres pola widzenia z góry jest dość szeroki, a obraz z kamery znacznie więcej niż tylko przyzwoity.

Standardowo MAN TGE wyposażony jest w manualną klimatyzację oraz asystenta awaryjnego hamowania, który potrafi zatrzymać lub tylko spowolnić pojazd w razie gdyby kierowca się zagapił.
W testówce jednak zamiast manualnej pojawiła dwustrefowa, automatyczna klimatyzacja. Była to dość bogata wersja, bowiem elektrycznie ustawiane oraz składane były lusterka, a na samym lustrze znalazło się miejsce na czujnik martwego pola. Wielu z Was już zwórciło pewnie uwagę na tachograf.
Po co w takim aucie tachograf? O ile w Polsce nawet gdy ciągniemy za sobą przyczepkę to tachografu nie potrzebujemy o tyle już w niektórych krajach na zachodzie popularne ,,tacho" w dostawczaku, który ma doczepioną przyczepkę jest już obowiązkowe.

Jeżeli zamierzamy już ciągnąć przyczepkę to można dokupić kolejnego pomocnika - asystenta cofania z przyczepą. Może się przydać zwłaszcza jeżeli nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiego ,,zestawu".
Bo liczy się paka. TGE 3.140 w zależności od wersji może mieć ładowność od 650 do 1339kg. Długość paki to 4,3m, a jej maksymalna wysokość to 1961mm. W najszerszym miejscu TGE ma 183,2cm, ale przy nadkolach szerokość zmniejsza się do 138cm. Najważniejszy dla wielu, zwłaszcza szefów firm będzie fakt iż na całej tej przestrzeni można zmieść 6 europalet o wymiarach 80x120cm. Ściana grodziowa, która oddziela przestrzeń pasażerską od załadunkowej jest niemalże płaska. Nie jest wypukła, wklęsła tylko właśnie płaska, a taki zabieg sprawia, że nie zabiera ona przestrzeni ładunkowej, która to jak wiemy w przypadku auta dostawczego jest bardzo cenna.
Schodek, stopień na który raczej będziemy zawsze stawać by wejść do środka umiejscowiony jest około 40cm nad ziemią. Co nam to mówi? To, że jeżeli będąc np. kurierem i wchodząc do auta setki razy dziennie będziemy mieć po prostu wygodniej, łatwiej. Kolana powinny być zadowolone.

Dostawczaki też zostały ofiarami downsizingu. Kiedyś silnik dwulitrowy w tak dużym aucie użytkowym wywoływał by szok, ale nowa technologia czy normy ekologów sprawiły, że takie 2.0 świetnie daje sobie radę. Średnie spalanie w przednionapędowym aucie oscylowało w okolicach 9L/100km i sam byłem zdziwiony, że takie bydle przy żwawej jeździe pali tak niewiele. Podane spalanie oczywiście ,,na pusto", ale przy większym udziale dróg miejskich niż tych poza obszarem zabudowanym.
Podsumowanie i wrażenia z jazdy. Kiedy odebrałem kluczyk do MAN`a TGE i podszedłem do dużych drzwi to pomyślałem, że te kilka dni będzie po prostu cięższe niż zazwyczaj. Wdrapuje się do góry, zajmuje pozycję ustawiam fotel, lusterka itd. Odpalam ruszam i po przejechaniu 100m wniosek - ale tu wygodnie i fajnie. Czułem się jakbym siedział za sterami Golfa czy innej Oktawii choć bardziej mocno nadmuchanej Oktawii, bo tutaj miejsca jest naprawdę sporo. Trzy fotele w standardzie i generalnie już w tych najuboższych wersjach lista wyposażenia jest całkiem niezła czyt. komfortowa. Auto bardzo dobrze się prowadzi, widoczność rewelacyjna, a manewrowanie w mieście ułatwia solidna kamera cofania. Mnogość konfiguracji i wariantów sprawia, że nowy MAN TGE może się przypodobać naprawdę wielu klientom. Na powyższym zdjęciu specyfikacja z finalną ceną za egzemplarz rodem ze zdjęć. 159 936zł netto - z jednej strony to trochę sporo, ale nie zapominajmy, że w testowym egzemplarzu na pokładzie było też sporo przydatnych bajerów ułatwiających i umilających życie kierowcy i jego pasażerów w każdej trasie. Najuboższa wersja TGE startuje za nieco ponad stówkę.
Na koniec zapraszam na test w formie wideo, a jeszcze niżej do obejrzenia galerii zdjęć.

MAN TGE 3.140 Furgon 2.0 140KM


















AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Prezentuje się naprawdę świetnie, podejrzewam, że zrobi furorę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Man to naprawdę świetna marka samochodów tego typu. Auto bardzo mi się podoba. Myślę, że warto zainwestować.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty