19 lipca 2018

Otyłość jako choroba zawodowa nie tylko kierowców. Jak schudłem -25kg w kilka miesięcy.

Wszechobecny pośpiech sprawia, że nie mamy czasu na to aby zadbać o swoje zdrowie. Spiesząc się ciągle katujemy nasz organizm podając mu byle co i byle gdzie - grunt, żeby było tanio, szybko i przede wszystkim duuużo! Kolorowe zdjęcia na kolażu to ja przed metamorfozą. Najnowsze i zarazem ulubione jest to czarno-białe.

Jazda samochodem to dla niektórych praca, obowiązek a dla innych sama przyjemność. Oczywiście zdarza się także, że jedno nie wyklucza drugiego. Jadąc samochodem zapominamy o całym świecie, jesteśmy skoncentrowani na jeździe, drodze i jej otoczeniu. Niestety zapominamy o nas samych, o naszym zdrowiu, a ono jest najważniejsze. 

Kiedy taka podróż z punktu A do punktu B trwa bardzo długo to na końcu tej trasy bywa, że odczuwamy dyskomfort, zmęczenie. 

Po pierwsze wynika to z tego, że kierowcy zbyt rzadko robią sobie przerwy w trasie. Optymalne postoje powinny być co 1h10min-1h30min. Wśród polskich kierowców są to zazwyczaj okolice 3 godzin. Zdarzają się i tacy kierowcy, którzy wsiadają do auta w Krakowie a wysiadają we Władysławowie nie zatrzymując się nigdzie po drodze. Zmęczony organizm to niebezpieczny kierowca - pamiętajmy o tym.

Po drugie - jedzenie. Tej części poświęcam dzisiejszy wpis. Zaraz pewnie się posypią myśli, komentarze, że przecież nie zawsze na trasie jest coś ekodobrego do zjedzenia. Głównie to fastfoody i bary ze starym, spalonym olejem i ciężkimi potrawami. Jeżeli tak myślisz to jesteś w błędzie. Wszystko, wiele rzeczy jest dla ludzi ale trzeba mieć umiar.

Wszystko zaczęło się w grudniu ubiegłego roku. Teraz pewnie myślisz jak w grudniu jak mamy koniec lipca, a tytuł brzmi ,,kilka miesięcy". Tytuł oznacza kiedy faktycznie wziąłem się za siebie. Okej, jest końcówka lipca to te kilka miesięcy można by zamienić w pół roku. 

Pisząc grudzień mam na myśli podłoże psychiczne i postanowienie noworoczne. Przychodzi styczeń, każdy zaczyna robić ostro brzuszki, skakać po podłodze tak, że sąsiadowi żyrandol się trzęsie. Mija tydzień, góra dwa, a efektów w postaci 10kg mniej nie widać. Dajemy sobie spokój. Na fitness idziemy drugi raz. Pierwszy raz na fitnesie byliśmy 2 stycznia by się zapisać, a idziemy po tych dwóch tygodniach po raz drugi aby wypowiedzieć umowę. Jako powód rezygnacji podajemy brak czasu, a tak naprawdę jest to tylko tłumaczenie własnego, ciężkiego lenistwa. No i po ptokach. Codziennie wieczorem przed snem patrzymy w lustro i powtarzamy sobie zacznę od jutra. O nie, jutro piątek. W weekend zrobię ostatni raz czitmil z fastami i zacznę od poniedziałku. Kolejnego
Na terenowe Pajero będąc grubym (tak przyznaje się do tego!) wdrapałem się bez problemu. Problem by się pojawił jakbym miał tam wejść ze 20razy. Brak siły, zadyszka i te sprawy.
Z L200 Monster też nie było problemu aby dostać się na pakę. Do sportowych aut też się jeszcze mieściłem. W kubełkach było czasem ciasno ale dawałem radę. Tylko zwróć uwagę na tzw. pyski - okrągłe jak litera O w alfabecie.

W końcu pewnego razu zebrałem się mając wolny poranek i udałem się na badania do lekarza. Kontrolne standardy i wyszło, że jest niby w miarę ok. Lekarz mówił, że ruch to zdrowie, że młody jestem, mam dopiero 30lat i teraz nic nie czuje. Choroby przychodzą kilka lat później, przed czterdziestką. Myślę sobie dobrze gada. Wychodzę i już argumenty pojawiają się za tym, aby jednak ponowić badania za miesiąc i jeżeli będzie wszystko ok w dalszym ciągu to znaczy, że mam dobrą wagę, wszak jestem chłop jak dąb a chopy siłę muszą mieć. Kolejne nawołujące myśli za nic nierobieniem ze sobą to fakt iż lekarz który mi o tym mówił był jeszcze większym chopem ode mnie. Wracam do domu chwaląc się dobrymi wynikami żonie. Mija dzień, dwa. Nagle coś mnie tknęło, w tym samym czasie żona mówi o jakiś cudownych dietach pudełkowych. Może spróbujesz? Zobaczysz po miesiącu, dwóch. Potem decyzję podejmiesz sam czy było warto czy też nie. To właśnie Żona przez duże Ż jest w tym wpisie największą bohaterką. Jej mój wygląd nie przeszkadzał. To mi mógł zacząć doskwierać później. Przy okazji jeżeli moja Żona to czyta to dziękuję ci bardzo! Resztę dopowiem w domu jak wrócę:)

Dość! Stało się! Gadanie o cudownych składnikach diety spodobało mi się. Byłem za. Zdawałem sobie sprawę, że przy mojej nadwadze bieganie (chyba od takiego wysiłku fizycznego efekty są widoczne najszybciej) nie jest teraz dla mnie, a leniwe pudełka będą idealne. Stawy i kolana podziękowałyby mi za to bieganie przy 115kg kilka lat później. 

Wlazłem więc na stronę pewnej firmy pudełkowej i zamówiłem dietę bezglutenową. Pomyślałem sobie, że od tego chleba to człowiek musi najbardziej puchnąć gdyż tam jest mega dużo polepszaczy i innej chemii. Nazajutrz miły Pan zapukał do mych drzwi i wręczył 5 pudełek, gdzie we wszystkich łącznie miało być 2500kalorii. Myślę sobie, że to sporo bo wujek google powiedział, że 2300 to jak się nic nie robi i nie chce się schudnąć ani przytyć. No nic. Zabrałem się za pierwszy posiłek i czułem niesmak. Inaczej - brak mięcha (w pudełku był twarożek), brak było 10 plasterków szynki polanych obficie keczupem i 4 kromek chleba wysmarowanych mocno masłem. Myślę sobie - muszę przetrwać! Nie dam się! Tak też uczyniłem i o ile pierwsze kilka kęsów z trudem przebrnęły przez moje gardło o tyle każdy kolejny raz już był szybszy. 

Uf - zjedzone! Ależ to było paskudztwo! Jak tak można bez mięsa! Pojechałem do pracy. 

7.30 śniadanie 10:30 II śniadanie 13:30 obiad 16:30 podwieczorek 19:30 kolacja - tak to wtedy i w zasadzie już od tamtej pory u mnie wygląda. Czasem się nie da więc zdarzają się odchyły o nawet godzinę w jedną lub drugą stronę ale generalnie 5 małych posiłków każdego dnia.

Po pierwszym dniu trochę dziwnie się czułem tj. nieco bolała mnie głowa. Czułem ostry głód ale mam silną wolę i nie dałem się. Drugi dzień był decydujący. Głowa bolała bardziej. Także to przezwyciężyłem. W trzecim łepetyna bolała jak w pierwszym. Od czwartego 0 bólów głowy. Po dwóch tygodniach stwierdziłem, że 2500 kaloriami się mocno najadam. Zdałem sobie sprawę, że kiedyś to pewnie 3 jak nie 4 tysiące musiałem wpierdzielać. Po miesiącu ubyło kilka tłustych kilogramów.

Potem zmieniłem rozkład jazdy na 2000 kalorii. Po kolejnym miesiącu zjechałem już na 1500. Napisałem, że nie było mięsa ale to nie zawsze tak było. Owszem bywała szynka ale rzadko i w niewielkich ilościach. Czasem i jakaś eko pajda się trafiała. Między posiłkami nie jadłem i nie jem nic - nawet jabłka, banana, truskawki, kompletnie nic. Teraz czasem napije się soku domowej roboty. Przez pierwsze trzy miesiące żadnego płynu poza wodą w organizmie nie miałem.

Od połowy maja bieżącego roku porzuciłem pudełkową dietę. Chodzi mi o tę zamawianą gdyż sam staram sobie coś tam przygotowywać i planować swoje posiłki. Jem to co lubię ale racjonalnie. Firmy pudełkowe były trzy. Zmieniałem je by po prostu sprawdzić jak będzie wyglądać eko papu u konkurencji. Najdłużej brałem pudła z tej firmy od której zacząłem - może organizm się przyzwyczaił xD 

Rano - średniej wielkości śniadanie - trochę płatków z mlekiem lub 1-1,5 tosta lub twarożek itp. II śniadanie to zazwyczaj owoce - pudełeczko borówek, zmielone truskawki lub inne smufi. Obiad składa się z jednego dania. Albo zupa sytniejsza albo nawet schabowy ale bez gigantycznej ilości ziemniaków albo nawet bez ziemniaków. Potem podwieczorek - coś lekkiego, czasem też owoce. Kolacja nieco sytniejsza - kanapka, sałatka lub coś podobnego. 

Wbrew pozorom teoria po 18stej albo po 17stej nie jem jest błędna. Chodzi o to aby jeść 5 posiłków i małe porcje. Mają być między nimi przerwy i bez podjadania. Nażeranie się 2 razy dziennie nie będzie miało zamierzonego efektu.

Kiedyś rano potrafiłem zjeść 6 i więcej tostów. Dziś najadam się jednym góra półtora. Czytaj dalej.

Podczas tego mojego zdrowego stylu życia zdarzyło mi się odwiedzić fasta - nawet kilka razy. Nie brałem jednak dwóch zestawów powiększonych a skupiłem się na samej, jednej kanapce - raz, że się najadłem, a dwa, że jakość mi już takie jedzenie nie za specjalnie wchodzi. Oczywiście nie każde i nie zawsze :)

Odkąd porzuciłem zamawiane pudełka zacząłem przygodę z bieganiem, która strasznie mnie wciągnęła. Pierwszego dnia 500m było dla mnie problemem. Załapała mnie kolka, bolał brzuch itd. Dzień przerwy i powrót. Po 8-10 dniach robiłem już 2-3km - z trudem bo z trudem ale zawsze. Potem przez 2 miesiące 3-3.5km. Teraz od tygodnia mam już swój dystans na poziomie 5-6km. 
O ile pierwsze majowe 500m było padaką o tyle jak widać na powyższym zdjęciu moje aktualne wyniki (na zdjęciu wynik z 5:37rano - ostatni sobotni poranek) są ciut lepsze.

Piszę o tym wszystkim poniekąd nie ukrywajmy po to by się pochwalić, ale po drugie to po to by zmobilizować resztę ludzisków! Nie chciałem bić rekordów i katować się głodem bo to strasznie niezdrowe jest wbrew pozorom tak za szybko schudnąć. Odchudzanie też musi być robione z głową. Nie chcę nikomu nic radzić. Każdy będzie z was musiał obrać własny plan - nie ma łatwo. Istnieją jednak pewne wspólne zasady.

Dieta cud - żryj po prostu mniej!

Można dopisać też ,,patrz co jesz bo jedzenie ma znaczenie". W niektórych dużych marketach są takie półeczki, czasem gondole ze zdrową żywnością. Jeżeli taka mała gondolka stanowiąca czasem 1% ogółu to zdrowa żywność to co to jest te pozostałe 99%? Oczywiście trochę przesadzam, ale jak już wlazłeś na mój blog to muszę cię wciągnąć w ten artykuł.

Tak się składa, ze pracę mam bardziej w stylu siedzenie przed ekranem 8 godzin dziennie na 4 literach. Nie potrzebowałem więc wielu kalorii. Człowiek, który pracuje ciężko fizycznie będzie miał trudniej zrzucić parę kg, bo potrzebuje tej energii do wykonywania swojej pracy więcej co jednak nie oznacza, że jest to nie wykonalne. Jeszcze trudniej będą miały osoby, które pracują w systemie zmianowym - uwaga ważny komunikat - tutaj też się wszystko da zrobić. Serio.

Początkowo też przeraziło mnie jak musiałem zapłacić za pudełka uszczuplając domowy budżet. Stwierdziłem o matko - ile to kosztuje! Jednak ktoś to musi zrobić przywieźć itd. Jeżeli porównamy to do tego, że na zakupy już wtedy nie chodzimy - tylko po wodę. W dodatku tylko czasem podgrzewamy. Nie musimy tracić wiele czasu to suma sumarum na koniec miesiąca wyjdzie trochę drożej a jak dużo wpieprzaliśmy i sporo wyrzucaliśmy to wychodzi na to samo. 

Tak sobie myślę jeszcze, że lepiej było mi teraz wydać ten szmal na to całe eko żarcie niż za 5-10lat na lekarzy i leki, które byłyby coraz to bardziej potrzebne do tego aby mniej bolały konsekwencje obżarstwa. Gdzieś ostatnio usłyszałem od kogoś, że jako naród jesteśmy teraz liderem w przybieraniu na wadze. Zacząłem obserwować ludzi na chodnikach i coś w tym chyba jest. Tu nawet nie chodzi o wygląd, bo to zawsze rzecz gustu - tu chodzi przede wszystkim o zdrowie a to niszczeje z każdym nadprogramowym kilogramem!

Ze 115kg zjechałem do aktualnych 89,99kg. Mam 185cm wzrostu i myślę aby zbliżyć się do 80kg - tak utrzymać i powinno być dobrze. Swoich przemyśleń i decyzji oraz kasy na ten szczytny cel nie żałuję

Żałuję, że tak późno się za to zabrałem. Wstajesz codziennie z łóżka, schylasz się, wychodzisz na słońce - uwierz, że takie minus 25kg robi komfortową różnicę!

Zdaje sobie sprawę, że czasem ludziom choroba nie pozwala osiągnąć wymarzonego celu. Szczerze co myślę na ten temat? To słowo czasem powinienem dać czcionką setką koloru czerwonego, bo w większości przypadków otyłość to stan umysłu zbudowany z solidnego fundamentu zwanego lenistwo.

Nadciśnienie tętnicze, choroba niedokrwienna serca, cukrzyca, zawał serca, udar mózgu, zgaga, bóle brzucha, zaparcia, wzdęcia, a także wrzody żołądka i dwunastnicy to tylko początek listy chorób za które w dużej mierze odpowiada ta główna czyli otyłość.
Mam nadzieję, że podejmiesz wyścig o swoje zdrowie i na mecie będziesz przed otyłością.
Tego wam życzę! Silnej woli! Popatrz na zdjęcia z tego artykułu! 
Znasz odpowiedz - warto!


AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

7 komentarzy:

  1. No tak z 10lat Ci ubyło! Szczun!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, świetny efekt! Gratuluję silnej woli i determinacji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję przemiany! Schudnąć aż tyle w krótkim odstępie czasu to już wyczyn :D I zgadzam się z Tobą co do faktu że jazda wpływa negatywnie na zdrowie. Byłem zawodowym kierowcą, skupienie na trasie czasami było tak wielkie że nie zwracałem uwagi na ilość i jakość tego co jadłem :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Widać, że kolega ma pasje. Oczywiście, gratki za przemiany! Jazda negatywnie wpływa? Owszem, zgadzam się w pełni. Jeszcze raz gratki!

    OdpowiedzUsuń
  5. No niestety, ale prawda jest przykra. Dlatego, najlepiej, gdy się jest kierowcą próbować dbać o siebie.

    OdpowiedzUsuń

Whatsapp Button works on Mobile Device only

Wpis szukaną frazę, następnie kliknij lupkę lub wciśnij enter