Stylowe kombi, czyli test Renault Talisman Grandtour Energy TCe 200KM EDC Initiale Paris

Król stylistyki w wersji kombi, który odwraca głowy na ulicach. Ciekawy stylistycznie z każdej strony, także z wewnątrz, a do tego wszystkiego bardzo komfortowy.

W ostatnim czasie Renault ze swoim Talismanem także w wersji Grandtour idealnie wstrzeliło się w segment D. Sporo namieszało i podniosło dość mocno poprzeczkę dla rywali. Śmiem twierdzić, że poprzeczka, która zawieszona jest najwyżej, sygnowana jest właśnie logiem Renault
Wygląd - kwestia gustu, ale ja jednak swoje kilka słów jak zawsze muszę napisać. Talisman to auto, które chętnie zaparkowałbym pod blokiem lub na podjeździe pod swoim domem. Jeżeli po zaparkowaniu auta odchodząc, odwracasz głowę, ale nie po to by sprawdzić czy dobrze zaparkowałeś tylko zwłascza po to by zobaczyć jak się auto prezentuje to znaczy, że wóz którym przyjechałeś bardzo Ci się podoba i nie żałujesz chwil z nim spędzonych - na mnie tak właśnie działa Talisman.
Z przodu mamy charakterystyczne, duże logo marki Renault znajdujące się tuż pod maską, która w tym miejscu posiada wcięcie tak aby znaczek był takiej a nie innej wielkości. Kolejną albo w zasadzie pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy to ledowe światła do jazdy dziennej w kształcie litery C - przyznacie, że robią robotę. Jadąc nocą z daleka widać, że zbliża się sputnik Renault. Na zderzaku jest także sporo chromowanych dodatków i może się powtarzam, ale w przypadku nowy modeli Renault przeważnie im ciemniejsze auto tym ładniejsze bowiem chromy są bardziej wtedy wyróżnione.
Tył auta równie charakterystyczny co przód tylko że tutaj zamiast literek C mamy dwie duże lampy niemalże połączone ze sobą na środku tylnej klapy. Rozdziela je tylko kolejne duże logo. Niżej znajdują się imitacje podwójne układu wydechowego i generalnie całość jest tak nakreślona, że tu wszystko do siebie pasuje. Wisienką na torcie okazuje się być delikatny spojler, który dodaje sportowego akcentu. Spore wymiary Renault Grandtour (486,6cm długości x 187cm szerokości x 146,5cm wysokości) przekładają się na miejsce w środku zarówno dla pasażerów jak i ich bagaży.
Zacznę może od bagaży, bo Renault Talisman Grandtour może ich zmieścić naprawdę sporo. Zanim zaczniemy jednak pakować się na wyjazd musimy otworzyć tą ciężką klapę. Zrobić to możemy za pomocą ruchu nogi pod tylnym zderzakiem, za pomocą przycisku na karcie od auta, za pomocą przycisku przy kierownicy albo ostatecznie za pomocą przycisku znajdującego się na tejże klapie. Poza otwieraniem, klapa także się automatycznie zamyka.
Po otwarciu klapy ukazuje się nam nie tylko spora ale przede wszystkim funkcjonalna przestrzeń i żadne nawet najbardziej wymagające i najdłuższe rodzinne wojaże nie stanowią problemu. Do dyspozycji mamy (572 dm³ wg normy VDA) płaską, podwójną podłogę, roletę, źródła światła, wydzielone przegródki na bokach oraz dźwignie za pomocą której...
... można powiększyć przestrzeń likwidując miejsca albo miejsce siedzące na tylnej kanapie. Podłoga w dalszym ciągu jest płaska, więc wystarczy rzucić duży materac i można spać.
Pod podłogą znalazło się miejsce na kolejną skrytkę z przegródkami. Generalnie można tutaj kłaść siatki z wodnistymi rzeczami tj jakieś mięso i rzeczy które po rozdarciu siatki mogły by się rozlać wszystko brudząc. Widoczna skrytka to plastik, który łatwo można zdemontować i wyczyścić.
Sięgając jeszcze głębiej znajdziemy miejsce na ekstra koło, którego to lepiej nie używać. Można by stwierdzić, że to tylko koło, ale dla kogoś kto jeździ dużo i nie tylko po autostradach ważny jest też sam fakt umiejscowienia zapasu. Zawsze to lepiej sięgnąć po czystą sztukę do bagażnika niż wyciągać ją ubrudzoną w błocie, śniegu, deszczu spod podwozia. Umiejscowienie docenią zawłaszcza Ci którzy jeżdżą w garniturach.
Spory bagażnik nie zabiera miejsca dla pasażerów. Wnętrze Renault Talisman Grandtour jest bardzo przestronne i cztery, nawet bardzo duże osoby nie będą narzekać. Jeżeli dodatkowa piąta, siedząca na środku tylnej kanapy będzie niewiele mniejsza to także nie powinna za specjalnie grymasić. Tapicerka bardzo miła w dotyku, nie ma na niej efektu ślizgania się na zakrętach. Na środku kanapy znajdziemy przejście do bagażnika oraz podłokietnik z uchwytami na napoje i niewielką skrytką. Przy tunelu środkowym nawiewy, wyjście 12V i dwa wyjścia USB. 
Dla jeszcze większej wygody, a w zasadzie komfortu tylne szyby są przyciemnione oraz przy oknach jest możliwość wysunięcia rolety.
Z przodu kierowca i jego pasażer obok do dyspozycji mają wygodne, wyprofilowane fotele, które poza funkcją wentylacji i podgrzewania posiadają także funkcję masaży. Regulacja w pełni elektryczna no i najważniejsze, że po kilkuset kilometrach kręgosłup i plomby są na swoich miejscach. 
Może i się powtarzam, ale mega mi się podobają zagłówki w wersjach Initiale Paris. Kształt litery V sprawia, że głowa opiera się wygodnie. 
Deska rozdzielcza jest przesiąknięta elektroniką. Widoczne podświetlenie może być konfigurowalne jak to już w nowych Renault bywa. Pisałem już o tym w teście Talismana sedan tutaj, gdzie także możecie poczytać o konfiguracji ekranu znajdującego się za wieńcem kierownicy i innych multimediach. Osobiście zawsze ustawiam niebieski kolor bo po pierwsze najbardziej mi się podoba, a po drugie jest on najmniej męczący dla oczu, zwłaszcza w nocy. Jak zawsze jedyną rzecz którą bym zmienił albo zamienił to ustawianie siły nawiewu. Pod pokrętłami jest zakres temperatury a smyrając palcem po ekranie ustawiamy siłę nawiewu - wolałbym odwrotnie chociaż można się do tego przyzwyczaić. 
Kierownica w moim ulubionym kształcie przewróconej literki D. Ergonomia jak w każdym innym Renault - na wysokim poziomie. Materiały oraz ich spasowanie także pochodzą z tego samego poziomu i generalnie ciężko jest tu się do czegokolwiek przyczepić. Wszelkie multimedia, które by nam przychodziły do głowy są na pokładzie. Poza tym, że są jest jeszcze jeden plus - działają jak należy, czyli bez niepotrzebnych ,,zawiasów".
Testowany egzemplarz to najbogatsza wersja wyposażenia czyli Initiale Paris, która posiada układ 4Control - cztery koła skrętne. Dzięki 4Control tylne koła do prędkości 80km/h skręcają do ok. 3.5stopnia w przeciwnym kierunku niż te na przodzie. Powyżej 80km/h tylne koła pracują zgodnie ze stopniem skrętu przednich. Stwierdzam iż to świetne rozwiązanie dające poczucie bezpieczeństwa w zakrętach do którego jednak trzeba i można się szybko przyzwyczaić. Trzeba początkowo także uważać przy manewrowaniu zwłaszcza na parkingach, gdzie tyłek zachodzi bardziej niż w innych autach chyba, że myślimy teraz o przegubowym Ikarusie, gdzie takie rozwiązanie również znalazło swoje zastosowanie.
Pod maską testowanego egzemplarza znalazł się silnik benzynowy o pojemności 1.6 mający 200KM i 260Nm, który w połączeniu z dwusprzęgłową automatyczną skrzynią biegów EDC radził sobie świetnie. Z jednej strony dobra dynamika (7,9s do 100km/h), a z drugiej strony niewielkie spalanie w okolicach 7.5L/100km wydaje się być rozsądne. W przypadku silników benzynowych pojemność baku to zawsze 51 litrów. W dieslach pojemność zbiornika paliwa to 52 litry albo 47 gdy nabędziemy auto z 4Control, który te kilka litrów nam zabiera.
Podsumowanie. Renault Talisman Grandtour to więcej niż bardzo udane auto. To świetne prowadzenie, duża przestrzeń wewnątrz auta, zarówno dla osób jak i ich bagaży. Dynamiczny i w miarę ekonomiczny silnik, który w mieście nie jest paliwożerny, a na trasie nie grymasi, gdy dociskając pedał przyspieszsenia chcemy wyprzedzić ciężarówkę. Stylistycznie jest to cudo na 4 kołach, a wszystkie w dodatku są skrętne. Kolejny z wielu plusów to zawieszenie i wyciszenie auta. Ciągle mi żona powtarza, że trasę Warszawa-Kielce pokonuje się najlepiej Renówkami - nie czuć dołków i człowiek się nie męczy. Pozostaje mi tylko potwierdzić jej słowa, wszak Renault to jedna z trzech moich ulubionych marek samochodów. Najtańsza, najsłabsza i najuboższa odmiana Talismana Grandtour startuje za 111 900. Wersja z mocniejszym benzyniakiem, czyli z takim jaki był w testowym egzemplarzu zaczyna się od 126 900. Initiale paris to wydatek minimum 150 900zł, ale jedno wiem na pewno - jeżeli jest możliwość to warto dopłacić. Jeździłem także słabszą wersją ze słabszym silnikiem i bez 4Control - jedna i druga opcja jest dobra, ale porównując je do siebie - czuć i widać różnicę na korzyść Initiale. 
















AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty