Prędkość zabija - czy oby na pewno to jest mit?

Czy dzisiejsze społeczeństwo naprawdę łyka wszystko jak pelikan w zoo (gdy mu się tylko wyciągnie i poda to na tacy) i cieszy się jak małpka ze złapanego cukierka za którego nie musiała płacić? Ale może cukierek nie był rzucony dla niej tylko w nią...

,,Prędkość zabija - mit?" pod takim hasłem w google można znaleźć wiele artykułów broniących piratów drogowych. W większości dominuje przekonanie, że to nie prędkość zabija tylko kiepski stan dróg. Hmm nasze drogi są ruchome, raz dołek tutaj, raz koleina tam, a jak ktoś jeździ na pamięć no to może być faktycznie problem. Tak samo jak drzewa - ciągle biegają po ulicy, aż trafią jakiś samochód. Nie można oczywiście generalizować i wszystkich wrzucać do jednego worka. Ostatnio przeczytałem dość długi artykuł, którego tytuł jasno wskazywał na to, że wpis będzie tłumaczeniem się pirata drogowego. Jak to zwykle bywa była to zagrywka marketingowa. Po przeczytaniu całości śmiało tłumaczenie się z jazdy mógłbym zamienić na ,,chwalenie się" jakim to ja królem szos jestem. Autor opisuje, że pokonał wiele tysięcy kilometrów wieloma samochodami, że 300km/h to dla niego jest nic bowiem on tą barierę pokonał nie raz, zawsze jednak jadąc bezpiecznie. Czy w przypadku prędkości ponad 300km/h na drogach publicznych może być mowa o bezpieczeństwie? Bez odpowiedzi. Zgodzić jednak się z nim muszę z jedną sprawą - głupie, beznadziejne oznakowanie niektórych dróg. Idiotyczne znaki w idiotycznych miejscach - owszem, zdarzają się, ale nie jest tego jakoś specjalnie dużo. Długa prosta pomiędzy polem kukurydzy i znak 70km/h? Z jednej strony można pomyśleć, że to idiotyzm poza terenem zabudowanym, ale kto wie czy tamtędy od czasu do czasu nie przebiegają jakieś sarny czy inne dzikusy. Przy 70 bądź co bądź jesteśmy w stanie bezpiecznie zareagować, przy 150 już niekoniecznie - wtedy ruletka wyraźnie wskaże fifty fifty, czyli albo odwiozą nas na lawecie albo karawanem. Generalnie w komentarzach nie było jakiejś nagonki na autora przez społeczeństwo. Domniemam, że gdy tylko wspomniał o durnych znakach i o tym, że jeździ ponad 300km/h to publiczność jest jego, a fani będą nosić koszulki z jego imieniem i nazwiskiem.  Ale przestańmy się czepiać już tego biednego autora długiego tekstu.

Podobnie ze znanym już białym super szybkim samochodem. Czytając komentarze pod filmem czy przeróżnymi artykułami na ten temat widzimy wręcz euforię i zachwyt wśród młodych kierowców. Myślą ,,kurcze białe m jest super, też tak chcę, też tak będę robił - mnie też się uda". Zastanawia mnie jednak skąd ta euforia, kierowca założył, że wszyscy będą jechać zgodnie z przepisami, udało się i dlatego on i nie tylko on przeżył. Wystarczyłoby, że ktoś nagle przypomniałby sobie, że akurat tutaj musi skręcić... przebieg zderzenia możecie wyreżyserować w swoich myślach. Ktoś powie, że ma talent, dobrze prowadzi, a w głębi duszy i tak myśli o super aucie, którym pirat jechał. Podejrzewam, że gdyby ta sama osoba zrobiła to jakąś starą hondą czy przerobionym, podkręconym peżotem, Ci którzy teraz go chwalą za styl, zaczęliby gnębić i wyśmiewać, że takim rzęchem nie powinien się pchać na ulicę. Białe eM zatem znakiem rozpoznawczym na koszulkach dumnie noszonych przez fanów, nie tylko młodzież.

Czy prędkość zabija to faktycznie mit? Prędkość sama w sobie jeszcze nikogo nie zabiła. Oglądając wyścigi rajdowe czy formułę 1 nie tyle widać, ale i słychać mega prędkość. Kierowcy się ścigają i poważne wypadki zdarzają się na prawdę rzadko. Hm czyli mit? No jednak nie. Gdy do tej prędkości dorzucimy głupotę, czyli śmigamy setką po zabudowanym niedaleko szkoły no bo ja wiem, że dzieci teraz na lekcji, no bo ja widzę, że nikogo nie ma w pobliżu to śmierć już osełką kosę ostrzy. Zbiera żniwa, gdy tylko znienacka wyskoczy jakiś wagarowicz, który kucał za drzewkiem i nagle postanowił przebiec drogę uciekając z trudnego sprawdziany z matematyki. Wtedy przecież ja wiem, zmienia się na ,,no przecież nikogo nie było". Okej, dziecko powinno być nauczone, że nie wolno wybiegać na ulicę, ale gdybyśmy jechali 5 dyszek to nasze sumienie było by czystsze niż jadąc stówkę. Może nawet skończyło by się na zwróceniu uwagi młodemu pokoleniu przez uchyloną szybkę, że mógł to być jego ostatni bieg.

Nie da się jednoznacznie stwierdzić, że prędkość sama w sobie zabija. Na pewno, gdy prędkość dostanie się w niepowołane ręce może być niebezpieczna. Codziennie jeżdżę do pracy drogą, która ok. rok temu została wyremontowana, długa, prosta, bez drzew na poboczu - idealne warunki dla miszcza prostej. Tak jak przez poprzednie kilka lat, nigdy nie było na tym odcinku żadnego wypadku ani choćby najmniejszej stłuczki, pomimo dziurawej nawierzchni, tak od roku co najmniej jeden czy dwa wypadki były śmiertelne i na pewno przynajmniej 5 stłuczek - wszystko standardowo przy pięknej, słonecznej i bezchmurnej pogodzie. Wnioski wyciągnijcie sami i przestańmy w kółko powtarzać, że wypadki powodują złe drogi. Nigdy nie będzie tak, że każda droga to autostrada, ale na każdej drodze, zawsze będą kierowcy. Zadbajmy o stan/jakość kierowców! Musimy zawsze jeździć świadomie i maksymalnie do przodu wyprzedzać fakty, zanim będzie za późno. O mały włos, mała rysa lub wgniecenie, stłuczka i laweta czy poważny wypadek i przejażdżka karawanem - wybór przeważnie należy do nas samych...

AM
Strefa Kulturalnej Jazdy

Komentarze

  1. Hehe... mnie też zawsze drażni, że prędkość wcale nie zabija i ble ble ble....

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozwolisz, że za chwilę posłużę się linkiem wpisu, w którym dość szeroko i dosadnie temat opisywałem, ale zanim to zrobię powiem jedno:

    Prędkość nie zabija.

    Prędkość to wielkość fizyczna, która sama w sobie nic nie robi. Dopiero prędkość wraz z innymi czynnikami tworzy warunki uznawane za niebezpieczne.
    A teraz link do wpisu, zgodnie z obietnicą: http://justwelldriven.com/wolno-znaczy-bezpiecznie-szybko-znaczy-zle/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się Bartek. Prędkość sama w sobie nie zabija ale w połączeniu z głupotą - szanse na śmierć się zwiększają ;)

      Usuń
    2. Prędkość zabija, bo zwiększa ryzyko wypadku i drastycznie zwiększa jego skutki, jeśli do niego dojdzie.
      Nie ma czegoś takiego jak "szybko, ale bezpiecznie". Prędkość bezpieczna DLA CIEBIE to taka, przy jakiej możesz wyhamować na widzialnym odcinku drogi. Ale to nie znaczy, że jest to predkość bezpieczna dla innych, bo oni mogą mieć bardziej ograniczoną widoczność i wejść w twoją "strefę rażenia" wyznaczoną drogą zatrzymania.

      Usuń
  3. Za to kiedy ginie na drogach najmniej osób? W miesiącach zimowych. Ciemno, ślisko, zasypane oznakowanie poziome. Nikt nie szaleje, to i kończy się co najwyżej na niegroźnej stłuczce. I to powinien być wystarczający dowód pokazujący, że winna jest prędkość, a nie warunki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja niemal zawsze przestrzegam przepisów jeśli chodzi o prędkość, i to nawet nie z uwagi na moje umiejętności, w które akurat wierzę, ile w umiejętności innych uczestników ruchu drogowego. W szczególności na trasie widzę pełno wariatów, którzy jadą ile fabryka pod maskę włożyła, nie patrząc na innych, na złamanie karku, wyprzedzając na podwójnej ciągłej, na skrzyżowaniu, na przejściu dla pieszych, na trzeciego... A ja wolę dojechać o godzinę później, ale cała i zdrowa. Poza tym nigdy nie wiadomo kiedy na czerwonym dla pieszych świetle wyskoczy Ci na drogę niedopilnowana czterolatka czy zerwany ze smyczy pies (obydwie sytuacje autentyczne, miały miejsce tego samego dnia).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem podobnie... niestety nie wszyscy myślą na drodze i przez to musimy myśleć za wszystkich ;/

      Usuń
  5. Na autostradach i drogach ekspresowych prędkość nie zabija, na innych drogach jest już inaczej nas może nie zabić, ale jak wspominane w art. powyżej z pieszym albo zwierzaczkiem może być już gorzej przez naszą prędkość. A swoją drogą podoba mi się stwierdzenie: PRĘDKOŚĆ NIE ZABIJA TYLKO JEJ UTRATA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśleć myśleć myśleć... brak wyobraźni u kierowców to poważny problem, zwłaszcza tych młodych... myślą że jak w grze ....game over to start game i od nowa..... niestety w real life się nie da ;/

      Usuń
  6. Podobno przy prędkości powyżej 50 km/h pieszego przy wypadku uratować może tylko cud- wówczas zostanie "tylko" kaleką ale przeżyje, w większości przypadków jednak nie będzie tyle "szczęścia". Naszego ciała niestety nie zmienimy więc niezależnie od stanu drogi czy zaawansowania technicznego naszego auta nie zawsze jest czas na reakcje a wówczas nadmierna prędkość może zabić.

    OdpowiedzUsuń
  7. W pełni się z Tobą zgadzam Albin. To jest bardzo delikatny temat, który w dużej mierze drażni "wybitnych kierowców" uważających, że przy każdej prędkości jeżdżą super bezpiecznie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Większa) prędkość to:
    - krótszy czas na reakcję,
    - dłuższa droga zatrzymania,
    - widzenie tunelowe (jeśli porusza nam się całe "tło" po bokach poka widzenia, nie wychwycimy na nim ruchu).
    Innymi słowy wraz z prędkością prawdopodobieństwo wypadku rośnie. Oczywiście inaczej na drodze ekspresowej, inaczej na osiedlowej. Tak naprawdę liczy się to, co widzimy i czy jadąc z daną prędkością jesteśmy w stanie zahamować przed pojawiającą się na drodze przeszkodą.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty